Izabella, Back to the past
Rozdział I – Wspomnienia
W Californi nastał piękny słoneczny dzień. Wielu ludzi wybrało się dziś na spacer dla relaksu, rozkoszując się tą piękną pogodą. Jednak była pewna osoba, która została dziś w domu. Osoba dla której ten dzień wcale nie był piękny. Co więcej, po tym dniu spodziewała się wszystkiego najgorszego. Tą osobą byłam ja. W sumie, powinnam się przedstawić, a więc… Cześć, jestem Izabella Garcia-Shapiro, mam 22 lata i opowiem wam o mojej wielkiej przygodzie, która zaczęła się dość niewinnie. A więc, był to jeden z tych zwyczajnych dni, gdy człowiek po prostu wstaje, idzie do pracy, wraca, je obiad i idzie spać. I właśnie tak zaczęłam ten dzień. Wstałam, ubrałam się i już miałam iść do łazienki się umyć, gdy mój wzrok padł na kalendarz. Był 22 lipca, zszokowana usiadłam na łóżku. Dlaczego ? Ponieważ
był to mój najgorszy dzień, dzień kiedy zawsze przydarzały mi się jakieś katastrofy. A pierwsza z nich wydarzyła się 7 lat temu…
(22 lipca 7 lat temu)
Był piękny słoneczny dzień (tak co roku 22 lipca właśnie taka była pogoda) Trwały wakacje, dlatego postanowiłam jak co dzień wybrać się do Fineasza i Ferba by zobaczyć co dziś mają w planach (właściwie to interesowało mnie to co Fineasz ma w planach) Tak czy siak, wędrowałam przez przedmieścia kierując się do domu mojego ukocha… to znaczy najlepszego przyjaciela, a w głowie wciąż szumiała mi tylko jedną myśl. ,,To dziś, dziś powiem Fineaszowi co do niego czuję !!!'' W końcu moim oczom ukazał się mały śliczny domek, cel mojej podróży. Mimo ,że kiedy tu szłam byłam zdecydowana, wyznać swoje uczucia to teraz naszły mnie wątpliwości. ,,A co jeśli mnie wyśmieje ?", ,,Albo powie ,że nic z tego ?". Rozmyślałam, stając przed drzwiami, jednak w końcu wzięłam głęboki wdech i zapukałam w drzwi. Otworzyła mi mama Fineasza.
- Dzień dobry, czy zastałam Fineasza ?- spytałam
- Witaj kochanie, niestety go niema. Pojechał dziś do miasta. Chyba umówił się z kolegami, będzie wieczorem, coś mu przekazać ?- spytała Linda
- Hm… Nie, nie trzeba. To dowidzenia.
- Do widzenia – pożegnała się Linda i wróciła do domu, a ja zawiedziona również poszłam do domu.
Wieczorem zadzwonił telefon. Odebrała moja mama. Po krótkiej wymianie zdań, zawołała mnie.
- Izabello ! Fineasz dzwoni do ciebie !- kiedy to usłyszałam, ruszyłam biegiem w kierunku telefonu i o mały włos, a połamałabym sobie na schodach wszystkie kości. W końcu dobiegłam do słuchawki.
- Cześć !- krzyknęłam na powitanie
- Cześć Izabella. Mama mówiła ,że byłaś dzisiaj u nas. Coś się stało ?- odezwał się chłopak, a na dźwięk jego głosu, ugięły się pode mną kolana.
- Co ? A, nie to nic takiego. Chciałam po prostu pogadać, wiesz…
- Acha… A mogłabyś się ze mną teraz spotkać ?
- Tak ! to znaczy… pewnie, a gdzie ?
-W parku za 10 minut, Ok. ?
- Dobrze, do zobaczenia – pożegnałam się i nawet nie przebierając butów popędziłam do parku.
Kiedy dotarłam, na miejsce zobaczyłam ,że Fineasz już na mnie czeka. Poprawiłam włosy, wygładziłam sukienkę i ruszyłam w jego kierunku. Kiedy mnie zobaczył, uśmiechnął się, ale jego oczy pozostały smutne. Coś było nie tak.
- Cześć Fineasz. Co dziś robisz ? – zaczęłam rozmowę, swoim zwyczajowym powiedzonkiem.
- Cześć Izabella. Widzisz… rozmyślam nad tym, co chcę ci powiedzieć - odezwał się, a moje serce zabiło szybciej.
- Chciałem ci to powiedzieć wcześniej, ale nie miałem dość odwagi…- kontynuował, a ja czułam ,że serce wali mi jak młot. ,,Czy to sen ? Jeśli tak to, nie chcę się budzić !"
- Bałem się ,że jeśli powiem to wcześniej, to tego nie zrozumiesz i będziesz smutna…-
,, No dalej ! Powiedz to ! Proszę !" myślałam podekscytowana.
- Izabello ?
- Tak Fineasz ?
- Ja… wyjeżdżam.
- Co ?!- krzyknęłam i poczułam ,że krew odpływa mi z twarzy.
- Niestety tak. Przeprowadzam się z rodziną do Wielkiej Brytanii – powiedział smutno, a ja poczułam w sercu wielki ból. Byłabym się od tego bólu przewróciła i zemdlała, ale nie chciałam go tracić z oczu nawet na sekundę.
- Nie ! Nie możesz ! Proszę !- Błagałam go, a łzy spływały mi po twarzy.
- Przykro mi. Ja też nie chcę wyjeżdżać, ale to już postanowione. Tato dostał nową pracę. Czekają na niego.
- Kiedy ? Kiedy wyjeżdżacie ?- spytałam, drżąc na całym ciele, bo znałam już odpowiedź.
- Za godzinę. Dlatego chciałem się teraz spotkać. - przerwał na chwilę, wziął głębszy wdech i powiedział.
-Wybacz mi Izabello. Chciałem ci powiedzieć wcześniej, ale nie mogłem… nie miałem serca ranić cię na kilka tygodni przed moim wyjazdem. No cóż… pora się pożegnać, przeżyliśmy wiele pięknych chwil, prawda ?- powiedział i nagle mnie przytulił. Tuliliśmy się do siebie przez chwilę, po czym puścił mnie i powiedział.
-A teraz… muszę już iść- powiedział i odwrócił się.
- Poczekaj !- Krzyknęłam za nim i chwyciłam go za rękę ,,Teraz albo nigdy" pomyślałam i już chciałam się odezwać, ale wtedy spojrzałam mu w oczy. ,,Nie, nie mogę mu tego zrobić. Wtedy jeszcze trudniej będzie nam się rozstać" pomyślałam i wybuchłam płaczem.
- Błagam ! Nie odchodź ! - ale Fineasz odsunął mnie delikatnie i odszedł, by nigdy nie wrócić.
Po chwili zostałam zupełnie sama. Nie miałam sił by dalej stać ,więc upadłam na kolana i ponownie zaczęłam płakać. Bez Fineasza mój świat przestał istnieć, poczułam się tak jakby życie straciło sens…
- CDN
W Californi nastał piękny słoneczny dzień. Wielu ludzi wybrało się dziś na spacer dla relaksu, rozkoszując się tą piękną pogodą. Jednak była pewna osoba, która została dziś w domu. Osoba dla której ten dzień wcale nie był piękny. Co więcej, po tym dniu spodziewała się wszystkiego najgorszego. Tą osobą byłam ja. W sumie, powinnam się przedstawić, a więc… Cześć, jestem Izabella Garcia-Shapiro, mam 22 lata i opowiem wam o mojej wielkiej przygodzie, która zaczęła się dość niewinnie. A więc, był to jeden z tych zwyczajnych dni, gdy człowiek po prostu wstaje, idzie do pracy, wraca, je obiad i idzie spać. I właśnie tak zaczęłam ten dzień. Wstałam, ubrałam się i już miałam iść do łazienki się umyć, gdy mój wzrok padł na kalendarz. Był 22 lipca, zszokowana usiadłam na łóżku. Dlaczego ? Ponieważ
był to mój najgorszy dzień, dzień kiedy zawsze przydarzały mi się jakieś katastrofy. A pierwsza z nich wydarzyła się 7 lat temu…
(22 lipca 7 lat temu)
Był piękny słoneczny dzień (tak co roku 22 lipca właśnie taka była pogoda) Trwały wakacje, dlatego postanowiłam jak co dzień wybrać się do Fineasza i Ferba by zobaczyć co dziś mają w planach (właściwie to interesowało mnie to co Fineasz ma w planach) Tak czy siak, wędrowałam przez przedmieścia kierując się do domu mojego ukocha… to znaczy najlepszego przyjaciela, a w głowie wciąż szumiała mi tylko jedną myśl. ,,To dziś, dziś powiem Fineaszowi co do niego czuję !!!'' W końcu moim oczom ukazał się mały śliczny domek, cel mojej podróży. Mimo ,że kiedy tu szłam byłam zdecydowana, wyznać swoje uczucia to teraz naszły mnie wątpliwości. ,,A co jeśli mnie wyśmieje ?", ,,Albo powie ,że nic z tego ?". Rozmyślałam, stając przed drzwiami, jednak w końcu wzięłam głęboki wdech i zapukałam w drzwi. Otworzyła mi mama Fineasza.
- Dzień dobry, czy zastałam Fineasza ?- spytałam
- Witaj kochanie, niestety go niema. Pojechał dziś do miasta. Chyba umówił się z kolegami, będzie wieczorem, coś mu przekazać ?- spytała Linda
- Hm… Nie, nie trzeba. To dowidzenia.
- Do widzenia – pożegnała się Linda i wróciła do domu, a ja zawiedziona również poszłam do domu.
Wieczorem zadzwonił telefon. Odebrała moja mama. Po krótkiej wymianie zdań, zawołała mnie.
- Izabello ! Fineasz dzwoni do ciebie !- kiedy to usłyszałam, ruszyłam biegiem w kierunku telefonu i o mały włos, a połamałabym sobie na schodach wszystkie kości. W końcu dobiegłam do słuchawki.
- Cześć !- krzyknęłam na powitanie
- Cześć Izabella. Mama mówiła ,że byłaś dzisiaj u nas. Coś się stało ?- odezwał się chłopak, a na dźwięk jego głosu, ugięły się pode mną kolana.
- Co ? A, nie to nic takiego. Chciałam po prostu pogadać, wiesz…
- Acha… A mogłabyś się ze mną teraz spotkać ?
- Tak ! to znaczy… pewnie, a gdzie ?
-W parku za 10 minut, Ok. ?
- Dobrze, do zobaczenia – pożegnałam się i nawet nie przebierając butów popędziłam do parku.
Kiedy dotarłam, na miejsce zobaczyłam ,że Fineasz już na mnie czeka. Poprawiłam włosy, wygładziłam sukienkę i ruszyłam w jego kierunku. Kiedy mnie zobaczył, uśmiechnął się, ale jego oczy pozostały smutne. Coś było nie tak.
- Cześć Fineasz. Co dziś robisz ? – zaczęłam rozmowę, swoim zwyczajowym powiedzonkiem.
- Cześć Izabella. Widzisz… rozmyślam nad tym, co chcę ci powiedzieć - odezwał się, a moje serce zabiło szybciej.
- Chciałem ci to powiedzieć wcześniej, ale nie miałem dość odwagi…- kontynuował, a ja czułam ,że serce wali mi jak młot. ,,Czy to sen ? Jeśli tak to, nie chcę się budzić !"
- Bałem się ,że jeśli powiem to wcześniej, to tego nie zrozumiesz i będziesz smutna…-
,, No dalej ! Powiedz to ! Proszę !" myślałam podekscytowana.
- Izabello ?
- Tak Fineasz ?
- Ja… wyjeżdżam.
- Co ?!- krzyknęłam i poczułam ,że krew odpływa mi z twarzy.
- Niestety tak. Przeprowadzam się z rodziną do Wielkiej Brytanii – powiedział smutno, a ja poczułam w sercu wielki ból. Byłabym się od tego bólu przewróciła i zemdlała, ale nie chciałam go tracić z oczu nawet na sekundę.
- Nie ! Nie możesz ! Proszę !- Błagałam go, a łzy spływały mi po twarzy.
- Przykro mi. Ja też nie chcę wyjeżdżać, ale to już postanowione. Tato dostał nową pracę. Czekają na niego.
- Kiedy ? Kiedy wyjeżdżacie ?- spytałam, drżąc na całym ciele, bo znałam już odpowiedź.
- Za godzinę. Dlatego chciałem się teraz spotkać. - przerwał na chwilę, wziął głębszy wdech i powiedział.
-Wybacz mi Izabello. Chciałem ci powiedzieć wcześniej, ale nie mogłem… nie miałem serca ranić cię na kilka tygodni przed moim wyjazdem. No cóż… pora się pożegnać, przeżyliśmy wiele pięknych chwil, prawda ?- powiedział i nagle mnie przytulił. Tuliliśmy się do siebie przez chwilę, po czym puścił mnie i powiedział.
-A teraz… muszę już iść- powiedział i odwrócił się.
- Poczekaj !- Krzyknęłam za nim i chwyciłam go za rękę ,,Teraz albo nigdy" pomyślałam i już chciałam się odezwać, ale wtedy spojrzałam mu w oczy. ,,Nie, nie mogę mu tego zrobić. Wtedy jeszcze trudniej będzie nam się rozstać" pomyślałam i wybuchłam płaczem.
- Błagam ! Nie odchodź ! - ale Fineasz odsunął mnie delikatnie i odszedł, by nigdy nie wrócić.
Po chwili zostałam zupełnie sama. Nie miałam sił by dalej stać ,więc upadłam na kolana i ponownie zaczęłam płakać. Bez Fineasza mój świat przestał istnieć, poczułam się tak jakby życie straciło sens…
- CDN
11.02.2012 o godz. 23:37


