Queen

Carpe diem

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Rozdział I – Pragnienie

Ciemnozłoty piasek skrzy się w blasku porannego słońca. Od czasu do czasu, wiatr porywa te małe drobinki piasku i przenosi je kawałek dalej, tworząc kilkudziesięciometrowe wydmy. Stoję sam, otoczony tymi wydmami. Jestem ubrany w zwykły pomarańczowy podkoszulek, a na nogach mam ciemnogranatowe krótkie spodenki. Takie same, jakie nosiłem w wieku
15-nastu lat. Nie mam nic, a wokół mnie panuje absolutna cisza. Na horyzoncie nie widać, ani jednego zwierzęcia, ani jednej rośliny, świadczącej o tym, że mam jakieś szanse na przeżycie na tym pustkowiu. Wokół mnie jest tylko piasek, piasek i jeszcze raz piasek. To, że jestem tu sam, a w pobliżu niema niczego nie jest nawet takie złe…
Poprawka, nie byłoby takie złe, gdyby nie żar lejący się z nieba.
Czuję się zupełnie tak, jakby ktoś położył mnie na ogromnej patelni, wysmarował olejem i zapalił pod nią ogień. Niestety, w pobliżu nie ma żadnej kryjówki w której mógłbym się ukryć i przeczekać upał, aż do zapadnięcia zmierzchu.
Zrezygnowany postanawiam ruszyć przed siebie. W końcu nie mogę tak stać wiecznie. W czym by mi to pomogło?
Idę, krajobraz wokół jest cały czas taki sam. ,,Co ja tu robię?'' myślę brnąc przez pustynię. ,,Jak się tu znalazłem? Przecież nie przypominam sobie, żebym leciał jakimś samolotem na pustynię!''
Nagle słyszę przeciągły i donośny pisk tuż nad głową. Unoszę wzrok i widzę krążącego nad moją głową ptaka. To sokół wędrowny. Zafascynowany obserwuję, jak ptak szybuje w przestworzach, zataczając nad moją głową ogromne kręgi. W pewnej chwili, sokół odwraca głowę i patrzy się prosto w moje oczy. I w tej chwili moją głowę przeszywa potworny ból. Ale nie taki zwykły ból, jak wtedy gdy się uderzycie lub macie migrenę. Ten ból jest spowodowany falą obrazów, jakie przetaczają się przez moją głowę. Jest ich setki, a nawet tysiące, a ja na zobaczenie każdego, mam zaledwie ułamek sekundy.
Czuję na policzku coś ciepłego i twardego. Owe coś, zaczyna mi się wbijać w skórę, uchylam powieki i ze zdziwieniem stwierdzam ,że leżę na ziemi. Podnoszę się na rękach i ponownie spoglądam w niebo, jednak ptak zniknął. Wstaję z ziemi i rozglądam się, w nadziei, że może znajdę jakąkolwiek wskazówkę, co do kierunku w jakim udał się ptak. Ze zdziwieniem stwierdzam, że faktycznie istnieje taki ślad, co więcej, widzę przed sobą całą drogę, usypaną ptasimi piórami. Już chcę ruszać ową ścieżką, kiedy uświadamiam sobie, że oprócz ptaka, zniknęło coś jeszcze…
Obrazy, które widziałem patrząc w oczy sokoła, zniknęły…
Pozostało po nich tylko coś… jakby pustka…
Te obrazy… to było coś jak wspomnienia, należące do kogoś innego. Wiem, że to, co pokazał mi sokół, było ważne, ale niestety, odpłynęło razem z bólem.
Po chwili rozmyślań, postanawiam udać się w ślad za ptakiem.
Droga jest długa i męcząca, ciągle doskwiera mi panująca tu temperatura. Ale nie jest to moje jedyne zmartwienie. Otóż towarzyszy mi jeszcze jakieś… pragnienie…
Czuję pewien niedosyt, z przerażeniem uświadamiam sobie ,że nic nie jadłem i nie piłem od przynajmniej kilku godzin, a krajobraz wciąż się nie zmienia. Na dodatek ,piór na drodze jest coraz mniej. Uświadamiam sobie, że ptak mógł je zgubić przypadkowa, a ja wziąłem to za znak i ślepo ruszyłem za zwierzęciem. Jednak mimo wszystko, wyczuwam w głębi siebie, jakąś pewność…
Pewność, że wcale nie oszalałem, a ptak faktycznie chce mi pomóc.
Co prawda przerażenie, iż mogłem się mylić nie znika, ale jestem pewniejszy siebie i z nową energią ruszam śmiało naprzód. ,,Miejmy nadzieję ,że się nie pomyliłem…'' myślę i znikam w blasku słońca…

Po ponad godzinnej wędrówce, w końcu ponownie widzę sokoła. Ptak krąży po niebie, raz po raz machając skrzydłami, aby nie stracić wysokości. Patrzę się na niego cały czas podążając naprzód. Gdy tylko dochodzę na szczyt wzniesienia moim oczom ukazuje się… oaza.
Leży sobie cichutko, położona w dole. Jest wręcz idealnie ukryta przed wszelkimi oczami, jestem pewien ,że gdyby nie sokół, to nigdy bym tu nie trafił.
Patrząc na położoną niżej oazę, czuję ,że owe dziwne uczucie znowu zaczyna się we mnie budzić. Dlatego biegiem rzucam się w kierunku oazy, by ukoić pragnienie.
Gdy dobiegam do źródła, padam przy jego brzegu i z zapałem zaczynam pić wodę. Gdy czuję ,że nie dam rady wypić ani łyka więcej, padm na plecy i odpoczywam. Jednak już po chwili, zdaję sobie sprawę ,że owo dziwne uczucie nie zniknęło… co więcej, jest jeszcze bardziej palące niż wcześniej. Zrywam się na równe nogi i rozglądam. Widzę przed sobą drzewo, a obok mnóstwo owoców. Podbiegam do niego i zaczynam jeść, już po chwili znowu czuję się pełny i ponownie kładę się na piasku, chowając się przed promieniami słonecznymi w cieniu drzewa. Jednak owe uczucie wciąż nie mija, za to wraca i uderza we mnie pełną mocą.
Czuję tak przejmujący ból, że zwijam się w kłębek i próbuję go przeczekać. Niestety, to nic nie daje.
I znowu słyszę nad sobą przejmujący pisk sokoła. Cały obolały unoszę wzrok. Widzę jak ptak krąży nade mną, a potem odlatuje gdzieś na północ.
Nie wiem czemu, ale czuję pewien żal, że już go nie ma. Teraz naprawdę zostałem sam…
Nieoczekiwanie jednak, widzę przed sobą jaskrawą plamę światła. Plama rozszerza się i powoli zaczyna pochłaniać wszystko, co znajduje się wokół. Nagle czuję w sobie siłę, by wstać. Ból nie minął, ale jakby przycich, czekając na to, co się stanie.
Ja również czekam, stoję napinając mięśnie, a plama jest coraz bliżej…

Oślepiające światło w końcu do mnie dociera i otacza całego, przyjemnym ciepłem. Już nie czuję okropnego żaru pustyni, ani wiatru przenoszącego drobinki piasku, ale to co jest najważniejsze, to, to, że nie czuję już bólu.
Nagle, tuż przede mną zaczyna się coś dziać. Z blasku promieni, zaczyna wyłaniać się jakaś postać.
Widzę ,że owa postać jest raczej dość niska i drobna. Powoli światło ustępuje i widzę lekko pofalowane kruczoczarne włosy, które sięgają postaci za ramiona.
A potem światło wygasa całkowicie i widzę tuż przed sobą parę pięknych, szafirowych oczu.
W tej chwili czuję ,że nawet gdybym bardzo chciał, nie zdołałbym się uwolnić od tego spojrzenia, ale ja wcale nie chcę się uwalniać. W jednej sekundzie pustka w moim sercu zostaje zapełniona i czuję ,że moim jedynym pragnieniem jest, aby się do reszty zatracić w tych cudnych, nieziemskich oczach. Cały czas nie ma już dla mnie żadnego znaczenia. Istnieję tylko ja i owa kobieta stojąca naprzeciwko.
Widzę, że jej twarz, zaczyna rozjaśniać cudny, wręcz anielski uśmiech. A następnie czarnowłosa piękność, wyciąga w moim kierunku rękę.
I nagle uświadamiam sobie jedną, bardzo ważną rzecz. Uświadamiam sobie, że byłbym wstanie przetrwać bez wody, byłbym wstanie przetrwać bez jedzenia, ale nie mógłbym przetrwać bez niej.
Jesteśmy bowiem jak dwie połówki tej samej osoby. Osobno właściwie nic nie znaczymy, ale razem, jesteśmy w stanie osiągnąć wszystko, czego tylko zapragniemy.
Pędem ruszam w kierunku kobiety. Po kilku krokach jestem już tak blisko niej ,że mógłbym jej dotknąć. Wyciągam więc rękę, lecz nagle kobieta znika i pojawia się kilka metrów przede mną. Zdezorientowany zwalniam, ale wciąż prę naprzód. Po kolejnych kilku krokach, znowu kobieta jest na wyciągnięcie ręki i znów mi umyka. Jednak tym razem jest jeszcze dalej. Zdeterminowany przyspieszam kroku, wciąż kierując się w jej stronę.
Sytuacja powtarza się kilka razy, aż w końcu kobieta jest tak daleko, że ledwie ją widzę. Nieoczekiwanie nad jej głową zaczynają gromadzić się burzowe chmury. Przerażony próbuję ją ostrzec, jednak ona tylko stoi i uśmiech się do mnie.
Widzę ,że naładowane prądem chmury zaczynają grzmieć złowrogo.
Zaczynam biec jeszcze szybciej, a oprócz tego krzyczę jak opętany, aby uciekała. Jednak ona wciąż tkwi w miejscu. Nieoczekiwanie widzę ,że zaczyna poruszać ustami. Mimo ,że jest pewnie całe kilometry stąd, do moich uszu dociera co powiedziała.
- Zawszę będę Cię kochać, Fineasz – w jej oczach pojawiają się wielkie brylantowe łzy, a potem trafia w nią piorun…

-CDN
18.05.2012 o godz. 12:20
Uwaga : Jest to kontynuacja mojego opowiadania
Izabella, Back to the past. Miłego czytania :)

Prolog

Cały las trwa w niczym nie zakłóconej ciszy. Znikąd, nie wydobywają się choćby najcichsze i najlżejsze dźwięki. Nasłuchuję próbując wychwycić szum wiatru wysoko w koronach drzew, lub chociaż dźwięk płynącej wody w pobliskim strumyku. Jednak nie słyszę absolutnie nic. Las ucichł i zamarł. W napięciu oczekuje tego, co się zaraz stanie. Ja również jestem zdenerwowany. Moje mięśnie są napięte do granic możliwości. Czasem wydaje mi się ,że słyszę jak krzyczą z bólu, błagając o odrobinę swobody. Niestety, nie mogę sobie pozwolić na odpoczynek. Nie wtedy, gdy w pobliżu są ''Oni''
Dziwne kreatury, które śledzą mnie już od wielu dni. Nie ważne co bym robił ''Oni'' wciąż depczą mi po piętach !
Ich obecność, pozbawia mnie sił. Z każdym krokiem czuję się tak, jakbym miał nie postawić kolejnego. Ostatni raz jadłem jakieś 3 dni temu, przez co mój żołądek wydaje ciche lecz naglące odgłosy, które są oznaką jego buntu, przeciw takiemu traktowaniu. Nie mam jednak czasu się nim przejmować. Mam dużo poważniejsze sprawy na głowie, niż mój burczący żołądek.
Po pierwsze, moja pogoń z każdym dniem jest coraz bliżej. A po drugie, zbliża się noc, czyli pora, w której są najsilniejsi. Muszę sobie znaleźć kryjówkę i to szybko. Niestety, nigdzie na horyzoncie nie widać miejsca, które byłoby odpowiednią kryjówką.
Unoszę głowę i widzę ,że słońce chyli się ku zachodowi, mam coraz mniej czasu.
Jakieś 10 metrów za mną, słyszę mrożący krew w żyłach wrzask. To ''Oni'' właśnie dotarli do mojego poprzedniego obozowiska. Przyspieszam kroku, nie mogą mnie dopaść, nie teraz gdy jestem tak żałośnie słaby. Kiedy ostatnim razem mnie dogonili, ledwie uszedłem z życiem. A i tak uciekłem tylko dlatego ,że mi na to pozwolili. Dlaczego ? Ponieważ wiedzą, że w pełni sił jestem dla nich poważnym zagrożeniem. Postanowili poczekać ,aż całkowicie opadnę z sił. Niczym stado sępów, krążą na de mną i czekają, na sposobną chwilę, by mnie dobić.
Naglę słyszę przeraźliwy pisk gdzieś w okolicy. Instynktownie unoszę broń i przeczesuję wzrokiem las, poszukując zagrożenia. Gdy go nie znajduję uspokajam się, lecz już po chwili dźwięk rozlega się ponownie. Unoszę głowę w kierunku nieba. Tuż na de mną, na szerokiej i rozłożystej gałęzi, siedzi sokolica. Ptak stoi dumnie wypinając pierś i wpatruje się we mnie swoimi bystrymi i nieprzeniknionymi oczami. Uczucie to można porównać, do wpatrywania się w bezkresne wody oceanu. Potrafią one łagodnie falować, ledwie poruszając taflę wody, lecz potrafią też głośnym i groźnym trzaskiem, rozbijać się o przybrzeżne skały. Tym samym przypominając nam ,że nigdy nie można lekceważyć jego mocy. Kolejny pisk ptaka, wytrąca mnie z rozmyślań. Tym razem słyszę w nim ostrzegawczą nutkę. Dlatego z prędkością błyskawicy, odwracam się w kierunku ścieżki, którą tu przyszedłem i unoszę broń. Z przerażeniem, uświadamiam sobie ,że drogę spowija mrok.
Zapadła noc.
Zza pleców słyszę dźwięk skrzydeł ptaka, który wzbija się do lotu. Odwracam głowę i widzę jak sokolica, szybuje nad moją głową, a po chwili kieruje się w głąb lasu. Ponownie wydaje swój charakterystyczny pisk. Tym razem jednak brzmi on jak wołanie. Zupełnie jakby mówiła ,,No choć, zaprowadzę Cię w bezpieczne miejsce''
Tuż przede mną słyszę wycie i trzask łamanych gałęzi.
W jednej chwili podejmuję decyzję i ruszam biegiem za sokolicą. Po chwili do moich uszu dociera wściekły okrzyk i odgłos podążających za mną stóp.
Polowanie rozpoczęte…

CDN
11.05.2012 o godz. 22:05
link do piosenki: http://www.tekstowo.pl/piosenka,arash,temptation.html

Rozdział XIV – Sen czy prawda ?

- Izabella… - Usłyszałam czyjś łagodny głos. Wydawało mi się, że dochodzi jakby z oddali. Wiedziałam ,że na pewno go znam, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd…
- Iza kochanie… wstawaj… - odezwał się ponownie, a ja otworzyłam oczy i zerwałam się na równe nogi. Przez pierwsze 2 minuty stałam zszokowana i wpatrywałam się szeroko otwartymi oczami w postać, która stała przede mną. Nie mogłam w to uwierzyć, bo stała przede mną…
- Mama ? - spytałam zdziwiona. A co mnie tak najbardziej zdziwiło ? To, że 3 sekundy temu spadałam z Fineaszem w przepaść ? Czy to ,że stoję w swoim różowym pokoju położonym w Danvill ? O nie, to byłam w stanie zaakceptować. Ale to co zdziwiło mnie najbardziej, to, to ,że stała przede mną moja 37 letnia mama.
- Iza kochanie. Co się stało ?- spytała z troską w głosie, ale nie zwróciłam na nią uwagi, tylko pędem pobiegłam do najbliższego lustra. O ile widok mojej 37 letniej mamy, mnie zszokował, to, to co zobaczyłam w lustrze, sprawiło ,że o mało co nie zemdlałam ! Dlaczego? Bo zobaczyłam w lustrze 15- latkę ! Stałam tak chyba 15 minut i gapiłam się w swoje odbicie, zanim ponownie usłyszałam głos mamy.
- Iza ! Tu jesteś. Dlaczego tak nagle wybiegłaś ? Coś się stało ?-spytała i stanęła obok mnie. O dziwo zobaczyłam ,że się uśmiecha.
- O… już wiem co się stało. Widzę ,że moja mała córcia dorasta. Zgadłam ? Izabello, wiem ,że chciałabyś jak najprędzej dorosnąć, ale na niektóre rzeczy trzeba poczekać. Daj działać matce naturze, a na pewno…
- Mamo ! Nie o to mi chodzi ! - wykrzyknęłam cała czerwona na twarzy. Tylko tego mi brakowało, żeby mama mówiła mi swoje kazania !
- Nie ? No to o co… - zaczęła, ale jej przerwałam
- Który dziś mamy ? –spytałam
- Hmm… O ile wiem to 22 lipca – powiedziała, a ja zamarłam ,,To niemożliwe…''W tej chwili mój wzrok padł na zegarek. Była 12.00
- O nie ! O tej godzinie powinnam być u mamy Fineasza !- wykrzyknęłam i pobiegłam z powrotem do swojego pokoju.

10 minut później stałam pod domem Fineasza. I tak byłam już spóźniona, co najmniej pół godziny. ,,Mam nadzieje ,że to nie wywoła zawirowań w czasie'' pomyślałam i zapukałam. Otworzyła mi jego mama, Linda.
- Dzień dobry, czy zastałam Fineasza ?- spytałam
- Witaj kochanie, niestety go niema… - zaczęła, ale jej przerwałam
- Tak wiem. A nie wie pani, gdzie dokładnie poszedł ? - spytałam i zobaczyłam zdziwienie na twarzy Lindy
- Och… nie, niestety nie wiem… przykro mi. Czy coś…
- Tak. Proszę mu powiedzieć ,że o godzinie 18.00 będę czekać na niego w parku.
Dobrze ?
- Dobrze… przekażę…
- To dowidzenia - powiedziałam radośnie
- Do widzenia – odrzekła Linda i wróciła do domu. ,,Tym razem będzie inaczej…'' pomyślałam i ruszyłam z powrotem…

Punktualnie o godzinie 18.00 stałam w parku i czekałam na Fineasza. Chodziłam nerwowo w tę i we w tę czekając, aż się pojawi.
,,Czy Fineasz pamięta co się stało ? Czy wie ,że go kocham ?'' myślałam coraz bardziej zdenerwowana ,,A jeśli tak jak wszyscy nic nie pamięta ? Co mu wtedy powiem ?'' pomyślałam i nagle stanęłam jak wryta ,,A co jeśli to był sen ?'' pomyślałam.,, Nie… to nie mógł być tylko sen ! A co jeśli '' po mojej głowie krążyło coraz więcej pytań, ale z nikąd nie mogłam oczekiwać odpowiedzi…
- Izabella ? – usłyszałam za sobą i odwróciłam się.. Zobaczyłam stojącego przed sobą Fineasza. Przez prawie cały dzień, myślałam co mu powiem i co zrobię gdy go spotkam. Ale teraz, kiedy go zobaczyłam, wszystkie słowa wydały mi się zbędne i niepotrzebne. Dlatego pozwoliłam działać instynktowi. Rzuciłam się w objęcia chłopaka, przez co oboje zachwialiśmy się i polecieliśmy na ziemię. Wszystko dookoła straciło dla mnie jakąkolwiek wartość. Leżeliśmy tak na ziemi i przytulaliśmy się do siebie. Najchętniej leżałabym tak na ziemi i nie odrywała się od niego, ale przecież nie mogliśmy tak zostać na zawsze.
- Iza ! Udusisz mnie ! – usłyszałam i wstaliśmy z ziemi.
- Fineasz ! Tak się bałam ! Myślałam ,że nie żyjesz ! Że to wszystko co się wydarzyło, że…
- Iza… O czym ty mówisz ? Ja nie żyję ? Dlaczego ? – spytał, zamarłam
- To ty nic nie pamiętasz ?
- Ale czego nie pamiętam ? Na pewno dobrze się czujesz Iza ? – spytał, a do mnie dotarła prawda
- To znaczy… to mi się śniło ? Ty, Nicol, Ferb… - powiedziałam bardziej do siebie niż do niego, a chłopak stał i wpatrywał się we mnie. Milczeliśmy przez chwilę, aż w końcu odezwał się.
- Iza… Nie wiem o co ci chodzi, ale muszę ci coś powiedzieć. To naprawdę ważne. - powiedział, a ja odwróciłam się w jego stronę.
- Iza, ja… wyjeżdżam…
- Wiem… - powiedziałam, a chłopak zrobił zdziwioną minę
- Wiesz ? Ale…
- Fineasz. To nie ważne skąd wiem. Ważne jest to ,że… - powiedziałam i znowu zawahałam się. Dokładnie tak jak w moim śnie…
,, Nie, nie tym razem !'' pomyślałam
- Fineasz ja… kocham Cię… - powiedziałam, a chłopak patrzył się na mnie zdziwiony.
- Tak wiem ,że jesteśmy jeszcze młodzi, ale… - nie dokończyłam, bo w tej chwili Fineasz objął mnie i pocałował…
Po chwili odsunął się ode mnie i popatrzył błyszczącymi oczami.
- Iza ! Tak się cieszę ! Ja też Cię kocham. Chciałam ci to powiedzieć już dawno, ale…
- Bałeś się ?- spytałam uśmiechając się
- Tak, skąd wiesz ?
- Powiedzmy ,że kiedyś mi to powiedziałeś. Znacznie wcześniej, a właściwie później – powiedziałam cały czas się uśmiechając. Nagle dostałam okropnego bólu głowy.
- Aaaa !!! – wrzasnęłam i upadłam na ziemię. Ból był tak potworny ,że mógłby rozsadzić czaszkę. To cud ,że jeszcze żyłam.
- Izabella !!! - usłyszałam krzyk Fineasza, a potem straciłam przytomność…

Dookoła mnie panowała ciemność. Nic nie widziałam, nic nie słyszałam, nic nie czułam. Dryfowałam w jakiejś pustej przestrzeni pozbawionej jakichkolwiek kolorów ,,Gdzie ja jestem ? Czy to sen ?''
- Izabella ! - usłyszałam krzyk i gwałtownie otworzyłam oczy. Rozglądnęłam się nieprzytomnym wzrokiem po pokoju. ,,Nigdy wcześniej tu nie byłam'' pomyślałam
- Izabella ? – usłyszałam i odwróciłam się w stronę głosu. Kiedy to zrobiłam zobaczyłam, przed sobą…
- Fineasz ! - wykrzyknęłam i przytuliłam się do niego. Jednak już po chwili odsunęłam się i spojrzałam na niego.
- Przecież ty maż 22 lata ! – krzyknęłam zdumiona a chłopak popatrzył się na mnie szeroko otwartymi oczami.
- Izabello ? Co się stało ? Spadaliśmy w przepaść, a teraz… gdzie my jesteśmy ? – spytał zdezorientowany.
- To ty nic nie pamiętasz ?
- Nie, a co mam pamiętać ? – spytał
- No jak to ! Naszego spotkania na polanie ! Wyznałam ci miłość i… pocałowałeś mnie… - powiedziałam lekko zawiedziona, ale zaraz ożywiłam się, bo coś sobie uświadomiłam
- Zaraz… ale pamiętasz jak spadaliśmy w przepaść, tak ?
- Tak – przyznał
- I pamiętasz Nicol ? I to ,że ona i Ferb mnie porwali, tak ?
- Tak, Izabello o co ci chodzi ? Jaka polana ? Co… - nie dokończył, bo go pocałowałam. Jednak pocałunki, to dla mnie za mało. W głębi mnie pojawiło się jakieś nieznane mi dotąd uczucie… coś jak pożądanie…
Nie wiem kiedy i jak, ale już po chwili leżałam na Fineaszu, który dziwnym trafem nie miał koszulki…
Nagle chłopak podniósł się i odsunął mnie od siebie.
- Iza, Co ty robisz ? - spytał, a ja uśmiechnęłam się

Temptation in my heart,
Im burning, I fall apart!
When the night falls,
my heart calls for love and devotion.

Temptation! I Want you
can you be my only one
when the night falls,
my heart calls, for the touch of your hands

Zaśpiewałam, Fineasz popatrzył się na mnie zdziwiony, jednak już po chwili przyłączył się.

to asemoneshqam to bodi
setareye man to bodi
esme to hast setare,
biya pisham dobare

un moohaje meshkit mano kosht
chesh maye zibat mano kosht
bia bia pishe man dobare
yalla bego are, setare

Fineasz pocałował mnie. Całowaliśmy się tak namiętnie, że aż spadliśmy z łóżka. Zaśmialiśmy się ,a potem kontynuowałam.

Temptation in my heart,
Im burning, I fall apart!
When the night falls,
my heart calls for love and devotion.

Temptation! I Want you
can you be my only one
when the night falls,
my heart calls, for the touch of your hands

Fineasz pomógł mi wstać, a potem zawtórował mi

hama fekro khialam to hasti
donya ye man to hasti
esme to ro labame
setare vay setare!

ye omre bedoned khab boodam
ta man toro peyda kardam
bia bia pishe man dobare
yalla bego are, Setare!

Następnie powrotem upadliśmy na łóżko. I mocno się do siebie przytulając zaśpiewaliśmy

Temptation in my heart,
Im burning, I fall apart!
When the night falls,
my heart calls for love and devotion.

Temptation! I Want you
can you be my only one
when the night falls,
my heart calls, for the touch of your hands

Man Enshab toro mikham, wooooooooooo!
setare toro mikham, woooooooooo

Kiedy zakończyliśmy. Pocałowałam go ponownie. Kiedy zaczęliśmy ,nie mogliśmy już przestać…

- I tak właśnie wyglądała moja wielka przygoda – mówię, patrząc na moich dwóch podopiecznych. Xawerego i Amandę.
- Super historia ciociu ! –krzyczy Amanda
- Ja chce jesce jedna - wtóruje jej 2 letni Xawer i uśmiecha się do mnie. Już chcę odpowiadać ,kiedy słyszę.
- Kochanie ! Już jesteśmy – i w tej chwili w drzwiach staje Fineasz. Tuż za nim stoi jego siostra Fretka. Ma 1,75 wzrostu, bujne rude sięgające pasa włosy i jest w 7 miesiącu ciąży.
- I jak było ? - pytam i patrzę wyczekująco na Fretkę.
- To chłopiec – mówi i głaszcze się czule po brzuchu.
- To wspaniale ! Jak będzie mieć na imię ? – pytam
- W sumie… to nie wiem. Jeremiasz i ja byliśmy pewni ,że to dziewczynka. Dlatego nie zastanawialiśmy się nad męskim imieniem
- Ale on musi mieć imię !- krzyczę i zastanawiam się.
- Już wiem ! Będzie mieć na imię Fred ! – mówię, a Fineasz i Fretka patrzą się na mnie zdziwieni.
- Fred ? Dlaczego akurat tak ? – pyta Fineasz, a ja zastanawiam się.
- W sumie… nie wiem… - odpowiadam. To imię było kiedyś dla mnie bardzo ważne, ale dlaczego ?
- Podoba mi się. Fred Johnson Flynn. Ładnie brzmi – mówi Fretka i uśmiecha się.
- No dobrze dzieci, wracamy do domu - mówi i wychodzą. Jednak na progu mała Amanda zatrzymuje się i odwraca w moją stronę.
- Ciociu, mogę ci zadać pytanie ?
- Oczywiście kochanie – odpowiadam i czekam.
- A co było potem ?
- Potem ? - pytam, nic nie rozumiejąc
- No, po tym jak pocałowałaś wujka ? – w jednej chwili ja i Fineasz patrzymy się na siebie i robimy cali czerwoni.
- Więc… - zaczynam, na całe szczęście z całej sytuacji ratuje nas Fretka.
- Amanda, choć już. Ciocia i wujek są zmęczeni, ale jestem pewna ,że ciocia opowie ci tę historię do końca, jak będziesz nieco starsza… - mówi Fretka i mruga do mnie, a potem razem z dziećmi wychodzi. Zamykam za nimi drzwi. Nagle czuję ,że tracę grunt pod nogami, a następnie czuję na ustach pocałunek. Fineasz całuje mnie namiętnie w usta, szyję i schodzi coraz niżej…
Przerywam jego pieszczoty i odsuwam się od niego.
- Co ty robisz ? - pytam i patrzę się na niego podejrzliwie, na co on się uśmiecha.
- Ja ? - pyta niewinnie
- Kończę opowieść…

Niedaleko od tego miejsca, na wysokim wzgórzu stoję ja. Kim jestem ? Kimś z przeszłości. Kimś kto został już dawno zapomniany. Kimś kto dał Izabelli medalion. Dlaczego to zrobiłem ? Dlaczego…
To pytanie pewnie zadajecie sobie odkąd, spotkałem Izabellę w parku. Bo było mi jej żal ?
Bo jej współczułem ? O nie, zrobiłem to ponieważ ma coś, co może mi się w przyszłości przydać. Od naszego pierwszego spotkania, wyczułem w niej to coś… a jej aura… jaśniała najczystszym błękitem. Od początku wiedziałem ,że ona i on są sobie przeznaczeni. On ze swoimi pomysłami i wyobraźnią i ona ze swoim uporem i hartem ducha. Myślałem ,że wystarczy dać jej medalion i po sprawie. Nie wziąłem jednak pod uwagę jednej rzeczy…
A właściwie dwóch, mianowicie tej blondyny Nicol i tego zielonowłosego Ferba. O mały włos, a wszystko by mi popsuli ! Całe szczęście udało mi się, powstrzymać Nicol za nim było za późno. Szkoda ,że nie mogłem zobaczyć jej miny, kiedy upadała powalona moją kulą !
Teraz zapewne smaży sobie rybę, nad jakimś ogniskiem na Antarktydzie. Siedzi sobie ze swoim ''mężem'' Justinem (Tak, jego też się pozbyłem) i ma kompletnie wyczyszczony umysł ze wszelkich wspomnień. W każdym razie, już raczej więcej nie usłyszymy o Nicol.
Za to zupełnie inaczej się sprawy mają, jeśli chodzi o tego całego Ferba…
Szukałem go dosłownie wszędzie ! Jednak drań zaszył się gdzieś. Zmył się zaraz po tym, jak Izabella zostawiła go. Jak tak teraz o tym myślę, to dochodzę do wniosku ,że musiał o mnie wiedzieć od początku…
Nie to co ta blondyna. Głupia jak but. O nie, on wiedział co zrobić by mnie zmylić…
W tej chwili patrzę na niewielki żółty domek, gdzie Fineasz i Izabella zatracają się w swoim uczuciu. ,,O tak, ich dzieci będą potężne… Znacznie potężniejsze niż jakiekolwiek inne…'' myślę i postanawiam wrócić do domu. Już odchodzę, jednak coś każe mi się odwrócić. Patrzę na domek po raz kolejny i mówię
- Jeszcze się spotkamy Izabello…
Moja córko…

KONIEC ?

---
Chciałam tylko dodać, że to ostatni rozdział tego opka, bo za jakiś czas zacznę dodawać jego kontynuację.
W każdym razie, dziękuję wszystkim którzy je czytali. :)
10.05.2012 o godz. 20:32
Link do piosenki: http://www.tekstowo.pl/piosenka,brown,with_you.html

Rozdział XIII - Koniec ?

Po wyczerpującej podróży w czasie, w końcu poczułam grunt pod nogami. Z wysiłkiem obróciłam się na plecy i szeroko otwartymi oczami, wpatrywałam się w niebo.
,,Czy to California ? Czy to moje czasy ?'' te pytania ciągle krążyły mi po głowie. Ale byłam zbyt wyczerpana podróżą i wydarzeniami ostatniego tygodnia, aby to sprawdzić. A poza tym… bałam się…
Tak, tak, wiem co sobie teraz pomyślicie.
Jak to ?! Wyruszyłaś w podróż w czasie, widziałaś jak na twoich oczach umiera ukochana osoba, zostałaś postrzelona, uprowadzona, odebrano ci pamięć, a ty boisz się podnieść i zobaczyć gdzie jesteś ?! Tak, to absurd prawda ? Ale ja wcale nie bałam się ,że trafiłam do złych czasów, nie bałam się nawet ,że za chwilę mogę zginąć z rąk, niezrównoważonej Nicol. O nie, to dla mnie pestka, w porównaniu z tym, co się wydarzyło w przeciągu ostatnich kilku tygodni, a może miesięcy ? Tak naprawdę, bałam się ,że… już nigdy nie zobaczę Fineasza…
Bałam się, że Nicol wywiozła go gdzieś i już nigdy więcej go nie zobaczę…
Nie przytulę, nie powiem jak mi przykro z powodu tego jak źle go oceniłam, przy naszym rozstaniu i że już nigdy… go nie pocałuję….
Rozmyślałam tak jeszcze chwilę, aż ostatecznie postanowiłam się podnieść.
- W końcu, nie mogę tak leżeć cały dzień- powiedziałam, a następnie wstałam i rozglądnęłam się. Stałam dokładnie w tym samym parku, w którym spotkałam brązowowłosego mężczyznę.
W którym rozpoczęła się moja przygoda. Dokładnie tak, jak wtedy, wokół mnie było zupełnie pusto. Było tak spokojnie i cicho, że spodziewałam się nawet, iż zaraz zobaczę brązowowłosego mężczyznę w asyście 2 policjantów, który oskarży mnie o kradzież medalionu. Ale nic takiego się nie wydarzyło. Stałam sobie spokojnie, obok fontanny, w której pluskała woda. Ta cisza i spokój wokoło, sprawiły ,że poczułam się pewniej. Jednak, wciąż nie wiedziałam, który mamy rok. Dlatego postanowiłam ruszyć się z miejsca i wyjść z parku. Już po chwili ciszę i spokój parku, zastąpiły spaliny i ryk odpalanych samochodów.
Z ulgą, zauważyłam ,że ulice i osiedle wyglądają dokładnie tak samo jak przedtem. Nie są ani zniszczone, jak w przyszłości oddalonej o 50 lat. Ani nie jestem otoczona, zgrabnymi małymi domkami, takimi jak w Danvill.
- A więc wróciłam do domu…- powiedziałam smętnie. Dlaczego ? Bo tak naprawdę, mój dom jest tam gdzie Fineasz…
,,Czy jeszcze kiedykolwiek go zobaczę ?'' pomyślałam
- Izabella !- usłyszałam wołanie i natychmiast odwróciłam się. Stałam zupełnie sparaliżowana i niezdolna do wykonania jakiegokolwiek ruchu, bo przede mną stał on.
- Fineasz… - powiedziałam, a chłopak stał i wpatrywał się we mnie. Wyglądał zupełnie tak, jakby on również nie mógł uwierzyć ,że mnie widzi. Staliśmy tak chwilę, wpatrując się w siebie z niedowierzaniem, a potem w jednej chwili ruszyliśmy w swoim kierunku. Kiedy dzielił nas od siebie zaledwie metr, skoczyłam do przodu i wpadłam prosto w objęcia chłopaka. Fineasz pochwycił mnie ,a po chwili poczułam jego rozpalone usta. Chłopak całował mnie tak namiętnie, że zrobiło mi się gorąco. Nie odrywaliśmy się od siebie przez dobre parę minut, aż w końcu zabrakło nam powietrza i musieliśmy przerwać.
Popatrzyłam w oczy mojego ukochanego i wiedziałam ,że już wszystko będzie dobrze.
Chłopak wpatrywał się we mnie przez chwilę, a potem postawił mnie na ziemi i zaczął śpiewać.

I need you boo
I gotta see you boo
And there's hearts all over the world tonight
Said there's hearts all over the world tonight
I need you boo
I gotta see you boo
And there's hearts all over the world tonight
Said there's hearts all over the world tonight

Zaśpiewał, a ja poczułam jak na moich policzkach wykwita rumieniec.

Hey lil mama, ooh you're a stunner
Hot little figure, yes you a winner, and I'm so glad to be yours
You're a class of your own and
Ooh little cutie, when you talk to me
I swear the whole world stops
You're my sweetheart and
I'm so glad that you're mine
You are one of a kind, and
You mean to me what I mean to you
And together baby there is nothing we won't do

'Cause if I got you
I don't need money
I don't need cars
Girl you're my heart

Po tej zwrotce, Fineasz chwycił mnie za ręce i zaczął kręcić się ze mną w kółko, w jakimś nieznanym tańcu. A ja postanowiłam przyłączyć się do jego śpiewu.

And oh, I'm into you and
Girl no one else would do
With every kiss and every hug
You make me fall in love
And now I know I can't be the only one
I bet there's hearts all over the world tonight
With the love of their life who feel
What I feel when I'm with you, with you, with you, with you, with you... girl
With you, with you, with you, with you, with you... Oh girl
I don't want nobody else
Without you there's no one left, and
You're like Jordans on Saturday
I gotta have you and I cannot wait now
Hey lil shorty, say you care for me
You know I care for you
You know that I will be true
You know that I won't lie
You know that I will try
Be your everything

Po tej zwrotce, Fineasz zatrzymał mnie i gestem nakazałabym milczała.
,,O co mu chodzi ?''pomyślałam i słuchałam dalej

'Cause if I got you
I don't need money
I don't need cars
Girl you're my heart

Oh, I'm into you and
Girl no one else would do
With every kiss and every hug
You make me fall in love
And now I know I can't be the only one
I bet there's hearts all over the world tonight
With the love of their life who feel
What I feel when I'm with you, with you, with you, with you, with you... ohhh
With you, with you, with you, with you, with you... Yeah

W tym momencie Fineasz ukląkł przede mną i wyjął z kieszeni spodni małe pudełeczko.
Kiedy je otworzył, zobaczyłam w środku pierścionek z brylantem…
- Fineasz, ja… - zaczęłam, ale chłopak przerwał mi i śpiewał dalej


And I will never try
To deny that you are my whole life
'Cause if you ever let me go
I would die so I won't run
I don't need another woman
I just need you or nothing
'Cause if I got that
Then I'll be straight
Baby you're the best part of my day

Fineasz umilkł, czekając na moją reakcję. A ja w odpowiedzi podbiegłam do niego i przytuliłam, a następnie zaśpiewałam.

I need you boo
I gotta see you boo
And there's hearts all over the world tonight
Said there's hearts all over the world tonight
They need their boo
They gotta see their boo
Said there's hearts all over the world tonight
Hearts all over the world tonight

Po tym Fineasz przyłączył się do mnie

And oh, I'm into you and
Girl no one else would do
With every kiss and every hug
You make me fall in love
And now I know I can't be the only one
I bet there's hearts all over the world tonight
With the love of their life who feel
What I feel when I'm with you, with you, with you, with you, with you... ohhh(girl)
With you, with you, with you, with you, with you... ohhh
With you, with you, with you, with you, with you...
With you, with you, with you, with you, with you...
Baby yeah

Kiedy zakończyliśmy, Fineasz zbliżył usta do moich i pocałował. Całowalibyśmy się tak pewnie jeszcze długo, gdyby nie przerwał nam głos, który prześladował mnie w koszmarach…
- Proszę, proszę… Kogo my tu mamy ?- usłyszeliśmy i odwróciliśmy się w stronę głosu. Przed nami stała…
- Nicol… - warknął Fineasz
- Czego tu chcesz ?- powiedział, patrząc na Nicol, nienawistnym wzrokiem. Wyglądał tak, jakby chciał ją zabić…
Dziewczyna jednak, w ogóle nie zwróciła na niego uwagi. Cały czas wpatrywała się we mnie…
- Myślałam ,że pozbyłam się Ciebie na dobre. Powinnam przewidzieć ,że Ferb nie da rady… - powiedziała, a Fineasz popatrzył się na nią zdziwiony.
- Ferb ? Co masz na myśli ?- spytał, a Nicol uśmiechnęła się.
- O… to ty nie wiesz ? Że to twój, ukochany braciszek pomógł mi ją porwać ?-powiedziała blondynka, a Fineasz poczerwieniał ze złości na twarzy
- Kłamiesz !- wrzasnął, a Nicol wzruszyła ramionami
- Tak to jest, mój drogi Fineaszku. Nigdy nie wiesz, kto Cię zdradzi… - powiedziała i popatrzyła prosto na mnie.
- Ty coś o tym wiesz, prawda Izabello ? – spytała ,,Nie, ona nie może wiedzieć o pocałunku…'' pomyślałam nerwowo.
- O czym ty mówisz ?- spytał chłopak. Chciałam odpowiedzieć, ale Nicol mnie uprzedziła.
- Powiedzmy ,że nasza mała Iza, wcale nie była taka święta, podczas pobytu u twojego braciszka…
- Co masz na myśli ? – spytał zdezorientowany
- Hmm…. pomyślmy… mam na myśli to… że zdradzała Cię na prawo i lewo ! – wykrzyknęła radośnie
- Nieprawda ! – wrzasnęłam i popatrzyłam się na nią wrogo, a ona uśmiechnęła się szerzej
- O… doprawdy ? No to połóż rękę na sercu i powiedz, że nigdy nie pocałowałaś Ferba- ,,Skąd ona to wie ?!''pomyślałam
- Pewnie się zastanawiasz skąd to wiem ? A więc ci powiem. Powiedzmy ,że nie ufałam Ferbowi i wysyłałam szpiegów, aby sprawdzali jak się sprawy mają - powiedziała z szerokim uśmiechem na ustach, a Fineasz popatrzył się na mnie zdezorientowany.
- To prawda ? Pocałowałaś Ferba ? – spytał z bólem w oczach. Chciałabym powiedzieć ,że nie, że to jakaś bzdura, ale nie mogłam go okłamać…
- Tak… to prawda… - odpowiedziałam
- Widzisz ! Ciekawe co jeszcze z nim robiła… - powiedziała blondynka złowieszczo.
- Nic nie robiłam ! - wykrzyknęłam i popatrzyłam w oczy Fineaszowi
- Pocałowałam go tylko raz ! Jeden jedyny raz ! Nie mogę powiedzieć ,że nic do niego nie czuję, ale… wybrałam Ciebie - powiedziałam i popatrzyłam nieśmiało na chłopaka, o dziwo zobaczyłam ,że się uśmiecha. A następnie uniósł moją głowę i pocałował.
- CO ?! – wrzasnęła Nicol
- Przecież ona Cię zdradziła ! – krzyczała dziewczyna, a Fineasz spokojnie odpowiedział
- Wcale mnie nie zdradziła. To ja zdradziłem ją, kiedy wybrałem Ciebie. Okłamałem ją, a ona powiedziała prawdę. Wybrała mnie, podczas gdy ja wybrałem Ciebie. A mimo to przez cały czas mnie kochała. Nigdy nie zdołam pojąć, czym sobie na Ciebie zasłużyłem - ostatnie zdanie skierował do mnie. Patrzyłam się w jego niebieskie oczy jak zahipnotyzowana. Czułam się tak, jakby cały świat dookoła znikł i pozostał tylko on i ja.
- Tak ? Ciekawe jak ci się będzie podobać, z kulą we łbie ! - wrzasnęła Nicol. I w jednej chwili odwróciliśmy się w jej stronę. Stałam jak sparaliżowana. Wszystko wyglądało jak w moim…
- Śnie… - powiedziałam przerażona, a dziewczyna uśmiechnęła się na widok mojej miny
- I co Iza ? Boisz się ?- spytała, ale nie zwróciłam na nią uwagi.
- Nicol, to nie jest dobry pomysł – powiedziałam spokojnie
- To jest bardzo dobry pomysł. – powiedziała i uśmiechnęła się
- Jeśli ja go nie mogę mieć, to nikt go nie będzie miał !
- NIE !!! – wrzasnęłam, ale było już za późno… W jednej chwili Fineasz odepchnął mnie i dostał kulą w lewą pierś…
- Nie !!! To ona miała zginąć !!! – darła się Nicol, a ja skulona leżałam na ziemi i wpatrywałam się w umierającego Fineasza ,,Nie ! To się nie dzieje naprawdę !''pomyślałam, a potem zebrałam się w sobie i podbiegłam do chłopaka ,,Nie mogę się teraz załamać. Muszę go uratować !'' pomyślałam i uklękłam przy nim. Było z nim naprawdę źle. Krew była dosłownie wszędzie…
- Nicol ! Dzwoń po karetkę ! - krzyknęłam do niej, ale nie reagowała
- Nicol ! - ponowiłam wołanie i dopiero wtedy mnie zauważyła. Niestety na jej ustach zobaczyłam, szaleńczy uśmiech.
- Jeśli on zginie, to ty umrzesz razem z nim !- wrzasnęła i wycelowała we mnie. Już chciała nacisnąć spust, kiedy nagle zamarła. A potem poleciała do przodu i upadła twarzą w błoto.
Zobaczyłam w jej głowie otwór po kuli…
- Nicol ! - wrzasnęłam, ale było za późno. Rozglądnęłam się, ale wokoło było pusto. Ani śladu po sprawcy…
- Izabello… - usłyszałam cichy szept Fineasza i przybliżyłam się do niego, aby słyszeć co mówi.
- Nie martw się. Zaraz wezwę pomoc. Uratuję Cię…- mówiłam, ale mi przerwał
- Już na to za późno… - odpowiedział, a ja poczułam gromadzące się pod powiekami łzy
- Nie mów Tak !Ty nie umrzesz ! Nie możesz…
- Iza… wiem, kiedy człowiek umiera. Miałem najlepszą ocenę z biologii. Pamiętasz ? –spytał, a ja pokiwałam głową. Po chwili chłopak odezwał się znowu.
- A pamiętasz, co ci powiedziałem… kiedy… kiedy… się żegnaliśmy w parku 7 lat temu ? - spytał, a ja zastanowiłam się
- Że wyjeżdżasz – odpowiedziałam
- Wcześniej…. Kiedy zapytałaś się co robię… - powiedział, a ja ponownie zastanowiłam się
- Powiedziałeś ,że rozmyślasz nad tym, co chcesz mi powiedzieć – odpowiedziałam, a chłopak uśmiechnął się
- Tak, o to mi chodziło… I wiesz, co chciałem ci powiedzieć ? Tak naprawdę ?- spytał i popatrzył się na mnie
- Nie
- Chciałem ci powiedzieć… chciałem – mówił, ale przez ranę, coraz trudniej mu było mówić
- Chciałem, powiedzieć… co do Ciebie czuję… - powiedział, a moje serce zabiło szybciej ,,A więc nie myliłam się te 7 lat temu'' pomyślałam i uśmiechnęłam się
- A wiesz, że ja też ?- powiedziałam i zobaczyłam ,że on również się uśmiecha
- Ale byliśmy głupi… prawda ? – powiedział, chciałam mu odpowiedzieć. Ale w tej chwili poczułam ogromne wstrząsy.
- Co się dzieję ?! - wrzasnęłam przerażona.
- To przez podróże w czasie… są zakłócenia w czasoprzestrzeni… - powiedział z wysiłkiem
- Co ?!- krzyknęłam, bo ledwie go słyszałam
- To koniec świata ! - krzyknął i dopiero wtedy to do mnie dotarło…
,,A więc, śmierć i mnie nie ominie…'' pomyślałam i w tej chwili otworzył się pod nami krater. Spadaliśmy w ogromną otchłań, a ja ani na sekundę nie puszczałam ręki Fineasza.
- Kocham Cię – szepnął
- Ja Ciebie też - odpowiedziałam ,a potem otoczyła mnie ciemność…

-CDN ?
28.04.2012 o godz. 13:06
Rozdział XII – Powrót

Kiedy w końcu postanowiłam się zatrzymać. Ze zdziwieniem stwierdziłam ,że stoję na środku ulicy. Ulica była położona w środku jakiegoś nieznanego mi osiedla. Po moich obydwu stronach wznosiły się ciemno złote bloki, które majaczyły nade mną złowrogo. Wokół mnie nie było żywej duszy. Stałam zupełnie sama ,,I dobrze. Nie chciałabym żeby ktoś mnie widział w takim stanie'' pomyślałam. Dlaczego ? Bo wyglądałam jak jakiś upiór, rodem przeniesiony z horroru ! Byłam cała potargana, moja sukienka była w strzępach, a twarz ? Lepiej nie mówić…
Moje oczy były całe czerwone i opuchnięte, reszta też nie wyglądała najlepiej…
Dopiero teraz, zdałam sobie sprawę z tego jaki kawał drogi przebiegłam. A najgorsze było to ,że nie wiedziałam jak wrócić do domu.
- Zresztą… Po co miałabym wracać ?- powiedziałam zrezygnowana i usiadłam na środku ulicy. Wciąż nie mogłam uwierzyć w to, czego się dowiedziałam. Nie mogłam uwierzyć, że mój ukochany czerwonowłosy chłopiec ma inną…
Że prawdopodobnie, nigdy mnie nie kochał…
A jeśli nawet kochał, to co z tego ? Zostawił mnie ! Wybrał inną ! ,,I nawet się nie przejął tym ,że zniknęłam… '' pomyślałam i ponownie wybuchłam płaczem.
Nagle oślepił mnie jakiś błysk. Po chwili światło przygasło, a ja otworzyłam szerzej oczy. Zobaczyłam ,że kawałek od miejsca w którym jestem, coś świeci. ,,To pewnie reflektor auta'' Pomyślałam i już chciałam zejść z ulicy, kiedy zdałam sobie z czegoś sprawę…
,,A w sumie… dlaczego by z tym nie skończyć ? Tu i teraz ? Może los właśnie daje mi szansę, na uwolnienie się od tego bólu w sercu ?''pomyślałam i wstałam na nogi, ale nie usunęłam się z ulicy. Zamknęłam za to oczy i czekałam… na śmierć.
Wiedziałam ,że zapewne kierowca nie spodziewa się tutaj takiej desperatki jak ja, więc nie zdąży wyhamować. Mimo iż za jakieś 10 minut miałam zginąć, cieszyłam się. Czułam nawet pewną ulgę. ,,Już nie muszę się niczym przejmować''
- Izabello… - usłyszałam i natychmiast otworzyłam oczy. Rozglądnęłam się, ale wokoło nadal było pusto ,,Pewnie mi się przesłyszało'' pomyślałam i ponownie zamknęłam oczy.
- Izabello… - tym razem, aż podskoczyłam ze strachu.
- Kto to ?! Kto tu jest?! – powiedziałam i przyjęłam pozycję obronną. Tak wiem, jeszcze 5 sekund temu, chciałam umrzeć, a teraz nagle chcę walczyć. A więc tłumaczę, owszem, chciałam umrzeć, ale szybko i bezboleśnie, a nie w męczarniach.
- Chodź do mnie… - usłyszałam odpowiedź na moje pytanie. W jednej chwili wszystkie troski zniknęły, a w ich miejsce pojawiła się ulga…
Poczułam nieodpartą chęć, a by podążyć w kierunku głosu… Zrobiłam nawet pierwszy krok, kiedy uświadomiłam sobie co robię. Natychmiast się zatrzymałam.
- Nie ! Masz mi powiedzieć kim jesteś ?!- krzyknęłam
- Jestem twoim przyjacielem… No chodź… - odezwał się ponownie głos. Tym razem pokusa aby posłuchać głosu, była zbyt wielka. Ruszyłam, ze zdziwieniem zauważyłam ,że kieruję się w stronę światła. Od razu poczułam ulgę ,,A więc śmierć mnie nie ominie'' pomyślałam i przyspieszyłam kroku. Chciałam w końcu uwolnić się od tego bólu, który zaczynał się w sercu i rozchodził po całym ciele, uniemożliwiając normalne funkcjonowanie. Przestałam się zastanawiać, nad tym co robię. Po prostu szłam prosto przed siebie…
Do mojego przyjaciela… śmierci.
Kiedy byłam już bardzo blisko, światło zaczęło świecić tak intensywnie, że nie widziałam już nic.
- Żegnajcie…- powiedziałam i pomyślałam o Ferbie i czerwonowłosym…

- Izabello…-usłyszałam po raz kolejny głos. Otworzyłam oczy, rozglądnęłam się i zauważyłam ,że nadal stoję na środku ulicy. Poczułam ogromny zawód. Miałam nadzieję ,że w końcu uwolnię się od bólu, ale nic z tego…
W tej chwili zobaczyłam ,że coś błyszczy, tuż pod moimi stopami. Był to duży i czerwony diament, zawieszony na łańcuszku.
- Co to ?- powiedziałam zdziwiona i dotknęłam diamentu, aby go podnieść. W tej samej chwili, moją czaszkę przeszył okropny ból
- Aaaaa !!! - wrzasnęłam i poleciałam do tyłu. Upadłam na ziemię i wiłam się w męczarniach po ziemi. Nagle ból minął. Zdezorientowana otworzyłam oczy i popatrzyłam na niebo. Wpatrywałam się w nie intensywnie, szeroko otwartymi oczami. Po chwili wstałam z ziemi i otrzepałam ubranie z kurzu. Już wiedziałam kim jestem… I wiedziałam po co tu przybyłam.
- Fineasz…

Po ponad godzinnej wędrówce w końcu doszłam do domu Ferba. Po co do niego wróciłam ? Ponieważ okazało się ,że diament który znalazłam, to była iluzja. A tylko jedna osoba wiedziała gdzie znajdę prawdziwy.
- Ferb… - powiedziałam i weszłam do domu. Cały dom był pogrążony w mroku. Nikogo nie było.
- Pewnie poszedł mnie szukać…- powiedziałam i ruszyłam schodami na górę. Kiedy znalazłam się już w pokoju Ferba. Od razu sięgnęłam po jego album ze zdjęciami. Jeśli gdzieś mogły się znajdować wskazówki co do położenia diamentu, to tylko w nim.
Otworzyłam album na stronie ze zdjęciem 12-letniego Ferba. Pod zdjęciem znajdował się napis.

Ferb i Pepe

Jednak na zdjęci był tylko Ferb.
- Hej, gdzie jest Pepe ? - spytałam zdziwiona
- Hasło prawidłowe. Witam i życzę miłej pracy – jak oparzona odskoczyłam do tyłu, upuszczając album. Na moich oczach, regał z książkami zaczął się podnosić, ukazując położone za nim laboratorium. Stałam przez chwilę zszokowana, ale po chwili postanowiłam wejść do środka. Laboratorium było ogromne ! Dookoła mnie stały przeróżne maszyny i probówki, pełne jakiś nieznanych mi substancji.
- Więc to tu chował się Ferb !- powiedziałam i w tej chwili dostrzegłam przed sobą, mały stoliczek na którym leżała poduszka pod kloszem. Wydało mi się to dziwne i podejrzane, zaciekawiona podeszłam bliżej. Okazało się ,że pod kloszem leżał…
- Diament… - powiedziałam i natychmiast zdjęłam klosz i podniosłam diament.
I w tej chwili, coś ostrego ugodziło mnie w rękę.
- Aaaa !!! – Wrzasnęłam i poczułam okropny ból, a medalion z diamentem, wypadł mi z ręki.
- Wybierasz się gdzieś ?- usłyszałam i odwróciłam się. Przede mną stał Ferb…

- Ferb… - powiedziałam z nienawiścią w głosie
- Zadałem ci pytanie - powiedział i czekał. Cały czas intensywnie wpatrywał się we mnie, swoimi dużymi niebieskimi oczami.
- Hmm… pomyślmy. Wracam do domu ! - wykrzyknęłam w odpowiedzi, a Ferb tylko się uśmiechnął.
-Wiedziałem ,że to powiesz, dlatego zabezpieczyłem się w to - powiedział i pokazał mi strzykawkę z zielonym płynem.
- Ty chyba nie chcesz…
- Pozbawić Cię pamięci ? Tak, właśnie to chcę zrobić. Ale nie łudź się ,że znowu odzyskasz pamięć, ten specyfik czyści CAŁY umysł - powiedział cały czas się uśmiechając, a do mnie dotarła straszna prawa.
-Chcesz mnie zamienić w bezrozumne warzywo !- wykrzyknęłam z przerażeniem w głosie. Ferb tylko wzruszył ramionami.
- Oj, nie przesadzaj. Nauczę Cię wszystkiego. Chodzić, mówić, kochać mnie…
- To ci się nigdy nie uda ! Moja miłość do Fineasza, jest za wielka żeby ją zniszczyć ! I nie zmieni tego żaden twój eliksir !- krzyknęłam, a Ferbowi zrzedła mina na dźwięk imienia brata.
- Przekonajmy się… - powiedział i ruszył biegiem w moim kierunku. W jednej chwili ruszyłam z miejsca i zaczęłam uciekać. Biegłam zygzakiem pomiędzy różnymi maszynami i regałami z książkami. Byłam przerażona, a Ferb był coraz bliżej. Ręka w którą mnie zranił bolała coraz mocniej, na dodatek z rany zaczęło lecieć coraz więcej krwi. Wbiegłam pomiędzy dwa regały książek i schowałam się za nimi. Postanowiłam zabandażować ranną rękę, dlatego zdarłam obydwa rękawy mojej bluzki i zrobiłam z nich, prowizoryczny bandaż.
- No dalej Iza ! Wyłaź, wyłaź ! A może się mnie boisz ?- krzyczał chłopak, a ja aż się skuliłam ze strachu ,,I co ja teraz zrobię ?!'' pomyślałam i w tej chwili, zobaczyłam jakiś błysk. ,,To diament !'' pomyślałam uradowana ,,Gdybym tylko mogła się do niego jakoś podkraść…'' i w tej chwili w mojej głowie, pojawił się szalony plan.
Zdjęłam z nogi lewego buta i rzuciłam go jak najdalej. Po chwili usłyszałam huk i odgłos butów Ferba, który tam pobiegł.
Wyszłam ze swojej kryjówki i ile sił w nogach pobiegłam do medalionu. Byłam jakieś 4 metry od niego, kiedy coś uderzyło mnie w głowę i powaliło na ziemię. Odwróciłam się na plecy i z przerażeniem zobaczyłam, pędzącego w moim kierunku Ferba. Przez uderzenie, byłam oszołomiona i nie mogłam się podnieść. Diament był za daleko, a chłopak ze strzykawką był coraz bliżej. I w tej chwili, dostrzegłam leżący przede mną nóż, rzuciłam się w jego kierunku i chwyciłam go dokładnie w chwili, kiedy Ferb już łapał mnie za rękę. Uderzyłam chłopaka łokciem w nos, przewrócił się i pociągnął mnie za sobą. Potoczyliśmy się po podłodze, walcząc ze sobą zaciekle, aż w końcu. Wylądowałam na Ferbie, wytrąciłam mu strzykawkę z ręki i przycisnęłam nóż do gardła.
- Ani mi się waż ruszyć !- wrzasnęłam i ze zdziwieniem stwierdziłam ,że po policzkach chłopaka płynął łzy.
- Nie nabierzesz mnie ! – krzyknęłam, ale Ferb nie zwracał na mnie uwagi
- Przepraszam Izabello… - powiedział cały czas płacząc
- Nie wiem, co we mnie wstąpiło… Po prostu… chciałem Cię przy sobie zatrzymać- powiedział
- Nie wierze ci – powiedziałam, a chłopak tylko pokiwał głową
- Wiem… nigdy sobie nie wybaczę, tego co chciałem zrobić…Chciałem Cię chronić ale…
- Chronić ? Przed czym ?!- wrzasnęłam
- Przed drugim porywaczem, nie działałem sam…. – powiedział Ferb, a ja zdezorientowana opuściłam nóż z jego gardła- Chłopak mógł uciec, jednak tego nie zrobił…
To sprawiło ,że postanowiłam mu zaufać…
Wstałam i pomogłam mu wstać. Jednym kopnięciem posłałam strzykawkę na drugi koniec laboratorium (Aż tak, mu nie ufałam)
- Kim jest drugi porywacz ? – spytałam
- Nie domyślasz się ? Kto by chciał twojej zguby najbardziej na świecie ? - odpowiedział pytaniem na pytanie, a ja mogłam powiedzieć tylko jedno słowo
- Nicol… - jak mogłam się tego nie domyślić ?!
- Co ci powiedziała ? – spytałam odwracając się ponownie w stronę Ferba
- Zagroziła ,że jeśli Cię kiedykolwiek zobaczy… zabije Cię… - powiedział i spuścił wzrok, a we mnie wezbrała wściekłość. Znowu ktoś chce mnie ratować przed Nicol !
- Ale z tym już koniec… - powiedziałam, a Ferb popatrzył się na mnie
- Co chcesz zrobić ?- spytał
- Zniszczę ją, zanim ona zniszczy mnie… - odpowiedziałam, a chłopak posmutniał. Nagle zrobiło mi się go okropnie szkoda. I znowu poczułam, to dziwne uczucie w sercu… miłość…
- Ferb… wiesz ,że muszę to zrobić - powiedziałam, ale wcale go tym nie pocieszyłam
- Dobrze wiemy ,że nie tylko po to wracasz… - powiedział smętnym głosem i popatrzył się na mnie oczami pełnymi łez…
- Ferb… wiem ,że mnie kochasz, ja… też Cię kocham…- powiedziałam, a w jego oczach pojawił się cień nadziei
- Ale… to co czuję do Fineasza… zrozum. Już do końca życia, prześladował by mnie w snach. Ja… nie mogę tak żyć… - powiedziałam, a oczy chłopaka zgasły. Chciałabym go przytulić, pocieszyć, ale to byłoby nie w porządku. Zwłaszcza po tym, jak go właśnie rzuciłam. Dlatego odwróciłam się od niego i podniosłam medalion z ziemi.
- Zabierz mnie do domu - powiedziałam i otworzył się przede mną portal. Potem odwróciłam się do Ferba.
- Żegnaj… - powiedziałam i już chciałam wejść do portalu, kiedy poczułam ,że chłopak złapał mnie za rękę. Odwróciłam się w jego stronę i w tej chwili ujął moją twarz w dłonie i pocałował…
Na początku byłam zdziwiona i zdezorientowana, ale już po chwili zamknęłam oczy i odwzajemniłam pocałunek. Chłopak całował mnie delikatnie, ani na chwilę, nie wypuszczając z objęć. W końcu oderwaliśmy się od siebie i popatrzył mi w oczy.
- Musiałem to zrobić. Chociaż raz… - powiedział i odsunął się. Następnie ruszyłam w kierunku portalu. Po raz ostatni odwróciłam się w stronę chłopaka.
W jego oczach, malował się ból…
- Uważaj na siebie Izabello. Nie będziesz mieć z nim, normalnego życia. – powiedział jeszcze Ferb. Chciałam się zapytać o co mu chodziło, ale nie zdążyłam, bo otoczyło mnie światło i zniknęłam w portalu…

-CDN
20.04.2012 o godz. 18:19
Link do piosenki http://www.tekstowo.pl/piosenka,sergey_lazarev,instantly.html

Rozdział XI - Mętlik w głowie

Minął już tydzień jak tu jestem. W tym dziwnym i pustym mieszkaniu. Znowu siedzę w swoim pustym pokoju i rozmyślam…
Mylę o tym co robiłam przed wypadkiem w którym straciłam pamięć. Kim byłam ? Jak żyłam ? I kim jest czerwono włosy chłopak, który nawiedzał mnie w nocy ? Tak, powiedziałam nawiedzał, bo odkąd znalazłam jego zdjęcie, nie pokazał się już w moim śnie ani razu. Muszę przyznać, że… brakuje mi go…
Chciałam nawet wyrzucić zdjęcie, aby sny powróciły ale… nie mogłam…
Zwyczajnie nie mogłam, popatrzyć w oczy temu chłopcu i wyrzucić to zdjęcie. To tak jakbym wyrzuciła część siebie…
Ale to ,że zatrzymam jego zdjęcie nie rozwiąże moich problemów. Co więcej, przez to zdjęcie mam ich coraz więcej. Nie tylko czuję coraz większy ból w sercu, bo nie wiem kim on jest, ale też przez to zdjęcie, moje relacje z Ferbem pogorszyły się. Oczywiście wiedziałam ,że Ferb zauważy ,że jego książki są poukładane jakoś inaczej, a ,że głupi nie jest, od razu skojarzył fakty. Odsunął się ode mnie i teraz poza zwykłym ,,Dzień dobry'' nie odzywamy się do siebie wcale…
Ale najgorsze jest to, że Ferb, nie odstępuje mnie na krok. Cały czas mnie pilnuje, a kiedy chce gdzieś wyjść, zabiera mnie ze sobą. Mówi ,że to dla mojego dobra, że muszę się trochę poruszać po okolicy, poznać ją, no i oczywiście potrenować moje sflaczałe mięśnie.
Ma rację, potrzebuję ruchu, ale też doskonale wiem ,że wcale nie chodzi mu o moje dobro. On chce tylko mieć mnie na oku, żebym nie dowiedziała się nic więcej o mojej przeszłości.
Zastanawiam się tylko, dlaczego ? Przecież gdyby mnie uprowadził i chciał zabić, to nie dbał by o mnie…
Więc czemu ?

I'm gonna write down what I can't say
I've gotta get these thoughts right out some way
I know it's only been a few short days,
I'm coming from my heart I only need today

Jak oparzona zerwałam się z łóżka. Śpiew dochodził z ogródka, więc ruszyłam w tamtym kierunku.

Girl, I"m try, I'm trying
When I close my eyes
I can't stop smiling
And now I know why

Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Ferba. Siedział na ławce i śpiewał. Miał zamknięte oczy, więc mnie nie widział. Postanowiłam podejść bliżej, a chłopak śpiewał dalej

Only once in a life do you
Get a chance like this
I knew right from the start
I knew From the first kiss
I was chasing love
With no luck
Moving aimlessly
I don't need a long time
cause with you
I fell in love instantly

Zaśpiewał Ferb, a ja usiadłam obok niego na ławce i słuchałam jak zaczarowana.

Every day I smile when I first rise
I hear your voice, I see your eyes
I'm laying down and feeling high
It started right away and it's here for life

Po tej zwrotce, chłopak otworzył oczy i popatrzył prosto w moje. Zdziwiłam się, bo zrozumiałam ,że wiedział, iż cały czas tu siedzę.

Girl, I"m try, I'm trying
When I close my eyes
I can't stop smiling
And now I know why

Only once in a life do you
Get a chance like this
I knew right from the start
I knew From the first kiss
I was chasing love
With no luck
Moving aimlessly
I don't need a long time
cause with you
I fell in love instantly

Ferb nie przerywając śpiewu zaczął zbliżać twarz do mojej…

It didn't take long but I know it's true
I wanna spend my life learning all of you

Poczułam ,że moje serce, zaczyna bić coraz szybciej…

Only once in a life do you
Get a chance like this
I knew right from the start
I knew From the first kiss
I was chasing love
With no luck
Moving aimlessly
I don't need a long time
cause with you
I fell in love instantly

Zakończył, a nasze usta dzielił zaledwie centymetr. Krew uderzyła mi do głowy, a moje serce waliło jak szalone. Zamknęłam, więc oczy i oddałam się temu ciepłemu rozkosznemu uczuciu. Czekałam chwilę, jednak nic się nie stało…
Otworzyłam więc oczy. Ze zdziwieniem zobaczyłam ,że Ferb odsunął się ode mnie i trzyma się rękami za głowę.
- Co się stało ? –spytałam zaniepokojona, w tej chwili chłopak podniósł głowę i popatrzył się na mnie, zapłakanymi oczami.
- Nie mogę… nie mogę ci tego zrobić. Ani tobie, ani jemu. –powiedział, a ja zdziwiłam się ,,Jemu ? O kim on mówi ?''
- Ale…- zaczęłam, jednak mi przerwał.
- To byłoby nie porządku. Zwłaszcza ,że nic nie pamiętasz. – powiedział, a następnie wstał i odszedł. Zostawił mnie samą z mętlikiem w głowie i szybko bijącym sercem…

Od tamtego dnia relacje moje i Ferba jeszcze bardziej się skomplikowały. Na początku, kiedy trafiłam do tego domu. Ferb był dla mnie jak… opiekun, przyjaciel, może nawet brat. Nie pamiętałam go, ale coś w jego postawie sprawiało ,że czułam się przy nim bezpieczna. Dlatego tak bardzo zabolało mnie, kiedy dowiedziałam się ,że nie powiedział mi całej prawdy, o moim życiu przed wypadkiem. Poczułam się wtedy zdradzona i oszukana, oraz straciłam najlepszego przyjaciela. Kogoś komu mogłam zaufać, kogoś kto był moim pośrednikiem ze światem. Myślałam ,że jest moim opiekunem, a okazał się kłamcą i zdrajcą.
Nienawidziłam go za to całą sobą, a najbardziej bolało mnie to ,że nie wyjawił mi kim jest czerwono włosy chłopiec…
A teraz ? Teraz już sama nie wiem co do niego czuję. Chciałabym go nienawidzić za to co zrobił, ale nie potrafię…
Chciałabym ,żeby znowu był moim przyjacielem, ale po tym co się stało, to niemożliwe…
A całą sytuację pogarsza fakt ,że… zaczynam czuć do niego coś, co czuję do czerwono włosego chłopca z moich snów….
Wcale nie chcę tego czuć ! Chcę to czuć tylko, do tego rudego chłopca ! Ale nie ucieknę przed prawdą…
O ile wcześniej miałam wątpliwości czy kiedykolwiek znałam Ferba, to już ich nie mam. Po pierwsze, widnieje na zdjęciu, które znalazłam. A po drugie czuję… ,że to uczucie którym go darzę to… darzyłam go nim wcześniej, znacznie wcześniej. Jeszcze przed wypadkiem. Wiem ,że to głupie, ale ja to po prostu wiem, nie wiem skąd, ale wiem.
I tak właśnie rozmyślam, siedząc w kuchni przy ogromnym stole. Po drugiej stronie tego stołu, siedzi Ferb. Czyta gazetę, ale wydaje mi się ,że myśli o tym samym co ja. Wpatruję się w niego intensywnie ,,No powiedz coś ! Powiedz ,że to nieprawda ! Że wcale mnie nie kochasz i ja Cię nie kocham !'' pomyślałam, ale wiem ,że to kłamstwo…
Nagle Ferb podniósł oczy znad gazet i nasze spojrzenia skrzyżowały się. Chłopak podniósł się z krzesła jak oparzony. Chciał wyjść, ale byłam szybsza i zagrodziłam mu drogę.
- O nie ! Nigdzie nie pójdziesz, do puki nie powiesz mi co się dzieje ! - powiedziałam, a Ferb popatrzył się na mnie zdziwiony.
- Nie wiem o czym mówisz- powiedział
- O ? Doprawdy ? W takim razie powiedz mi, co to jest ?- powiedziałam i wyjęłam z kieszeni zdjęcie, które znalazłam w jego pokoju. Zauważyłam ,że Ferb pobladł i gapił się na zdjęcie jak otępiały.
- A więc ? -spytałam, ale Ferb wyglądał, jakby mnie nie usłyszał
- Muszę iść- powiedział i próbował mnie przesunąć, jednak nie poddawałam się
- Nie ! Najpierw mi powiedz kto to jest ?!- wrzasnęłam i wskazałam czerwonowłosego
- Izabello przepuść mnie !- krzyknął i odepchnął mnie, zrobił to tak mocno ,że poleciałam na najbliższą szafkę i uderzyłam się w głowę. Straciłam przytomność.
Po jakiś 15 minutach, obudziłam się i zobaczyłam klęczącego nade mną Ferba. Chciałam się podnieść, ale powstrzymał mnie.
- Nie, leż. Naprawdę mocno się uderzyłaś.- powiedział
- Ferb…
- Tak Izabello ?
- Zrobisz coś dla mnie ?
- Co tylko zechcesz- odpowiedział z troską w oczach
- Powiedz mi. Kim jestem ?- spytałam, a Ferb odsunął się ode mnie i wbił wzrok w ziemię
- Jesteś moją żoną
- Ferb… oboje wiemy ,że to nieprawda…
- Izabello…
- Proszę Ferb ! Ja muszę wiedzieć ! Obiecuję ,że przenigdy nie ucieknę. Możesz mnie nawet zamknąć na wieki w tym pokoju, ale proszę… powiedz mi. Kim on jest ?- powiedziałam błagalnie
- Iza…
- Błagam !- wykrzyknęłam i ścisnęłam Ferba za rękę. Chłopak wahał się przez chwilę, ale w końcu uległ
- Dobrze… niech ci będzie
- Dziękuję
- A więc… on jest… jest… moim bratem…
- CO ?!- wykrzyknęłam zdumiona
- Ale jak…
- Och… przyrodnim bratem. Po tym jak moja mama umarła…. Mój ojciec poślubił jego matkę- wyjaśnił chłopak
- Więc… jak to z wami było ? Dlaczego powyrywałeś jego postać ze wszystkich pozostałych zdjęć ? Nienawidziliście się ?- spytałam, a Ferb wyglądał jakby się zastanawiał czy powiedzieć mi całą prawdę
- Nie, to nie tak. W dzieciństwie bardzo się lubiliśmy, właściwie to byliśmy nierozłączni. Budowaliśmy nawet ogromne, niemożliwe do zbudowania budowle - wspominał Ferb i zobaczyłam ,że leciutko się uśmiecha
- A więc… co się stało ?- zobaczyłam ,że momentalnie posmutniał
- Wszystko zaczęło się od tego dnia.- powiedział Ferb i wskazał zdjęcie
- Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj. Już od bardzo długiego czasu czułem do ciebie, coś więcej niż tylko przyjaźń…
Ale, tego dnia postanowiłem wyznać ci moje uczucia. Łudziłem się ,że ty również coś do mnie czujesz. Myślałem ,że to jak na mnie patrzysz… że to coś znaczy…
Ależ ja byłem głupi ! - powiedział i wbił wzrok w ziemię, wyglądało na to ,że już nic więcej nie powie, chciałam go nawet jakoś pocieszyć, kiedy nagle odezwał się
- I wiesz co mi wtedy odpowiedziałaś ? Kiedy wyjawiłem ci swoje uczucia ?- spytał i popatrzył się prosto na mnie. Jego spojrzenie było tak intensywne ,że musiałam odwrócić wzrok
- Nie…- wyszeptałam
- Powiedziałaś ,,Ferb… proszę, nie psujmy naszych relacji… pozostańmy przyjaciółmi''
Wiesz jak się wtedy poczułem ? WIESZ ?!- wrzasnął, a ja wbiłam wzrok w podłogę
- Poczułem się gorzej, niż zbity i nie chciany pies…
I zrozumiałem ,że nie mam już nic…
Nie miałem matki, z ojcem nigdy nie umiałem się dogadać, a on ? On miał wszystko ! Miał kochającą matkę i siostrę, miał mnóstwo przyjaciół i…- tu popatrzył na mnie - miał ciebie…-
Powiedział i opuścił głowę, po chwili milczenia powiedziałam
- Nadal nie rozumiem… dlaczego się pokłóciliście ? Przecież to nie jego wina ,że miał lepszy start w życiu od ciebie !- wykrzyknęłam, a Ferb wstał gwałtownie i popatrzył się na mnie wyzywająco
- Nie rozumiesz ?! NIE ROZUMIESZ ?!
Ja Cię kochałem ! I nadal Cię kocham ! A ty jak zwykle wybrałaś jego ! Choć nawet na to nie zasługuje !- wrzasnął, a we mnie nagle wezbrała wściekłość
- On nie zasługuje ?! A co, może ty tak ? Zwłaszcza po tym jak mnie porwałeś i pozbawiłeś pamięci ?! I ty uważasz ,że to jest w porządku ?!- krzyczałam, a Ferb niespodziewanie się uśmiechnął
- O… a więc uważasz ,że on jest taki wspaniały ? A nie zastanowiło Cię czasem jakim cudem, udało mi się Ciebie tak łatwo porwać ?- powiedział, a ja zastanowiłam się ,,O co mu chodzi ?''
- Nie wiem do czego zmierzasz…
- Nie wiesz ? Dobrze… więc załóżmy ,że żyłaś sobie z nim spokojnie. Byliście w sobie zakochani na zabój, więc, czemu nikt Cię nie szuka ? Jak to się stało ,że tak zwyczajnie Cię zabrałem ?- spytał i popatrzył się na mnie, czekając na odpowiedź
- Sugerujesz ,że…
- Że wcale nibyliście razem, a mój ukochany braciszek, miał inną…
- Kłamiesz !- wrzasnęłam i zrobiłam się cała czerwona ,,Jak on śmie ?!''
- Ja kłamie ? A nie zastanowiło Cię czasem, dlaczego w twoim śnie pojawia się pewna blondynka ? Nie zastanowiło Cię, że to też, może być ktoś kogo znałaś ?
- Skąd ty…
- Mówisz przez sen.- wyjaśnił krótko Ferb, a ja stałam zszokowana
- Nie ! To nie prawda !- wrzasnęłam, a chłopak tylko popatrzył się na mnie swoimi niebieskimi oczami. I czekał co odpowiem. Najchętniej bym mu przywaliła w tę jego twarz, ale… co by to zmieniło ? Stałam jeszcze przez chwilę w miejscu oszołomiona, a potem rzuciłam się biegiem w kierunku drzwi. Wybiegłam przed dom i pognałam przed siebie. Byle jak najdalej stąd. Kiedy biegłam, czułam jak po policzkach spływają mi gorzkie łzy…

-CDN
14.04.2012 o godz. 22:46
Rozdział X - Czerwono włosy…

Nastał kolejny piękny dzień. Pogoda była wręcz idealna. Niebo bez jednej chmurki, piękne słońce i przyjemna bryza, która leciutko powiewała i chroniła człowieka przed upałem. Dzień był tak cudowny ,że prawdopodobnie nikt z was, nie oparłby się jego urokowi, natychmiast ubralibyście buty i wybiegli z domu, aby cieszyć się tą piękną pogodą. A co ja zrobiłam ? Ja siedziałam na łóżku, w ciemnym pokoju i płakałam…
Czułam się w nim, jak w więzieniu…
Nie, nie chodzi o to ,że nie mogłam wyjść, oczywiście ,że mogłam. Nawet zielonowłosy chłopak o imieniu Ferb, zachęcał mnie do tego, ale mu odmówiłam. Nie pojawiłam się nawet na śniadaniu, a wszystko przez mój sen. Tak wiem, uznacie mnie pewnie za wariatkę, że z powodu jakiegoś snu (a raczej koszmaru) siedzę w pokoju, pogrążona w żałobie. Ale to nie był zwykły sen. Ten sen męczy mnie od czasu, kiedy po raz pierwszy obudziłam się w tym dziwnym i pustym pokoju. A wszystko przez czerwono włosego chłopaka, który się w nim pojawia…

A oto jak wyglądał mój sen. A więc, znowu biegłam, co tchu przez ten sam dębowy las. Dookoła mnie panowały egipskie ciemności, tak więc praktycznie nic nie widziałam. Byłam przerażona ! A fakt ten potęgowało to ,że czułam ,że coś mnie ściga…
Nie wiedziałam co to było. Jedyne co wiedziałam to, to ,że cokolwiek by mnie nie ścigało, to stanowi dla mnie ogromne zagrożenie…
Co więcej, byłam pewna, że jeśli mnie dopadnie, to zginę…
Dlatego pędziłam na złamanie karku, przez ciemny las i czułam coraz większe przerażenie.
Nagle usłyszałam huk wystrzeliwanego pocisku. Byłam pewna ,że już po mnie. W jednej chwili stanęłam aby przyjąć cios i nareszcie z tym skończyć, ale o dziwo, nic nie poczułam…
Wokół mnie zapanowała absolutna cisza, aż nagle usłyszałam
- NIE !!! TY DURNIU ! TO ONA MIAŁA ZGINĄĆ !- w jednej chwili odwróciłam się i zobaczyłam przed sobą czerwonowłosego chłopaka. To był ten sam chłopak co z mojego poprzedniego snu…
Kilka metrów dalej stała niebieskooka blondynka. To właśnie ona tak wrzeszczała. W tej chwili zrozumiałam , że to ona mnie ścigała i to ona chciała mnie zabić. Zrozumiałam też ,że ten chłopak ocalił mi życie…
Natychmiast podbiegłam do niego i uklękłam przy nim. Chłopak podniósł wzrok i nasze spojrzenia, skrzyżowały się. Nagle poczułam ogromny ból… w sercu…
Ten ból brał się stąd, że ja znałam tego chłopaka…
Nie wiedziałam skąd, ale znałam go, co więcej, ja go… kochałam.
Poczułam ,że po policzku spływa mi łza, za tą jedną łzą pojawiły się kolejne i już po chwili koszulka chłopaka, była cała mokra od moich łez.
- Iza…moja kochana Izabella…- odezwał się chłopak i uśmiechnął się, a następnie pogładził mnie po policzku.
- Proszę, nie płacz… przecież wiesz jak bardzo kocham twój uśmiech- powiedział, a ja z wysiłkiem, uśmiechnęłam się dla niego.
- Dlaczego ? Dlaczego mnie ocaliłeś ? Przecież to ja powinnam zginąć, nie ty !-powiedziałam i ponowie zaczęłam płakać
- Ponieważ Cię kocham…i zawszę będę, niezależnie od tego co się stanie – odpowiedział, a ja zauważyłam ,że powoli opuszczają go siły…
- Nie ! Proszę ! Nie odchodź ! - krzyczałam, ale chłopak wyglądał jakby tego nie słyszał
- Zawsze będę, cię kochał…- powiedział
- Nie ! Nie zostawiaj mnie ! Nie !- krzyczałam, ale było już za późno, chłopak odszedł…

I dlatego właśnie, zamiast wyjść i cieszyć się tą piękną pogodą, ja siedziałam i rozmyślałam. Myślałam o tym, kim był lub kim jest ten tajemniczy chłopak. Wiem ,że to był tylko sen, ale miałam jakieś niejasne przeczucie, że go znam, że on naprawdę istnieje. Czułam też ,że Ferb nie mówi mi całej prawdy, o moim życiu przed wypadkiem w którym straciłam pamięć…
Nie wiem skąd, ale przeczuwałam ,że to nie przez wypadek samochodowy (jak twierdził Ferb) straciłam pamięć, tylko przez coś innego…
A to coś, było powiązane z dziwną blizną w kształcie litery ,,O'' Którą miałam na ramieniu.
Zastanawiałam się też, dlaczego mam poobcierane nadgarstki. Zupełnie tak, jakby ktoś przykuł mnie kajdankami…
W jednej chwili zerwałam się z łóżka. ,,Muszę znaleźć odpowiedź na moje pytania i zrobię to, czy to się Ferbowi podoba czy nie !''pomyślałam i podeszłam do drzwi. Niestety gdy nacisnęłam klamkę, okazało się ,że są zamknięte. ,,No tak… przecież Ferb zamyka mnie w pokoju kiedy gdzieś wychodzi…''przypomniałam sobie. Zawsze mówił, że robi to po to, abym nie zrobiła sobie krzywdy, gdy nie ma go w domu. Twierdził ,że przez moje zaniki pamięci, mogłabym pewnego dnia obudzić się i stwierdzić, że nie pamiętam gdzie jestem i gdzie się znajduję i uciec, a potem zrobić sobie krzywdę. Oczywiście wiedziałam ,że to bzdura, ale Ferb tak troskliwie się mną opiekował i był dla mnie taki dobry ,że nie chciałam robić mu więcej problemów.
Po za tym, było mi go szkoda, bo wiedziałam ,że mnie kocha…
Było to widać w jego oczach, gdy na mnie patrzył, ale ja go nie pamiętałam, więc nie mogłam odwzajemnić tego uczucia…
Czułam się też winna ,że kocham jakiegoś czerwonowłosego chłopaka ze snu, a nie własnego męża, więc aby mu to zrekompensować, postanowiłam przystać na jego dziwne warunki…
Co nie oznacza ,że nie nauczyłam się otwierać drzwi, spinką do włosów…
Tak więc gdy tylko, otworzyłam drzwi, pędem pobiegłam do jego pokoju. On również był zamknięty, ale moja uniwersalna spinka do włosów, nie miała najmniejszych problemów z otwarciem drzwi. Kiedy znalazłam się już w środku, zobaczyłam jedną wielką bibliotekę !
Szafki z książkami, były dosłownie wszędzie. Pod każdą ścianą. Na samym środku pokoju, stało niewielkie, jednoosobowe łóżko, na którym leżała pościel, w kolorze morskiego błękitu. Dokładnie w takim samym kolorze, były ściany pokoju.
Postanowiłam od razu zabrać się do szukania jakichkolwiek przedmiotów, które powiedziałyby mi coś o mojej przeszłości. Tak więc, zaczęłam zrzucać książki z półek jak leci. Szukałam i szukałam, siedziałam w pokoju Ferba już prawie godzinę, a nie znalazłam nic, co by mi pomogło w dowiedzeniu się kim jestem…
Zaczynałam już tracić nadzieje, kiedy moją uwagę przykuła jedna ze zrzuconych przeze mnie książek…
Tak właściwie, to nie było w niej nic niezwykłego, była duża, brązowa, jak każda inna książka w tym pokoju. Ale to co wyróżniało ją od innych, było przyklejone na jej przedzie zdjęcie…
Na tym zdjęciu, stała zielono włosa kobieta. Była wysoka, szczupła, stała na tle jakiejś fontanny i trzymała na rekach dziecko. Małego chłopczyka, Ferba…
Od razu podniosłam książkę i otworzyłam ją. W tej chwili zorientowałam się, że to nie jest książka tylko…
- Album ze zdjęciami.- powiedziałam na głos i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Na większości z nich, była ta zielonowłosa kobieta, raz była z Ferbem, a raz z jakimś brązowowłosym mężczyzną, który wydawał mi się znajomy…
Przeglądałam tak chwile zdjęcia, aż w końcu natrafiłam na coś bardzo dziwnego. Otóż na pewnym zdjęciu, stał mały, prawdopodobnie 10- letni Ferb, było widać ,że kogoś obejmuje, ale druga postać była wydarta ze zdjęcia…
Przeglądałam album dalej i ta sama sytuacja, powtórzyła się parokrotnie na innych zdjęciach.
Zaciekawiona przeglądałam album dalej, aż w końcu doszłam do ostatniej strony i zobaczyłam na zdjęciu siebie…
Byłam małą różową i zarumienioną, 10-letnią dziewczynką. Stałam i obejmowałam z lewej strony 10-letniego Ferba, a z prawej…
I tu zamarłam, bo zobaczyłam tego czerwonowłosego chłopca z mojego snu…
Z wrażenia osunęłam się na podłogę i otępiała wpatrywałam się w zdjęcie…
Nie mogłam w to uwierzyć, ,,Więc on jest prawdziwy…'' pomyślałam, ale natychmiast uświadomiłam sobie jeszcze jedną rzecz…
- A więc, to jego Ferb powyrywał ze wspólnych fotografii…
Ale dlaczego zachował akurat to zdjęcie ?- powiedziałam zdziwiona, obróciłam głowę i w tej chwili z przerażeniem spostrzegłam ,że Ferb wraca do domu.
Natychmiast zerwałam się z miejsca i zaczęłam układać książki na półkach. Uwijałam się tak szybko, że nie pomyślałam, iż Ferb na pewno zauważy, że książki są na półkach poukładane w innej kolejności. ,,Trudno, musi wystarczyć !'' pomyślałam gorączkowo i jak najprędzej pognałam do swojego pokoju. Zatrzasnęłam drzwi, dokładnie w tej chwili w której Ferb wszedł do salonu.
- Już jestem Izabello !- zawołał do mnie, a po chwili ukazał mi się w drzwiach mojego pokoju.
- Jak się czujesz ?- powiedział to z taką troską i miłością, że siłą powstrzymałam się, aby nie spytać się o dziwne zdjęcie, które znalazłam w jego pokoju. Na szczęście w porę ugryzłam się w język.
- W porządku. Nadal pamiętam ,że jesteś moim mężem. A to mój pokój- powiedziałam i uśmiechnęłam się. Wygląda na to ,że wypadłam dość przekonująco, bo Ferb powiedział.
- To dobrze. Zaraz przygotuję ci obiad - i wyszedł z pokoju.

Tej nocy, zasnęłam ze zdjęciem czerwonowłosego chłopca pod poduszką.
Nie przyśnił mi się, żaden koszmar…

-CDN
08.04.2012 o godz. 20:39

Rozdział IX – Gdzie ja jestem?

Biegłam. Nie wiedziałam dokąd, nie wiedziałam po co. Nie wiedziałam nawet co się wokół mnie dzieje.
-Szybciej Izabello! Szybciej!- po raz kolejny odezwał się czyjś głos. I nagle zobaczyłam biegnącą przed sobą blondynkę. Dziewczyna, popatrzyła się na mnie przerażonym wzrokiem, wyglądała tak, jakby martwiła się o mnie. Jednak miałam jakieś niejasne uczucie zagrożenia. Czułam ,że to blondynka, stanowi dla mnie owe zagrożenie, ale nie wiedziałam, skąd bierze się to uczucie.
- Proszę Izabello! Musimy iść!- zawołała do mnie dziewczyna i ponownie ruszyłam w jej kierunku.
- Izabello! Nie!- usłyszałam czyjś znajomy głos, za sobą, więc odwróciłam się.
Ujrzałam przed sobą, jakiegoś chłopaka. Miał czerwone włosy i wyglądał na przerażonego, czułam ,że go znam, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd…
- Szybciej Izabello! Musimy iść!- po raz kolejny odezwała się blondynka. Wyglądała na coraz bardziej zniecierpliwioną.
- Nie słuchaj jej! Ona chce, Cię skrzywdzić!- zawołał do mnie chłopak, a ja spojrzałam na dziewczynę.
- Nie ufasz mi?- spytała i uśmiechnęła się słodko, a ja zwróciłam się w stroną chłopaka.
- Dlaczego? Przecież nie wygląda groźnie. – powiedziałam
- Proszę, zaufaj mi – powiedział chłopak i popatrzył się na mnie błagalnym wzrokiem. Poczułam w sercu dziwne ciepło, które rozeszło się po całym moim ciele. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że mimo iż nie znam tego chłopaka, to całkowicie mu ufam. Co więcej, byłam gotowa powierzyć mu, własne życie…
Ruszyłam w kierunku chłopaka, byłam już w połowie drogi, kiedy usłyszałam
- O nie! Nie pozwolę ci na to!- wrzasnęła blondynka, a ja odwróciłam się w jej stronę. W tej chwili poczułam okropny ból, w okolicy serca.
- NIE!- krzyknął za mną chłopak, a ja spojrzałam w dół. Zobaczyłam sterczący z mojej klatki piersiowej, nóż…

Gwałtownie wciągnęłam powietrze do płuc. Powoli zaczynałam się budzić z tego okropnego snu, a raczej koszmaru ! Spróbowałam otworzyć oczy, ale ta prosta czynność okazała się Nie lada wyzwaniem. Okazało się ,że nie mogę ich otworzyć, bo miałam założoną na oczy opaskę. Spróbowałam, więc wstać z łóżka na którym leżałam, ale i to było niemożliwe, bo ktoś przykuł mnie do niego kajdankami. A więc, nic nie widziałam, nie mogłam się ruszyć, ale za to słyszałam. I właśnie uświadomiłam sobie, co mnie obudziło. Był to huk, zatrzaskiwanych drzwi. A następnie usłyszałam głos
- Witaj, nareszcie jesteś.
- Gdzie ona jest?! - spytał drugi głos
- Spokojnie, leży sobie grzecznie w pokoju i śpi.
- Chcę to zobaczyć na własne oczy. Natychmiast !
- Och…. Już dobrze- powiedział pierwszy głos i usłyszałam charakterystyczne skrzypnięcie podłogi, świadczące o tym ,że się zbliżają. Nie miałam bladego pojęcia, o tym co się stało i dlaczego tu jestem, ale uznałam ,że najlepiej będzie jeśli będę udawać, że śpię. Przybrałam, więc odpowiednią pozycję i czekałam. Po chwili usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i postacie wkroczyły do pokoju.
- O… jak ona słodko śpi… Nie sądzisz? Biedna mała Izabelka, nie ma pojęcia co się dzieje…- powiedział drugi głos
- Lepiej powiedz co z nią zrobimy, zamiast bezmyślnie się na nią gapić- powiedział pierwszy głos
- Widzę ,że ktoś tu wstał lewą nogą co?
- No bo to ja, musiałem odwalić za Ciebie całą brudną robotę.
- Sam tego chciałeś. Mogłeś się do mnie nie przyłączać…- powiedział drugi głos
- Dobra, lepiej powiedz co chcesz z nią zrobić? - spytał pierwszy głos
- Jak to co? Zabijemy ją!- wykrzyknął radośnie pierwszy głos, a ja poczułam ,że krew odpływa mi z twarzy. ,,Zabić?! Jak to zabić! Kim są ci ludzie i czego ode mnie chcą?!''
- Zabić? Zabić?!- zaczął awanturować się pierwszy głos, a we mnie na nowo pojawiła się nadzieja.
- To ja haruję jak wół, żeby ją do Ciebie przyprowadzić. A ty mi mówisz ,że chcesz ją
zabić?!- krzyczał coraz głośniej pierwszy głos
- Nie podoba ci się coś ? - spytał drugi
- Tak, mianowicie to, że inaczej się umawialiśmy
- Naprawdę? Och… no cóż… trudno. A teraz pora się pożegnać. Pa pa Izabello!- wykrzyknął drugi głos, a ja zacisnęłam mocniej powieki, ze strach przed bólem, ale nic nie poczułam. Usłyszałam natomiast, brzęk upadającego na podłogę noża.
- Co ty do cholery robisz?!- wrzasnął drugi głos
- Nie warz się jej tknąć!- odpowiedział pierwszy
- Odbiło ci ! Przecież chciałeś zemsty!
- Tak, ale w nieco inny sposób chciałem się zemścić.
- Dobra! A więc co chcesz zrobić?! Trzymać ją tu aż do śmierci?! W sumie… dobry pomysł!
- Nie! Wezmę ją ze sobą
- CO?!- wykrzyknął drugi głos
- Nie ma mowy! Jak tylko się obudzi, ucieknie i wróci do domu!
- Nie ucieknie jeśli użyję tego…-powiedział pierwszy głos i prawdopodobnie, pokazał coś drugiej postaci.
- Co to jest?
- Coś, co unieszkodliwi ją na zawsze…-odpowiedział pierwszy głos, a ja dostałam gęsiej skórki. Przez chwilę trwała cisza, a potem usłyszałam.
- Okey, niech ci będzie. Ale pamiętaj, jeśli kiedykolwiek znowu ją zobaczę…
Zabiję ją…- powiedział drugi głos, a potem poczułam ukłucie.
- Miłych snów Izabelko…- usłyszałam, a potem ponownie zapadłam w sen…

Biegłam. Pędziłam co tchu, przez dębowy las i szukałam schronienia przed burzą. Nie wiedziałam ile czasu już minęło, ani jak się dostałam do tego dziwnego lasu.
Wiedziałam tylko ,że muszę znaleźć schronienie, albo zginę…
I nagle tuż obok mnie, uderzył piorun, przyspieszyłam bieg. W tej chwili zobaczyłam przed sobą pustą jaskinię. Poczułam ,że jeśli dobiegnę do tej jaskini, to na pewno znajdę tam schronienie.
- Zatrzymaj się! - usłyszałam za sobą głos i odwróciłam się. Zobaczyłam czerwono włosego chłopaka.
- Zatrzymaj się! - zawołało po raz kolejny, ale zignorowałam go. Wokół raz po raz rozlegały się gromy, setki, tysiące gromów, a las zalewał ognisty deszcz.
- Błagam! Zatrzymaj się! - ponownie usłyszałam głos i w tej chwili trafił mnie piorun…

Obudziłam się, ciężko dysząc. Zdezorientowana rozglądnęłam się. Leżałam na łóżku, w jakimś nie znanym mi mieszkaniu. Była noc, a cały pokój był pogrążony w ciemności.
- Gdzie ja jestem? - spytałam i w tej chwili uświadomiłam sobie jeszcze jedną rzecz…
- Kim ja jestem?!- wykrzyknęłam przerażona. Nie pamiętałam absolutnie nic z mojej przeszłości. Nie wiedziałam nawet jak się nazywam…
- Nazywasz się Izabella i masz 22 lata- odezwał się głos w głębi pokoju, jednak było tak ciemno ,że nie widziałam kto do mnie mówi.
- A kim ty jesteś?- spytałam
- Ja, jestem twoim mężem- odpowiedział i w tej chwili za oknem błysnął piorun. Zobaczyłam stojącego przed sobą wysokiego chłopaka. Chłopak prawdopodobnie był w moim wieku i miał niebieskie oczy. Ale moją uwagę zwrócił, kolor jego włosów. Były zielone, jak dopiero co wyrośnięte listki na drzewach…

-CDN
05.04.2012 o godz. 23:32
Chciałam bardzo podziękować wszystkim osobom czytającym moje opowiadanie :D
Życzę miłego czytania :)

Rozdział VIII – Co się wydarzyło w przeszłości


Kiedy ponownie wyszłam z portalu, ze zdziwieniem stwierdziłam ,że znowu stoję na chodniku, przed swoim blokiem. Na początku przeraziłam się ,że medalion wcale nie przeniósł mnie w przeszłość, tylko w inne miejsce, z daleka od Nicol. Ale po chwili uspokoiłam się, bo zauważyłam, że jest to mój czysty blok koloru kremowego, a nie tamten obskurny i ohydny blok w którym mieszka, mój synalek…
Postanowiłam, więc wyjąć medalion i zapytałam
- Dlaczego mnie tu przeniosłeś ?- diament zaczął się świecić, a po chwili zobaczyłam na nim napis

Musisz dziś zobaczyć coś,
Co tu zrobił pewien gość…

- A co to ma niby znaczyć ?! - spytałam ponownie, jednak nie uzyskałam odpowiedzi. W tej chwili drzwi od mojego bloku otwarły się i ukazał się w nich Justin. W jednej chwili odwróciłam się i schowałam w cieniu drzewa. Całe szczęście Justin niczego nie zauważył i poszedł dalej. Moją uwagę zwrócił jego struj, miał na sobie ciemno granatową marynarkę i spodnie w kant. ,,Zaraz, zaraz…''pomyślałam i wtedy mnie oświeciło ,,Przecież on jest ubrany zupełnie tak, jak 19 czerwca ! Pamiętam ten dzień, pokłóciłam się wtedy z Justinem. Obraził się wtedy i wyszedł trzasnąwszy drzwiami''
Uznałam, że to pewnie jego miał na myśli medalion i postanowiłam go śledzić.
Szłam dość blisko Justina, na tyle blisko by słyszeć co mówi.
- No nie ! Jak zwykle, jak zwykle !- zaczął swoją ,,pasjonującą'' rozmowę Justin
- Nigdy nie można na niej polegać ! Czy naprawdę wymagam od niej tak wiele ?
Przecież chcę tylko, aby moja żona dbała o nasze mieszkanie i gotowała mi obiad .
Ale nie, nawet to ją przerasta ! Ona jest… - i właśnie tak narzekał na mnie Justin, przez całą podróż. W końcu moim oczom ukazała się restauracja ,,Da Pietro''.
Kiedy podeszliśmy bliżej, Justin otworzył drzwi w wszedł do środka, postanowiłam zrobić to samo. Zajęłam sobie stolik blisko Justina, ale tak aby nie mógł mnie zobaczyć.
Zamówiłam sobie spaghetti i czekałam… czekałam i jeszcze raz czekałam. Minęły już dwie godziny. Moje spaghetti już dawno wystygło, a nadal nic się nie działo. Zaczynałam już wątpić, czy aby na pewno diamentowi chodziło o Justina, kiedy zauważyłam, że do jego stolika podchodzi pewna blondynka. Wyglądała zupełnie jak…
- Nicol…- powiedziałam i nadstawiłam uszu aby słyszeć co mówią.

- Przepraszam pana…- odezwała się Nicol
- Ale w restauracji doszło do pomyłki i przez przypadek, moja rezerwacja została anulowana.
Dlatego chciałam się zapytać, czy mogę się dosiąść ?- spytała słodko Nicol i uśmiechnęła się.(Prawda jest taka ,że w restauracji było mnóstwo wolnych stolików, ale Justin nie zwrócił na to uwagi)
- Ależ oczywiście !- odpowiedział debil, to znaczy… chłopak
- Dziękuję ! - wykrzyknęła dziewczyna i usiadła obok niego
- A właściwie, dlaczego taki przystojny mężczyzna jak pan, siedzi tu zupełnie sam ?
- Och… po prostu, nie znalazłem dla siebie odpowiedniego towarzystwa…
- A czy ja, jestem dla pana, wystarczająco odpowiednim towarzystwem ?- spytała Nicol i zatrzepotała rzęsami, na ten widok Justin zaczął się ślinić jak pies na widok kości.
- Pani, jest dla mnie wprost idealnym towarzystwem, pani…
- Nicol…- odpowiedziała, a następnie pochyliła się nad stołem i pocałowała Justina prosto w usta
- Może pójdziemy do mnie Justin ?-spytała, a chłopak bez chwili wahania zgodził się.
Gdy tymczasem mnie, nasunęła się jedna myśl ,,Skąd Nicol wiedziała, jak ma na imię mój mąż ?'' Postanowiłam jednak śledzić ich dalej. Wynajęłam taksówkę i kazałam kierowcy śledzić ich auto. Po godzinie jazdy w końcu zatrzymaliśmy się pod wielkim białym blokiem Blok wyglądał jakby miał jakieś 50 pięter !
Zauważyłam ,że Justin i Nicol wysiadają, więc postanowiłam uczynić to samo. Zapłaciłam kierowcy i podążyłam za nimi. Kiedy znalazłam się już w klatce schodowej, zobaczyłam ,że winda zatrzymała się na drugim piętrze. Ruszyłam biegiem po schodach, a kiedy znalazłam się już na odpowiednim piętrze, zobaczyłam Justina, który namiętnie całuje się z Nicol, dziewczyna nie przerywając pocałunku, otworzyła drzwi, a następnie całująca się parka, zniknęła za drzwiami mieszkania. Stałam chwilę oniemiała, a następnie ruszyłam biegiem z powrotem po schodach. Po opuszczeniu budynku, biegłam jeszcze chwilę, a następnie zatrzymałam się i usiadłam na pierwszej lepszej ławce i ukryłam twarz w dłoniach
- Jak on mógł mi to zrobić !- wykrzyknęłam i zaczęłam płakać. Co prawda, nigdy nie kochałam i nadal nie kocham Justina, ale w tej chwili zrozumiałam ,że Nicol odebrała mi już wszystko… ,,Nie dość ,że odebrała mi Fineasza, moją jedyną miłość, to jeszcze zrobiła sobie z moim mężem dziecko !'' pomyślałam i ponownie zaczęłam łkać.
- A więc, Nicol nie kłamała, kiedy mówiła ,że odbierze mi wszystko co jest dla mnie cenne…- powiedziałam i przypomniałam sobie dzień kiedy dołączyłam do ogników…

Było to 14 lat temu, miałam wtedy 8 lat. Otóż pewnego dnia wracałam ze szkoły z plecakiem pełnym książek. Zastanawiałam się, jak nauczyciele mogą tak męczyć dzieci i kazać im nosić takie ciężary, kiedy zauważyłam przed sobą pewną dziewczynkę. Była to mała Ady, dziewczynka siedziała na chodniku i płakała. Postanowiłam do niej podejść i dowiedzieć się co się stało.
- Cześć Adyson, co dziś robisz ?- spytałam, a Ady podniosła głowę i popatrzyła się na mnie, swoimi dużymi, zapłakanymi oczami.
- Ja ? Rozmyślam nad sensem życia - odpowiedziała i ponownie zaczęła płakać
- Cicho, cicho… już dobrze… proszę, powiedz mi, dlaczego płaczesz ?- po chwili, Ady uspokoiła się i powiedziała
- Płaczę, bo… bo…
- Bo Nicol wyrzuciła mnie z zastępu ogników !- wykrzyknęła i ponownie wybuchła płaczem
- CO ?! Jak to wyrzuciła Cię z zastępu ! Jakim prawem ?- spytałam
- Powiedziała ,że za mało się staram, ale kiedy wszystkie dziewczyny już poszły i zostałyśmy same, powiedziała ,że gdybym się z tobą nie zadawała, to nie byłoby problemu.- odpowiedziała Ady.
- CO ?! Tak nie można ! O nie, ja tego tak nie zostawię !
- Co chcesz zrobić ?-spytała Ady, a ja uśmiechnęłam się
- Jak to co ? Przywrócimy Cię do zastępu
- Nie chcę Cię martwić, ale szanse na to ,że wrócę do zastępu są tak małe, jak to ,że zostaniesz nową zastępową. - powiedziała Ady
- Tak ? No to się przekonajmy…

20 minut później, ja Adyson i reszta ogników stałyśmy zwartą grupą, pod domem Nicol.
- Ej Nicol ! Chcemy z tobą porozmawiać !- krzyknęłam i po chwili drzwi otworzyły się, stanęła w nich Nicol.
- O, to ty… czego chcesz ?- spytała i popatrzyła się na mnie, obojętnym wzrokiem
- Doszły mnie słuchy ,że źle traktujesz dziewczyny z zastępu, a na dodatek bez powodu wyrzuciłaś z zastępu Adyson.
- Właśnie !- przyłączyła się Ady
- Skończyłaś już ? To dobrze, bo nie mam dla was czasu, cześć.- powiedziała i już chciała zamknąć drzwi, ale ja byłam szybsza. Podbiegłam do niej i chwyciłam drzwi uniemożliwiając ich zamknięcie.
- Ej ! - obruszyła się dziewczyna, ale nie ustępowałam
- Nie odpuszczę do puki nas nie wysłuchasz !
- Okey ! Niech wam będzie !- krzyknęła Nicol i ponownie otworzyła drzwi
- Dziękuję, a więc według paragrafu 23 kodeksu ogników, który mówi ,że cytuję
,,Każda przywódczyni musi dobrze traktować dziewczęta z zastępu, oraz musi zawsze uzasadniać decyzję o usunięci którejś dziewczynki z zastępu'' obalamy Cię jako przywódczynię.- powiedziałam, a Nicol niespodziewanie uśmiechnęła się
- Chcecie mnie wyrzucić ? A znasz Izabelo może paragraf 24 kodeksu ogników ? Który mówi ,że cytuję ,,Przywódczynię można obalić, tylko wtedy gdy ma się kogoś na zastępstwo. Po nad to, przywódczynią może zostać tylko dziewczynka która ma 8 lub więcej lat'' a wszystkie ogniki mają najwyżej 7 lat- powiedziała Nicol, a mnie zatkało, tego nie przewidziałam…
- Nie tak szybko Nicol ! Izabella ma 8 lat !- wykrzyknęła Adyson, a Nicol zrzedła mina
- Ale ona, nie jest nawet ognikiem !
- Tak, ale kodeks mówi ,że zastępową może zostać każda dziewczynka która ma 8 lub więcej lat. Nic nie mówi o tym ,że to musi być ognik- odezwała się Greta, a Nicol zrobiła się cała czerwona.
- Dobra ! Niech wam będzie ! Ale aby Izka mogła zostać przywódczynią, będzie musiała zmierzyć się ze mną. - powiedziała i zwróciła się w moją stronę
- A więc Iza, ty, ja, park za 10 minut- powiedziała i wróciła do domu…

10 minut później stałyśmy na przeciw siebie w parku i mierzyłyśmy się wrogim spojrzeniem.
- O to zasady, ścigamy się do centrum handlowego i po drodze zbieramy flagi, moje są czerwone twoje niebieskie. Ten kto pierwszy zbierze wszystkie 10 flag i dobiegnie na miejsce, wygrywa. A więc, trzy, dwa, jeden, start !- wrzasnęła Nicol i popchnęła mnie, a następnie wystartowała.
- Izabello, wstawaj !- krzyczały ogniki
- A więc tak chcesz się bawić ? Dobrze, no to zaczynamy- powiedziałam i pobiegłam w ślad za Nicol…

Pół godziny później, stałam na mecie, wraz z wiwatującymi ognikami i patrzyłam na zdenerwowaną Nicol, która darła się w niebogłosy.
- To niemożliwe !!! Oszukiwałaś !!! Tak niemożna !!!
- Oszukiwałam ? A gdzie w kodeksie jest napisane ,że nie można oszukiwać ?- spytałam i uśmiechnęłam się do Nicol. Chcecie wiedzieć jak wygrałam ? Otóż, po tym jak Nicol przewróciła mnie, zrozumiałam ,że zamierza oszukiwać. Zrozumiałam też, że skoro oszukuję, to znaczy ,że kodeks nie mówi nic o tym ,że oszukiwać nie wolno. Dlatego wstałam i pobiegłam drogą na skróty. Biegnąc zbierałam swoje jak i jej flagi. Kiedy dobiegłam na metę, wymoczyłam w niebieskiej farbie wszystkie czerwone flagi Nicol, dzięki czemu miałam dokładnie 10 niebieskich flag
- Nie daruje ci tego ! Zobaczysz ! Odbiorę ci wszystko co jest ci drogie i cenne !!!- wrzasnęła Nicol, a potem odwróciła się i odeszła…

I właśnie tak zostałam przywódczynią ogników, to właśnie wtedy ja i Ady stałyśmy się najlepszymi przyjaciółkami. Nagłym ruchem podniosłam się z ławki. ,,O nie… nie dam ci tej satysfakcji Nicol… Nie pokonałaś mnie 14 lat temu i teraz też mnie nie pokonasz !'' pomyślałam, a następnie portal otworzył się przede mną i wskoczyłam do niego…

Nie wzięłam pod uwagę jednej rzeczy, a mianowicie pewnej postaci, skrytej w cieniu drzewa, która obserwowała mnie przez cały czas. Postać wyjęła z kieszeni komórkę i wybrała numer. Po kilku sygnałach w słuchawce odezwał się głos
- Halo ?
- Słuchaj, mamy ją ! Wraca do przeszłości, pamiętaj, masz się jej pozbyć. Tym razem na dobre…
- Przyjąłem - odezwał się głos i rozłączyła się…

Po wyczerpującej podróży do przeszłości, ponownie otworzyłam oczy. Zobaczyłam ,że jestem parku w którym, rozstałam się z Fineaszem gdy ten wyjeżdżał do Wielkiej Brytanii.
Ze zdziwieniem zobaczyłam przed sobą 15 letniego Fineasza, całe szczęście nie zauważył mnie, bo głowę miał pochyloną i intensywnie o czymś myślał. W tedy przypomniałam sobie co powiedział do mnie 70- letni Fineasz ,,Iza… Ty nigdy nie pojawiłaś się w tym parku…''
,,No tak, więc muszę się dowiedzieć co się ze mną stało !'' pomyślałam i już chciałam wyruszyć na poszukiwania, kiedy usłyszałam głos.
- Ani kroku dalej… - w jednej chwili odwróciłam się i zobaczyłam jakąś niewyraźną postać, ukrytą w cieniu drzewa.
- Nawet nie próbuj szukać małej Izabelli. I tak jej nie znajdziesz.
- Co ?! Co się z nią stało ?- spytałam zdenerwowana
- Och… nie przejmuj się. Pewnie siedzi sobie teraz zamknięta, w pewnym pomieszczeniu i czeka, aż Fineasz sobie z tąd pójdzie i wyjedzie bez pożegnania. Wtedy ją wypuszczę.- powiedziała postać, a ja uświadomiłam sobie pewną rzecz.
- To ty ! To przez Ciebie, przyszłość wyglądała tak okropnie ! To przez Ciebie, zaczęłam znikać !- krzyknęłam
- Bingo ! Wystarczył jeden celny strzał w portal i bum ! Twoją misję szlak trafił.
- Kim ty jesteś ?! I dlaczego robisz to wszystko ?!- spytałam
- Ja ? Jestem kimś z przeszłości, jestem kimś kto chce zemsty i jestem kimś, kto go zabije…- powiedział i wycelował pistoletem prosto w głowę młodego Fineasza. Następne wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Postać wystrzeliła pocisk w kierunku, młodego Fineasza, a ja krzyknęłam
- NIE ! - rzuciłam się przed siebie i zakryłam go własnym ciałem. Kiedy pocisk mnie trafił, poczułam okropny ból w okolicy brzucha. Już wiedziałam co czuł 70- letni Fineasz kiedy umierał.
Zastanowiłam się, czy skoro nie udało mi się zmienić przyszłości, to czy teraz Fineasz czeka tam na mnie, po drugiej stronie. Mimo okropnego bólu, uśmiechnęłam się.
- Idę do Ciebie Fineasz…- powiedziałam, ostatnią rzeczą jaką zapamiętałam, była intensywna zieleń, a potem otoczyła mnie ciemność…

-CDN
01.04.2012 o godz. 19:52
Rozdział VII – Wyjaśnienie


Nareszcie po wyczerpującej podróży, poczułam grunt pod stopami. A właściwie pod całym ciałem, bo okazało się ,że leżę na ziemi twarzą w dół. Z wielkim wysiłkiem obróciłam się na plecy i spróbowałam podnieść, ale zadanie okazało się Nie lada wyzwaniem. Bolało mnie absolutnie wszystko. Zaczynając od głowy, a skończywszy na koniuszkach palców u stóp.
W końcu, męcząc się okropnie i jęcząc z bólu udało mi się wstać. Nie miałam pojęcia co spowodowało moje znikanie, tak samo jak nie wiedziałam czemu wszystko mnie boli. ,,Mam nadzieję ,że to co powiedziałam małej mnie, wystarczyło aby naprawić przyszłość'' pomyślałam i rozglądnęłam się. Okazało się ,że stoję na chodniku tuż przed blokiem w którym mieszkałam, jednak nastąpiła tu wielka zmiana. Otóż dotąd piękny i zadbany blok koloru kremowego, zamienił się w jakiś obdrapany stary głaz, na którym powypisywane były wulgarne napisy.
- Co tu się stało ?!- wykrzyknęłam zdziwiona i postanowiłam wejść do środka aby to zbadać. Kiedy znalazłam się już w środku klatki schodowej, okazało się ,że winda nie działa, dlatego musiałam się wdrapywać po schodach na piąte piętro. Kiedy w końcu dowlekłam się pod drzwi mojego mieszkania, wyjęłam klucze i spróbowałam je otworzyć, ale okazało się ,że żaden z kluczy nie pasuje do zamka.
-No dalej ! Dlaczego żaden nie pasuje ?- zdziwiłam się i nagle drzwi otworzyły się na oścież, stanął w nich 40 letni facet. Miał czarne włosy i niebieskie oczy. Był gruby i nosił stare jeansy w kolorze zielonym, na ramiona miał zarzucony stary wyliniały sweter, w kolorze khaki. Wyglądał okropnie, a fakt ten potęgował bijący od niego smród alkoholu.
- Co tu się dzieje ?! – wrzasnął
- Czego tu szukasz smarkulo ?!- ryknął na mnie i poleciał na mnie zapach jego nieświeżego oddechu. (To było okropne !)
- Ja ? Raczej proszę powiedzieć, co pan, robi w moim domu !- odpowiedziałam, a facet uśmiechnął się i zaczął rechotać.
- W twoim domu ? Wiesz co, zjeżdżaj z tąd gówniaro i nie pokazuj się tu więcej.- powiedział i chciał zamknąć drzwi, jednak mu przeszkodziłam
- Lepiej niech to pan z tąd zjeżdża, zanim wezwę policję !- wrzasnęłam i wyjęłam z kieszeni komórkę. Facet popatrzył się na mnie niechętnym spojrzeniem, ale otworzył ponownie drzwi.
- Słuchaj paniusiu, nie wiem o co ci chodzi, ale mieszkam tu od 40 lat i nigdy Cię tu nie widziałem. A przede mną, mieszkało tu małżeństwo Garcia-Shapiro, więc nie wiem…
- Zaraz… chodzi panu o Izabelę Garcia-Shapiro i Fineasza Flynna ?- spytałam przerywając facetowi
- Nie chodzi mi o Izabellę Garcia-Shapiro i Justina Browna, a co ?- powiedział facet, a mnie sparaliżowało ,,To ja wyszłam za Justina ?! Ale jak…''
- A co się z nimi stało ?- spytałam przełykając ślinę
- Umarli, Justin 10 lat temu, a Izabella 40 lat temu przy porodzie.- odpowiedział facet, a ja prawie zemdlałam, kiedy to usłyszałam.
- A z kąd pan to wie ?- spytałam, mimo ,że już wiedziałam co facet mi odpowie
- Ponieważ mam na imię Alan Garcia-Shapiro i jestem ich synem…

10 minut później, stałam ponownie przed swoim blokiem cała roztrzęsiona. ,,Ale jak to możliwe ! Przecież skoro zmieniłam przyszłość, to czemu nie jestem z Fineaszem ?! I dlaczego, zawędrowałam, aż tak daleko w przyszłość ?!'' zadawałam sobie te pytania, chodząc nerwowo wzdłuż chodnika. ,,Ale najgorszy jest ten grubas ! Czy ja w przyszłości oszalałam ?! Dlaczego pozwoliłam Justinowi zrobić sobie dziecko !
I to takie paskudne !''pomyślałam i bezwiednie odwróciłam głowę w lewo. W jednej chwili zatrzymałam się i stanęłam jak wryta. Otóż zobaczyłam przed sobą swój ulubiony park, do którego tak często przychodziłam gdy było mi źle. Jednak on również się zmienił, był całkiem zaniedbany !
Wszędzie rosły chwasty, a rośliny były uschnięte i zniszczone. Poczułam w sercu ogromny ból, tak bardzo kochałam to miejsce ! W tej chwili dostrzegłam siedzącego na ławce staruszka. Wyglądał jakby miał około 70 lat. Siedział przygarbiony na brzegu ławki i błędnym spojrzeniem wpatrywał się w przestrzeń. Zrobiło mi się go okropnie szkoda, postanowiłam podejść bliżej i zapytać się, co się stało z parkiem. Ruszyłam w kierunku mężczyzny, w pewnej chwili, kiedy byłam już bardzo blisko, mężczyzna uśmiechnął się. I w tej chwili zamarłam, bo rozpoznałam owego mężczyznę…
- Fineasz…- wyszeptałam cichutko, a mężczyzna poruszył się niespokojnie.
- Co się dzieje ? Kto tu jest ?- zapytał Fineasz i w tej chwili zrozumiałam dlaczego jego wzrok był błędny. Fineasz… mój Fineasz był niewidomy…
Podeszłam do niego i usiadłam obok.
- To ja Fineasz. – powiedziałam cichutko, czując gromadzące się pod powiekami łzy
- Izabella ? To ty ? –powiedział i obrócił się w moją stronę, a następnie dotknął mojego policzka. Jego twarz rozjaśnił uśmiech.
- Izabella… moja ukochana Iza… - powiedział, a mnie łzy pociekły z oczu. Fineasz przestał się uśmiechać.
- Dlaczego płaczesz ? Przecież wiesz ,że najbardziej lubię kiedy się uśmiechasz.
- Bo to wszystko moja wina ! Chciałam zmienić przyszłość więc cofnęłam się w czasie. I zobacz co z tego wyszło…- powiedziałam i znowu zaczęłam płakać.
- Proszę, nie płacz. Jeśli ktoś tu jest winny, to ja. Powinienem z tobą zostać, zamiast tego zostałem z Nicol…- powiedział, a ja sobie coś przypomniałam
- Właśnie, dlaczego nie jesteśmy razem ? Przecież wyznałam ci miłość, te 50 lat temu w parku, kiedy wyjeżdżałeś do Wielkiej Brytanii, tak ?- Fineasz popatrzył się na mnie zdziwiony
- Iza… Ty nigdy nie pojawiłaś się w tym parku…- odpowiedział ,a mnie sparaliżowało
- Jak to ? To co się ze mną stało ?
- Niestety, nie wiem… przepadłaś jak kamień w wodę…- odpowiedział, a mnie nasunęło się kolejne pytanie
- A właściwie dlaczego ożeniłeś się z Nicol ?- powiedziałam i zobaczyłam ,że rumieni się
- Pewnie uznasz to za głupotę, ale… zrobiłem to dla Ciebie
- Dla mnie ?- powtórzyłam z niedowierzaniem
- Tak, bo widzisz, Nicol ma identyczne oczy jak ty. - powiedział, a mnie serce zaczęło bić szybciej ,,To znaczy ,że o mnie nie zapomniał…''
- Ale dlaczego w takim razie jej nie zostawiłeś ! Dlaczego wybrałeś ją ! - wykrzyknęłam, a Fineasz opuścił głowę
- Żeby Cię chronić…
- CO ?!- wykrzyknęłam zdezorientowana
- Jak to chronić ?!
- Nicol zagroziła mi ,że jeśli ją zostawię, to Cię zabije…- powiedział cichutko
- A niby jak, miałaby mnie zabić ?
- Nie rozumiesz… Nicol zaczęła się zadawać z dziwnymi typami, którzy przejęli władze w mieście. Wystarczyło ,że pstryknie palcami, a byś umarła. Nikt nigdy nie dowiedziałby się, co się stało…- powiedział, a ja stałam zszokowana, nie byłam w stanie nic powiedzieć
- Myślałem ,że Cię chronię, ale nie wziąłem pod uwagę jednej osoby…
- Jakiej ?
- Twojego męża, Justina- powiedział, a we mnie wezbrał gniew
- No właśnie, czy ja oszalałam ,że pozwoliłam mu zrobić sobie dziecko ?! -wykrzyknęłam, a Fineasz zrobił zbolałą minę.
- Powiedzmy ,że dokonało się to bez twojej zgody…
- To znaczy, że ja… ,że on…
- Zgwałcił Cię - powiedział, a ja poczułam ,że wściekłość rozsadza mnie od środka
- CO ?! Gnój ! Świnia ! Drań ! Ja…- krzyczałam różne przekleństwa, kiedy się uspokoiłam usiadłam ponownie na ławce, a Fineasz kontynuował.
- Tak, nie byłem w stanie Cię ochronić…- powiedział, a z jego oczu pociekły łzy
- Przez bardzo długi czas nie wiedziałaś ,że jesteś w ciąży… Po prostu pewnego dnia zaczęłaś rodzić… Twoja ciąża była dla Ciebie niebezpieczna, nie wiedziałaś ,że jesteś w ciąży, więc nie zażywałaś lekarstw… lekarzom nie udało się Ciebie uratować…- powiedział, a z jego oczu ponownie pociekły łzy. Kiedy się uspokoił kontynuował.
- Kiedy umarłaś, nie było już nic co trzymałoby mnie przy Nicol. Po twojej śmierci nie chciałem już nawet patrzyć na jej oczy. Dlatego ta zdzira, znalazła na mnie nowy haczyk !
- Jaki ? -spytałam
- Powiedziała ,że jeśli z nią zostanę, to pomoże mi znaleźć diament ,,Mediam Aweam'' który miał moc spełniania życzeń… który by Cię ożywił…- mówił, a ja przypomniałam sobie o swoim diamencie, który leżał w mojej kieszeni. Chciałam mu go pokazać, ale Fineasz znowu podjął opowieść.
- Jednak ta suka mnie oszukała ! Pewnej nocy zakradła się do mojego pokoju i polała mi oczy kwasem… byłem ślepy i zdany na jej łaskę. Nie mogłem też samodzielnie szukać diamentu, i straciłem jedyną szansę, na odzyskanie Cię…- zakończył opowieść Fineasz, a ja wyjęłam z kieszeni diament i zapytałam
- Fineasz, a jak wyglądał ten diament ?
- Hmm… według książek jakie przeczytałem, był duży czerwony jak dojrzałe w słońcu wiśnie i miał na sobie napis.

Jeśli tylko fantazjujesz,
Swe marzenie spełnić chcesz,
Ten medalion ci pomoże,
I na pewno spełni je.

- Fineasz… ja mam ten diament.
- Co ?! Proszę, podaj mi go- poprosił, a ja wyciągnęłam dłoń z diamentem w jego kierunku. I nagle jakiś pocisk uderzył w diament i wytrącił mi go z ręki
- Ach !!! - wykrzyknęłam
- Co się stało ?! –spytał zaniepokojony Fineasz i w tej chwili usłyszeliśmy głos
- Proszę, proszę, kogo my tu mamy ?- odwróciłam głowę i zobaczyła 70- letnią Nicol z pistoletem w dłoni
- Myślałam ,że umarłaś jakieś 40lat temu. Widzę ,że nie tak łatwo jest Cię zabić- powiedziała z okropnym uśmiechem na twarzy
- A ja widzę, że czas Cię nie oszczędzał Nicol. Wyglądasz gorzej niż mój syn, nie sądzisz ?- powiedziałam, a Nicol przestała się uśmiechać
- Ach tak ? Pyskata jak zawsze. Z kim ty się zadajesz mężu ?
- Zostaw ją w spokoju Nicol !- wykrzyknął Fineasz, ale ona nie zwróciła na niego uwagi.
- A wiesz co ? Ciekawe jak będziesz wyglądać, kiedy odstrzelę ci głowę ?- powiedziała i wycelowała we mnie pistoletem, a potem wystrzeliła. Ze strachu zamknęłam oczy i czekałam na pocisk, ale nic nie poczułam.
- NIE !!!- usłyszałam wrzask Nicol i otworzyłam oczy. Scena jaką zobaczyłam była okropna. Tuż przede mną leżał Fineasz… był cały we krwi. Kawałek dalej stała Nicol i darła się w niebogłosy.
- NIE !!! TY DURNIU !!! TO ONA MIAŁA ZGINĄĆ !!!- zlekceważyłam Nicol i uklękłam przy Fineaszu.
- Fineasz ! Błagam, nie umieraj ! Dlaczego to zrobiłeś ?! To ja miałam zginąć !- Fineasz nieoczekiwanie uśmiechnął się.
- Bo świat bez Ciebie, był pusty… i pozbawiony sensu… - odpowiedział ,a mnie łzy kapały z oczu prosto na jego koszulkę.
- Nie płacz… przecież wiesz ,że lubię kiedy się uśmiechasz…- powiedział, a ja uśmiechnęłam się przez łzy.
- Izabello… musisz iść… spraw aby do tego nie doszło…- Widziałam ,że Fineasz już prawie jest po tamtej stronie, dlatego pochyliłam się i pocałowałam go, a potem jego oczy zamknęły się i odszedł na zawsze…
Siedziałabym tak i płakała jeszcze długo, ale musiałam spełnić prośbę Fineasza. Podniosłam się i ruszyłam biegiem w kierunku diamentu. W tej chwili Nicol wrzasnęła
- O, nie !!! Nie pozwolę ci ujść z życiem !!!- i zaczęła strzelać w moim kierunku. Cudem unikając pocisków, chwyciłam medalion z diamentem i powiedziałam
- Zabierz mnie do przeszłości ! – następnie portal otworzył się i wskoczyłam do niego…

- CDN
29.03.2012 o godz. 20:44
Rozdział VI - Postać w czerni


Chciałabym powiedzieć ,że byłam dzielna, że ani trochę się nie bałam, a takie wycieczki to dla mnie bułka z masłem. Zamiast tego muszę powiedzieć…
- Aaaaaaa !!!!!- ,że darłam się w niebogłosy. Właściwie to prawie nic nie widziałam, bo ze strachu zamknęłam oczy, ale gdy na chwilę je otwarłam, też nic nie zobaczyłam, bo cały świat wirował. Nie wiedziałam gdzie jest góra a gdzie dół, gdzie jest lewo i prawo. Jedyne co widziałam to wielka kręcąca się plama niezidentyfikowanych kolorów. Wydawało mi się ,że minęła już cała wieczność, odkąd siedziałam w parku, na brzegu fontanny i rozmawiałam z brązowowłosym mężczyzną, choć w rzeczywistości mogło minąć kilka sekund. Po kolejnych kilku minutach, godzinach, latach… nieważne… postanowiłam ponownie otworzyć oczy i nagle zauważyłam pewną zmianę, bo przed sobą zobaczyłam plamę jasnego światła, której wcześniej tam nie było. Światło przybliżało się do mnie z zawrotną prędkością, aż w końcu całą mnie otoczyło…

Kiedy ponownie otworzyłam oczy, zobaczyłam ,że leżę na ziemi. Rozglądnęłam się, jednak nigdzie nie było śladu po portalu. Stałam na ulicy w samym środku…
- Danville…- powiedziałam całkowicie oszołomiona (szczerze, to wątpiłam w to ,że medalion naprawdę cofnie mnie w czasie)
- Jestem w Danville… TAK !!! Jestem w Danville !Teraz mogę naprawić przyszłość !- krzyczałam cała podekscytowana. Kiedy nagle zauważyłam przed sobą pewną brązowowłosą dziewczynę. Była ubrana w ciemnozielone jeansowe spodnie, a na ramię miała zarzuconą czarną skórzaną kurtkę. ,,Dokładnie taką samą kupiłam Ady na 18-naste urodziny…'' W jednej chwili zerwałam się z miejsca i schowałam za pobliskim drzewem.
Kiedy dziewczyna podeszła bliżej niemiałam już wątpliwości. Przede mną stała…
,,19-nastoletnia Adyson ! Ale to znaczy ,że cofnęłam się tylko 3 lata do tyłu nie siedem !''
Pomyślałam zdenerwowana. Dziewczyna postała przez chwilę tuż obok ,,mojego'' drzewa, a potem jak gdyby nigdy nic, poszła dalej. Gdy upewniłam się ,że nie może mnie już zobaczyć ani usłyszeć, wyjęłam medalion z kieszeni i wrzasnęłam
- Dlaczego mnie tu przeniosłeś ?! - Tak, wiem co sobie teraz pomyśleliście ,,Świruska'', ja też bym tak sobie pomyślała, gdyby nie to co stało się później…
Diament, rozbłysł jasnoróżowym światłem i ze zdziwieniem stwierdziłam ,że napis który na nim był, zmienił się, a brzmiał on tak…

Twym marzeniem zawsze było,
By tych dwoje się złączyło.

- ,,By tych dwoje się złączyło…''- powiedziałam na głos i oświeciło mnie.
- No tak ! Przecież to dziś Ady i Django się rozstali ! Pamiętam jak do mnie dzwoniła, pytając się o odpowiedni strój na spotkanie z nim…- Dobrze pamiętałam ten dzień…

Byłam wtedy na obozie siatkarskim. Z samego rana Ady zadzwoniła, dopytując się jaki strój będzie najlepszy na randkę z Django. Była taka szczęśliwa ! Cały dzień czekałam ,aż zadzwoni i zda mi relację ze spotkania. Jednak kiedy w końcu się odezwała wcale nie słyszałam w jej głosie radości, ona płakała…
- Co się stało Ady ?- spytałam ją
- Ślub odwołany… Django mnie rzucił- odpowiedziała i rozłączyła się, nigdy nie dowiedziałam się co było powodem rozstania…

,,A teraz mogę to naprawić'' pomyślałam i ruszyłam biegiem, do miejsca, gdzie Ady umówiła się z Djangiem…

5 minut później w tym samym miejscu gdzie stałam, z portalu wyłoniła się druga postać.
Postać ta była od stóp do głów ubrana na czarno, twarz miała zasłoniętą czarną chustą.
Nagle coś przykuło jej uwagę, to moja spinka, spadła mi gdy pobiegłam aby schować się za drzewem.
- A więc jestem na właściwym tropie…- powiedziała postać i ruszyła moim śladem…

Pół godziny później, dotarłam do centrum miasta. Stałam przed ogromną galerią handlową i czekałam na przyjście Djanga (Nie martwcie się, po drodze kupiłam sobie nową kurtkę, okulary i kapelusz pod którym schowałam swoje bujne włosy. Tak, więc nikt nie powinien mnie rozpoznać) Po 10 minutach zjawił się Django, jednak nie był sam, towarzyszyła mu pewna blondynka…
- Nicol…- warknęłam i postanowiłam zakraść się bliżej, tak aby słyszeć ich rozmowę. A brzmiała ona tak:

- Daj spokój Django…- odezwała się słodko Nicol (Ta wredna szmata !,Oj… przepraszam)
- Dlaczego nie wybierzesz się ze mną na basen ? Mam iść sama ?- powiedziała i zatrzepotała rzęsami, jednak chłopak nawet na nią nie spojrzał ,,Oby tak dalej Django !'' myślałam
- Wybacz Nicol, ale umówiłem się z Ady. Możesz iść z Buforem albo Baljeetem. – odpowiedział jej, a ja prawie wybuchłam śmiechem na widok jej miny. Niestety, chwilę później dziewczyna uśmiechnęła się przebiegle i powiedziała
- Z Ady ? Widzę ,że jesteś wyrozumiały… myślałam, że po rozstaniu, ludzie dłużej się do siebie nie odzywają…
- CO ?! O czym ty mówisz Nicol ?! - powiedział poważnie rozłoszczony Django
- O… to ty nie wiesz ? Tak mi przykro !- powiedziała, z fałszywym współczuciem Nicol
- Bo widzisz… ostatnio słyszałam jak Ady rozmawia z Izką i podsłuchałam, jak Ady mówi ,że ma Cię już dość i znalazła sobie kogoś nowego…- ,,Ty zdziro ! Django nie wierz jej !'' pomyślałam i na chwilę odwróciłam wzrok w lewo. Zobaczyłam jak Ady idzie w naszą stronę, a obok niej idzie…
- O nie…- powiedziałam cichutko, całe szczęście nikt mnie nie słyszał. Ale wracając, obok Ady szedł jej były chłopak, Aloes. Moja przyjaciółka zerwała z nim w zeszłym roku, jednak chłopak przyczepił się do niej. Normalnie bym się nie martwiła, gdyby nie to ,że widziałam jak trzy dni przed tym zdarzeniem, Nicol z nim rozmawia na korytarzu w szkole. ,,Na pewno planowała to od początku ! Jak mogłam się nie zorientować, te trzy lata temu ?!'' pomyślałam i usłyszałam jak Nicol mówi:
- Widzisz ? nawet idzie tu razem z nim…- W tej chwili, wszystko zaczęło się dziać jakby, w zwolnionym tempie. Django zaczął obracać głowę stronę Ady i jej byłego. Gdy tymczasem Aloes, jak na komendę zaczął się schylać aby pocałować Ady. ,, O nie ! Przecież ona nie będzie miała czasu na reakcję !'' pomyślałam i zrobiłam pierwszą rzecz która przyszła mi do głowy. Wyskoczyłam tuż przed Djanga i powiedziałam
- Witam państwa ! Czy chcecie zapoznać się z naszą nową ofertą promocyjną ?
- Nie, nie chcemy ! Spadaj z tąd !- krzyknęła Nicol i próbowała mnie odsunąć, ale nie poddawałam się.
- Ale tylko dziś telefony za pół ceny ! –powiedziałam walcząc z Nicol, a Django patrzył na nas zdziwiony.
- Czy my się znamy ?- spytał nagle chłopak, a ja zaklęłam w myślach
- Co ? Nie, na pewno nie…-odpowiedziałam
- Jestem pewny ,że…- zaczął Django, ale Nicol mu przerwała
- A kogo to obchodzi ?!- wrzasnęła i wykorzystując moment mojej nieuwagi, szarpnęła mnie za ramię i odepchnęła. Zrobiła to dokładnie w takim momencie, że ona i Django mogli zobaczyć, jak Ady z całej siły wali pięścią w twarz Aloesa.
- Spróbuj jeszcze raz do mnie podejść, ty padalcu !- wrzasnęła Ady na cały głos, a ja uśmiechnęłam się ,,I co ty na to Nicol ?''pomyślałam i zobaczyłam jak dziewczyna robi się cała czerwona na twarzy.
- Mówiłaś coś Nicol ? - Odezwał się Django i nie czekając na jej odpowiedź, poszedł w kierunku Adyson. ,,Chyba pora już na mnie…'' pomyślałam i ile sił w nogach pognałam do jedynego miejsca gdzie czułam się bezpieczna. Do mojego domu, kiedy biegłam, usłyszałam jeszcze za sobą
- Aaaaaaaaa !!!!! Zobaczysz ! Jeszcze Cię dopadnę !- wrzeszczała Nicol, miałam dziwne wrażenie ,że kierowała to do mnie…

Całemu temu zdarzeniu przyglądała się postać w czerni. Dokładnie ta sama, która wyłoniła się za mną z portalu.
- Bardzo dobrze Izabello… Wręcz wspaniale… Wszystko idzie zgodzie z planem.- powiedziała postać i ruszyła za mną…

Po dwudziestu minutach biegu, stałam przed swoim domem. (Tak, wiem co teraz powiecie:
,,Czyś ty oszalała ?!'' Ale ja wiedziałam co robię. Mojej mamy nie było w domu, bo również wyjechała, na jakiś kurs informatyczny czy coś…) Weszłam, więc przez wiecznie otwarte okno, prosto do swojego pokoju. Kiedy się już w nim znalazłam, stanęłam i rozejrzałam się (Jak miło było znowu wrócić do swojego różowego i przytulnego pokoju !)
Stałabym tak dłużej, ale przypomniałam sobie po co wybrałam się w tą podróż…
Wyjęłam medalion z kieszeni kurtki i cały czas go ściskając powiedziałam.
- Proszę zabierz mnie kolejne 4 lata w przeszłość, do tego dnia kiedy rozstałam się z Fineaszem… - po moich, słowach natychmiast otworzył się przede mną portal…
- Fineasz, idę do ciebie…- i weszłam w portal.

Gdy tymczasem postać w czerni deptała mi po piętach jak cień. Weszła do mojego pokoju, przez okno(które oczywiście zapomniałam zamknąć) Portal był już prawie zamknięty, dlatego postać w czerni, wyjęła laser i wycelowała prosto w portal
- Wybacz Iza, ale nie mogę ci na to pozwolić - powiedziała, a potem wystrzeliła. Dzięki temu portal otworzył się jeszcze bardziej tak ,że postać mogła do niego wejść i podążyć za mną…

Kiedy znowu otworzyłam oczy (Tym razem nie otwierałam ich podczas podróży, ani na chwilę) Zobaczyłam ,że stoję w tym samym miejscu co przedtem. To znaczy na ulicy w samym środku Danville. Rozglądnęłam się, wszystko wyglądało tak jak wcześniej.
Wyjęłam medalion z kieszeni i popatrzyłam na diament, tym razem widniał na nim napis.

Bardzo tego zawsze chciałaś,
Więc Cię tu przeniosłem zaraz,
Lecz uważaj moje dziecko,
By Cię nie spotkało piekło.

- By Cię nie spotkało piekło ?- ,,Niby czemu miałoby mnie spotkać piekło ? Moje życie, już jest piekłem ! Naprawdę mogłoby stać się coś gorszego ?!'' pomyślałam i w tej chwili zobaczyłam przed sobą 15-letnią dziewczynkę. Była ubrana w śliczną różową sukienkę, a włosy miała spięte różową kokardką. Wyglądała uroczo ! Wyglądała jak…
,,Zaraz… przecież to ja !'' pomyślałam i przeraziłam się. (Przecież nikt z przeszłości nie powinien mnie widzieć !) Dziewczynka… to znaczy ja… wyglądałam na przerażoną, ale również zafascynowaną… Milczałyśmy chwilę ,aż w końcu odezwałam się
- Wiem kim jesteś i wiem dokąd idziesz… - powiedziałam, bo nie chciałam jej wystraszyć.
Mała ja, nadal wpatrywała się we mnie, więc postanowiłam znowu się odezwać.
- Pamiętaj, bez względu na to co się stanie, musisz mu powiedzieć prawdę…- i w tej chwili przeszył mnie dreszcz, który rozszedł się po całym ciele. Coś było nie tak, ze zdziwieniem zobaczyłam ,że zaczynam znikać…
,,O nie ! Przecież muszę ją nakłonić aby powiedziała co do niego czuję !''
- Zaczekaj !- zawołała za mną mała ja, chciałam jej tyle powiedzieć ,ale nie mogłam wydobyć z siebie ani słowa
- Powiedz mu !- wrzasnęłam po raz ostatni, a potem otoczyło mnie światło i zniknęłam w portalu…

Dosłownie 2 sekundy po moim zniknięciu, portal otworzył się znowu, ale tym razem wyszła z niego, postać w czerni. Postać rozglądnęła się, po czym zobaczyła małą mnie i uśmiechnęła się z satysfakcją.
- Witaj Izabello, pójdziesz teraz ze mną…- odezwała się i ruszyła w kierunku małej mnie…

- CDN
28.03.2012 o godz. 20:51
link do piosenki: http://www.tekstowo.pl/piosenka,adele,rolling_in_the_deep.html

Rozdział V - Marzenie


Hmm… A więc, co ja mówiłam na początku tego opowiadania ? A tak… ,że mój najgorszy dzień, był 7 lat temu kiedy Fineasz zostawił mnie samą w parku. Jednak zmieniam zdanie, mój najgorszy dzień był wtedy gdy dowiedziałam się ,że Nicol jest żoną Fineasza, a na dodatek jest z nim w ciąży…
I tak oto stałam pod restauracją ,,Da Pietro'' i żegnałam się z Fineaszem który miał zaraz odejść…
- A więc… chyba pora się pożegnać.- powiedział Fineasz i podał mi dłoń, jednak zlekceważyłam jego gest i przytuliłam się do niego.
- Będę za tobą tęsknić – powiedziałam tuląc się do chłopaka. Po chwili odsunął się ode mnie i powiedział
- Izabello, nie powinniśmy się tak zachowywać publicznie. - ,,CO ?! To już nawet nie możemy się pożegnać ?!''
- Nie wiem o co ci chodzi, przecież przyjaciele mogą się przytulać. Prawda ?- powiedziałam i zatrzepotałam rzęsami. Zauważyłam ,że Fineasz się rumieni.
-Eeee… Tak, chyba tak. No właśnie, mam nadzieję, że mimo wszystko pozostaniemy przyjaciółmi ?
- Co masz na myśli ?- spytałam
- No wiesz… Bardzo bym chciał żeby było jak dawniej… Mogłabyś nas odwiedzać i byłoby mi miło gdybyś została chrzestną…- powiedział Fineasz i natychmiast dostał siarczysty policzek.
- Au… A to za co ?
- Jeszcze ci mało ?! Nie dość ,że dowiaduję się ,że twoją żoną jest Nicol, mój śmiertelny wróg i przez to nie będziemy razem, to jeszcze proponujesz mi, żebym była chrzestną waszego dziecka ?! – wrzasnęłam
- Przepraszam, chciałem po prostu nadal być twoim przyjacielem…- Tego już było za wiele ,,Przyjacielem ?! Po tym, jak mnie okłamał, proponuje mi przyjaźń ?!'' pomyślałam i odwróciłam się plecami do Fineasza, a potem ruszyłam przed siebie. Moja wściekłość była tak wielka, jakby ogień wypalał mnie od środka. I nagle wpadłam na pewien pomysł. W jednej chwili zatrzymałam się i odwróciłam w stronę chłopaka.
- A wiesz co ? Coś ci powiem.

There's a fire starting in my heart,
Reaching a fever pitch and it's bringing me out the dark,

- Izabello… Ja…- zaczął, jednak nie słuchałam go i śpiewałam dalej

Finally, I can see you crystal clear,
Go ahead and sell me out and a I'll lay your ship bare,
See how I'll leave with every piece of you,
Don't underestimate the things that I will do,

There's a fire starting in my heart,
Reaching a fever pitch and it's bringing me out the dark,

- Proszę daj mi wyjaśnić !!!- ,,A co tu wyjaśniać?!''

The scars of your love remind me of us,
They keep me thinking that we almost had it all,

- Jesteś niesprawiedliwa. Przecież wiesz ,że nie mam wyboru - ,,Doprawdy ?! A co ze mną ? To już się nie liczy co ja czuję ?!''

The scars of your love, they leave me breathless,
I can't help feeling,

We could have had it all,
Rolling in the deep,
You had my heart inside of your hand,
And you played it to the beat,

- Izabello, proszę porozmawiaj ze mną…

Baby, I have no story to be told,
But I've heard one on you and I'm gonna make your head burn,
Think of me in the depths of your despair,
Make a home down there as mine sure won't be shared,

Fineasz chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zabrakło mu słów.

The scars of your love, remind you of us.
They keep me thinking that we almost had it all
The scars of your love, they leave me breathless
I can't help feeling

We could have had it all
Rolling in the deep
You had my heart inside your hand
And you played it
To the beat

- Przepraszam, nie chciałem Cię okłamać. Naprawdę chciałbym ci to jakoś wynagrodzić…-
,,Już na to za późno Fineasz''

Throw your soul threw every open door
Count your blessings to find what you look for
Turn my sorrow into treasured gold
You pay me back in kind and reap just what you sow

Przerwałam na chwilę, a potem najgłośniej jak potrafiłam zaśpiewałam

We could have had it all
We could have had it all
We could have had it all
Rolling in the deep
You had my heart inside your hand
And you played it to the beat

We could have had it all
Rolling in the deep
You had my heart inside your hand

But you played it,
You played it,
You played it
You played it to the beat


Kiedy skończyłam piosenkę, popatrzyłam się na Fineasza i powiedziałam
- Żegnaj - a potem odwróciłam się i pobiegłam przed siebie…

Biegłam ile sił w nogach, kiedy nagle coś sobie przypomniałam ,,Adyson ! Przecież ona dalej pilnuje Justina !'' pomyślałam i wykręciłam numer, po kilku sygnałach usłyszałam
- Cześć Iza ! I jak tam twój Książe z bajki ?- spytała Ady
- Zostawił mnie i odjechał na białym koniu- odpowiedziałam, łykając łzy
- Co ? Ale nie rozumiem…
- Słuchaj Ady, dzwonie tylko żeby ci powiedzieć ,że już nie musisz zatrzymywać Justina.
- Ale Iza…
- To tyle, cześć
- Ma inną prawda ?-powiedziała Ady, milczałam, więc ciągnęła dalej
- Iza… przecież ty też masz kogoś. Dlaczego się przejmujesz jakąś flądrą ? Przecież jesteś Izabella Garcia-Shapiro ! Ty się nie poddajesz !
- Tak, ale ja nie jestem w ciąży !- wykrzyknęłam do słuchawki i na chwilę zapanowała grobowa cisza
- Och… Iza… przykro mi. Proszę, przyjedź do mnie to pogadamy
- Nie chcę o tym rozmawiać
- Iza…
- Jeszcze raz dziękuję ci za pomoc Ady. Cześć - i nie zważając na jej protesty rozłączyłam się.

Okazało się ,że stoję w samym środku parku. Przede mną stała ogromna fontanna. To dziwne ,ale nigdy nie byłam w tej części parku, a przychodziłam do niego niemal codziennie. Popatrzyłam na zegarek była 16.45.
- Ciekawe co zrobi Justin kiedy zobaczy ,że mnie nie ma- powiedziałam i uśmiechnęłam się, bo wyobraziłam sobie jak mój mąż biega po całym mieszkaniu i wrzeszczy na cały głos z wściekłości. Potem podeszłam do fontanny i usiadłam na jej brzegu.
- A więc to koniec… nic już nie mogę zrobić…- powiedziałam i zaczęłam płakać. Całe życie byłam twarda i nieugięta, a nagle przez ostatnie dwa dni nie robie nic innego tylko płaczę.
Ale co innego mi pozostało ? (Wiedziałam ,że to w niczym nie pomoże ,ale jak wy byście się czuli gdybyście spotkali kogoś, kogo dawno temu straciliście i odzyskalibyście tę osobę tylko po to żeby znowu ją stracić ?)
- Mogę się dosiąść ?- usłyszałam nad sobą głos i podniosłam głowę. Zobaczyłam przed sobą
Uśmiechniętego mężczyznę, miał niebieskie oczy, brązowe włosy i na oko około 50 lat. Milczałam, więc facet bez słowa usiadł obok mnie.
- Mamy dziś bardzo ładny dzień, prawda ?- zaczął rozmowę mężczyzna
- Tak, jest wspaniały jak cholera- odpowiedziałam, (a co innego miałam powiedzieć ? Przecież to był mój najgorszy dzień w życiu !)
- Widzę ,że panienka nie w humorze, co ?
- A w jakim pan by był gdyby, się dowiedział ,że pańska dziewczyna ma kogoś innego i jest z nim w ciąży ?!- spytałam i popatrzyłam wyzywająco na mężczyznę, ku mojemu zdziwieni dostrzegłam, że facet wciąż się uśmiecha.
- Pewnie też bym miał zły humor, ale ciebie ta sytuacja nie dotyczy.
- Co ma pan na myśli ?
- Nicol nie jest w ciąży z Fineaszem – odpowiedział cały czas się uśmiechając
- CO ?! Ale skąd pan to wie…
- Dziecko, musisz mi po prostu zaufać. Fineasz nie jest ojcem jej dziecka
- To wspaniała wiadomość ! Muszę mu to natychmiast powiedzieć !- wykrzyknęłam i już chciałam biec, kiedy poczułam ,że ktoś mnie trzyma.
- O co panu chodzi ? Niech mnie pan natychmiast puści !
- Poczekaj chwilę ! Naprawdę myślisz ,że Fineasz zostawi Nicol ? Biedną kobietę w ciąży, która nie ma pracy, mieszkania, a na dodatek jej ciąża jest zagrożona ?
- Ale to nie jego dziecko…- powiedziałam cichutko
- To nie ma znaczenia. Fineasz jest zbyt honorowy żeby zrobić coś takiego. Przecież go znasz, wiesz ,że zawsze przedkłada dobro innych nad swoje własne.- powiedział mężczyzna, a ja zrezygnowana usiadłam z powrotem na ławce i skryłam twarz w dłoniach.
- Co mam zrobić ?- spytałam, bardziej siebie niż mężczyznę
- Gdyby dało się tylko zmienić przeszłość… wtedy pewnie bylibyście razem… - odpowiedział mężczyzna i wstał z ławki.
- Co to znaczy ?-spytałam ,ale nikt mi nie odpowiedział, więc podniosłam głowę. Ze zdziwieniem stwierdziłam ,że mężczyzna zniknął, a na miejscu gdzie siedział leży złoty medalion…

Wstałam z ławki i zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu mężczyzny, ale on wyparował.
Postanowiłam wziąć medalion z ławki i przyglądnąć mu się bliżej. Był cały złoty, a na łańcuszku był zawieszony wielki czerwony diament. Nigdy wcześniej nie widziałam takiego medalionu. Patrzyłam na niego przez chwilę i nagle dostrzegłam na diamencie malutki napis.

Jeśli tylko fantazjujesz,
Swe marzenie spełnić chcesz,
Ten medalion ci pomoże,
I na pewno spełni je.

- Jak medalion może mi pomóc spełnić marzenie ? Przecież to bzdura !- powiedziałam, jednak mimo to zaczęłam się zastanawiać jakie jest moje największe marzenie. Ścisnęłam mocniej medalion i powiedziałam
- Chciałabym być z Fineaszem…- rozglądnęłam się, nic się nie stało. ,,No tak Izabella, zaczyna ci odbijać. Pewnie tamten mężczyzna, kazał wyryć na diamencie tę inskrypcję, dla swojej żony aby jej o nim przypominał, a ty wyobrażasz sobie nie wiadomo co'' pomyślałam.
- Przecież to niemożliwe, aby zwykły medalion, cofnął mnie w czasie o 7 lat, tak, abym mogła zmienić przyszłość…- i w tej chwili z diamentu wystrzelił złoty promień i trafił w drzewo stojące tuż przede mną. Drzewo wybuchło, a siła wybuch była tak wielka ,że poleciałam do tyłu i wpadłam prosto do fontanny. Kiedy wyszłam z wody, zamarłam…
Przede mną stał ogromny portal.
- To nie możliwe…- powiedziałam i oniemiała wpatrywałam się w portal. ,,A więc tamten mężczyzna, nie był pokręconym dziwakiem. Ten medalion naprawdę jest magiczny !'' pomyślałam i już miałam wejść do portalu, kiedy uświadomiłam sobie ,że portal może mnie przenieść gdzieś indziej niż bym chciała…
Stałam chwilę rozważając wszystkie za i przeciw, kiedy zauważyłam ,że przejście zaczyna się zamykać. W jednej chwili podjęłam decyzję…
- Wszystko jest lepsze, niż wymiar z żoną Fineasza- powiedziałam i wskoczyłam do portalu…

- Więc nasza mała Izabella wybiera się do przeszłości ? Świetnie ! Wszystko idzie zgodnie z planem… - odezwała się jedna z postaci, która obserwowała mnie ukryta w cieniu drzewa.
- Pamiętaj, masz nie do puścić do tego, aby jej misja się udała, rozumiesz ?!
- Tak jest - odpowiedziała druga postać i wskoczyła za mną do portalu…

- CDN
11.03.2012 o godz. 00:20
link do piosenki http://jusst4.wrzuta.pl/audio/7YNvq7YX4F0/ron_pope_-_a_drop_in_the_ocean

Rozdział IV – Dlaczego ?!


Obudziłam się. Był piękny słoneczny dzień (Jak zwykle w Californi) Zdezorientowana rozglądnęłam się po pokoju. I nagle dotarła do mnie straszna prawda.
- Nie ! Nie, tylko nie to… - Powiedziałam i zaczęłam płakać, a więc to był tylko sen… Nie spotkałam Fineasza, nie śpiewałam z nim piosenki. ,,A najgorsze jest to ,że mnie nie pocałował…'' pomyślałam i znowu wybuchłam płaczem.
- A obiecałeś ,że mnie nie zostawisz ! I zapewniałeś ,że jesteś prawdziwy !- krzyczałam cały czas płacząc. ,,Dlaczego ?! Dlaczego zawsze mnie coś takiego spotyka ?!'' Płakałam prawie godzinę, wspominając cały mój sen i raz po raz krzycząc na cały głos swoje protesty. W końcu uspokoiłam się (No prawie…)
- Dobra Iza. Weź się w garść ! Adyson ma racje, nie można żyć przeszłością…- powiedziałam i poszłam się umyć do łazienki. ,,Jedynym plusem jest to ,że nie pokłóciłam się z Ady naprawdę'' Pomyślałam ,ale w sercu wciąż czułam rozpacz. W końcu umyta i odświeżona wyszłam z łazienki i zobaczyłam na stoliku nocnym karteczkę od Justina. ,,Tylko tego mi brakowało…'' pomyślałam i zrezygnowana zaczęłam czytać.

Droga Izabello,
Piszę ten list, ponieważ jestem oburzony,
twoim wczorajszym zachowaniem

- Oburzony ? A co ja takiego wczoraj zrobiłam- powiedziałam i czytałam dalej

Po pierwsze kiedy wróciłem z pracy,
Obiad był nie gotowy,
Po drugie mieszkanie było nie posprzątane…

Wymieniał swoje żale Justin, było ich tak dużo ,że postanowiłam je opuścić i przeszłam do ostatniej części listu.

Ale najbardziej oburzyło mnie twoje zachowanie,
Po wczorajszym powrocie do domu…

,,Powrocie do domu ? To znaczy ,że ja gdzieś wczoraj byłam…

Otóż wróciłaś dopiero o czwartej w nocy !
To jeszcze bym (może) zrozumiał,
ale kiedy zapytałem się gdzie byłaś ty powiedziałaś tylko
- Fineasz…
I położyłaś się spać! Tak więc…

Kiedy to przeczytałam, pędem pobiegłam do mojej kurtki i zaczęłam przeszukiwać kieszenie. Po chwili znalazłam małą karteczkę, a na niej zapisany numer:

123765345 - Zadzwoń, Fineasz

- TAK !!!- krzyknęłam ile sił w płucach, ,,To znaczy ,że ja naprawdę spotkałam Fineasza ! To nie był sen !'' Ze szczęścia zaczęłam tańczyć po całym pokoju i wciąż krzyczałam na cały głos:
- TAK !!! TO NIE BYŁ SEN !!!
- Co tam się dzieje ! Macie być CICHO !!!- zaczęła krzyczeć sąsiadka ze swojego mieszkania, raz po raz uderzając miotłom w podłogę, a mój sufit.
-Przepraszam Pani Melison !!!- odkrzyknęłam cały czas skacząc z radości. Byłam tak szczęśliwa ,że zupełnie zapomniałam o karteczce Justina. Postanowiłam przeczytać ją do końca.

Tak więc, jestem zmuszony Cię ukarać.
Zamknąłem dom na wszystkie zamki i zabrałem twoje klucze.
Sam zrobiłem zakupy i zostawiłem je w kuchni.
Wrócę o 16.00 do tego czasu obiad ma być gotowy.

Z uszanowaniem twój mąż Justin

W jednej chwili cała radość mi przeszła.
- CO ?! Jak to zamknął dom i zabrał klucze !!!- ponownie spenetrowałam kieszenie kurtki, ale kluczy tam nie było. Zaglądnęłam też do mojej tajnej skrytki, ale i ona była pusta (Tak, taka sytuacja zdarzyła się nie pierwszy raz)
- Drań !!! A co jeśli bym była umówiona…
- NIE !!!- krzyknęłam po raz kolejny i popatrzyłam na zegar była godzina 12:00.
- Przecież ja się umówiłam z Fineaszem na 13:00 ! – jęknęłam zrozpaczona i nagle mnie oświeciło. ,,Przecież Adyson miała zapasową parę kluczy na takie sytuacje!'' Już byłam przy telefonie i wybierałam numer kiedy sobie przypomniałam ,że Ady jest na mnie śmiertelnie obrażona…
- Trudno, muszę spróbować…- powiedziałam i wybrałam numer, po kilku sygnałach usłyszałam:
- Cześć !
- Cześć Adyson ! Proszę musisz…
- Tu automatyczna sekretarka, po sygnale zostaw wiadomość- odezwał się automat i usłyszałam charakterystyczny sygnał.
- Ady ! Przecież wiem ,że tam jesteś ! Błagam pomóż mi, Justin zamknął mnie w mieszkaniu i zabrał klucze, a ja jestem umówiona z Fineaszem i…
- Fineaszem ?! O czym ty mówisz Iza !- usłyszałam głos przyjaciółki
- Później ci to wyjaśnię, obiecuje ! A teraz musisz mi pomóc…

Dwadzieścia minut później zgrzana Ady, wypuściła mnie z mojego więzienia.
- No ? A więc chyba masz mi coś do powiedzenia ?- powiedziała i popatrzyła się na mnie pytającym wzrokiem.
-Tak… No, bo widzisz, wczoraj po naszej kłótni, pobiegłam do parku. I usłyszałam jak jakiś chłopak śpiewa. Miał tak piękny głos ,że postanowiłam się do niego przyłączyć. A potem się okazało ,że to Fineasz.- powiedziałam i niepewnie spojrzałam na Ady. Jej twarz nie zdradzała żadnych uczuć…
- I mam uwierzyć ,że po 7 latach ot tak spacerujesz sobie po parku i spotykasz Fineasza ?
- Słuchaj, nie musisz mi wierzyć ,ale proszę…
- Wierzę ci.
- CO ?! Tak po prostu ?
- Tak, wierzę ci. Przecież znam Fineasza. Ktoś kto okrążył świat w jeden dzień, chyba nie miał by kłopotu ze znalezieniem Cię, prawda ?- powiedziała ,a ja z całej siły ją przytuliłam
- Dziękuję Ady, jesteś prawdziwą przyjaciółką- powiedziałam i odsunęłam się od niej
- Jest tylko jeden problem
- Tak ? A jaki ?-spytała Ady
- Jedno słowo, Justin

Po kolejnych 20 minutach stałam przed restauracją ,,Da Pietro'' gdzie umówiłam się z Fineaszem i żegnałam się z Adyson.
- Jesteś pewna ,że dasz sobie radę ?- spytałam przyjaciółkę, a ta przewróciła oczami
- Proszę Cię, Miałabym nie dać sobie rady z jajowatą głową ? Za kogo ty mnie masz ?
- Dobrze, tylko pamiętaj, zatrzymaj go przynajmniej do 18.00
- Nie ma sprawy. A ty lepiej już idź, twój Książe pewnie się już nie cierpliwi.- powiedziała i mrugnęła do mnie ,a potem odjechała. Odwróciłam się w stronę restauracji.
- To idę.- poleciłam sobie i weszłam do środka.

Ze zdziwieniem stwierdziłam ,że w środku jest zupełnie pusto, a do tego zupełnie ciemno.
Jedynym źródłem światła była mała lampka położona na stoliku przede mną. Ruszyłam w jej kierunku. Im bliżej byłam tym mocniej świeciła. ,, O co chodzi ?'' pomyślałam cały czas idąc w kierunku lampki.
- Witaj - Usłyszałam za sobą ,gdy już doszłam do lampki. Odwróciłam się i nagle w całym pomieszczeni zapaliły się lampy. Zobaczyłam przed sobą uśmiechniętego Fineasza.
- Jak ci się podoba restauracja ?- spytał, a ja rozglądnęłam się. Zobaczyłam ogromną salę, ściany były koloru ciemnego wina. Wszystkie okna były zasłonięte bordowymi zasłonami. Na środku tej Sali, stał mały stoliczek na którym stał wazon z mocno czerwonymi różami. Zapach kwiatów był tak intensywny ,że było go czuć w całym pomieszczeniu.
- Jest idealnie !- wykrzyknęłam i przytuliłam się do Fineasza. Potem usiedliśmy i zamówiliśmy potrawy.
- Kazałaś mi na siebie trochę poczekać. Już myślałem ,że nie przyjdziesz- zaczął rozmowę Fineasz
- A… No wiesz, miałam rano mały problem z… pralką. Zepsuła się, ale to nie ważne, lepiej powiedz co tam u ciebie. W końcu nie widzieliśmy się 7 lat.
- Naprawdę chcesz tego słuchać ? No dobrze a więc…- i Fineasz zaczął mi opowiadać o tym co robił w Wielkiej Brytanii. Jak się uczył, jak poznał nowych ludzi, opowiedział mi też historię o tym jak on i Ferb dostali nagrodę nobla, a Fretka jak zwykle chciała ich przyłapać i jak zwykle jej się to nie udało. Chłopak opowiadał tak godzinami ,a ja cały czas wpatrywałam się w jego oczy i nie mogłam uwierzyć ,że naprawdę tu jest, że naprawdę z nim rozmawiam.
- Tak, Wielka Brytania była wspaniała, ale miała poważny minus.
- Jaki ?- spytałam się go, właściwie prawie nie słuchając. Byłam za bardzo skupiona na jego oczach.
- Nie było tam Ciebie…- powiedział i chwycił mnie za ręce, a ja właśnie coś sobie przypomniałam
- Tęskniłeś za mną ?
- Oczywiście, dzień i noc…
- Ale to ty zerwałeś ze mną kontakt !- powiedziałam i zabrałam mu swoje dłonie.
- Nie prawda, to ty zerwałaś ze mną kontakt.
- Co ?! Jak to ja ?! Przecież to ty nie zostawiłeś mi adresu ani numeru telefonu !
- Zostawiłem ! A poza tym ani razu nie odpisałaś na moje listy- ,,Listy ? Jakie listy ?!''
- Nie zostawiłeś ! I nie dostałam ani jednego listu !- krzyczałam poważnie zdenerwowana, ,,Czy on sobie ze mnie kpi ?!''
- Niemożliwe ! Przecież kazałem przekazać ci adres…- i nagle umilkł, zaczął nad czymś intensywnie myśleć.
- Fineasz ? Coś się stało ?- spytałam, ale chłopak mnie nie słuchał
- Przecież to nie możliwe…- powiedział i popatrzył na zegarek
- Cholera ! Przepraszam Iza, ale muszę iść. - wstał włożył swoją kurtkę, podczas gdy ja oszołomiona wpatrywałam się w niego.
- Iść ? Ale dokąd ?
- Naprawdę przepraszam. Po prostu muszę już iść Nicol będzie…- i umilkł ,bo zdał sobie sprawę z tego co powiedział
- Nicol ? Kim jest dla ciebie Nicol ?!
- Izabello…
- Odpowiedz !
- Ona… jest moją żoną…- ta wiadomość uderzyła we mnie jak grom z jasnego nieba.
- Żoną ? Jak to żoną ?! To znaczy ,że mnie okłamałeś… Kłamałeś ,że mnie kochasz !
- Nie, Iza ja naprawdę Cię kocham- odpowiedział
- To znaczy ,że się z nią rozwiedziesz ?- spytałam z nadzieją w głosie
- Nie mogę.
- Jak to nie możesz ?! Niby czemu ?!
- Bo… Nicol jest w ciąży…- po tych słowach, rzuciłam się do ucieczki. Byłam już blisko drzwi kiedy poczułam ,że ktoś mnie trzyma za ramię.
- Puszczaj !
- Nie
- Puszczaj, ty ohydny kłamco ! Nienawidzę Cię !- powiedziałam i poczułam ,że Fineasz mnie puścił ,potem odwróciłam się w jego stronę.
- Słyszysz ?! Nienawidzę Cię ! Żałuję ,że Cię kiedykolwiek poznałam !- wykrzyczałam prosto w twarz Fineasza. Chłopak stał ze spuszczonym wzrokiem i wpatrywał się w podłogę. Odwróciłam się w stronę drzwi i już miałam wyjść kiedy usłyszałam…

A drop in the ocean,
A change in the weather,
I was praying that you and me might end up together.
It's like wishing for rain as I stand in the desert,
But I'm holding you closer than most,
'Cause you are my heaven.


Po tych słowach stanęłam I słuchałam dalej…

I don't wanna waste the weekend,
If you don't love me, pretend
A few more hours, then it's time to go.
As my train rolls down the East coast,
I wonder how you'll keep warm.
It's too late to cry, too broken to move on.

Still I can't let you be,
Most nights I hardly sleep.
Don't take what you don't need from me.

Gwałtownie odwróciłam się w stronę Fineasza, nie mogłam uwierzyć w to co słyszę…

It's just a drop in the ocean,
A change in the weather,
I was praying that you and me might end up together.
It's like wishing for rain as I stand in the desert,
But I'm holding you closer than most,
'Cause you are my heaven.


Tego już było za wiele. Pobiegłam w stronę chłopaka i przytuliłam się do niego z całych sił…

Misplaced trust and old friends,
Never counting regrets,
By the grace of God, I do not rest at all.
New England as the leaves change;
The last excuse that I'll claim,
I was a boy who loved a woman like a little girl.


Po tych słowach przyłączyłam się do Fineasza I śpiewaliśmy razem…

Still I can't let you be,
Most nights I hardly sleep,
Don't seek what you don't need from me.

It's just a drop in the ocean,
A change in the weather,
I was praying that you and me might end up together.
It's like wishing for rain as I stand in the desert,
But I'm holding you closer than most,
'Cause you are my

Heaven doesn't seem far away anymore right now.
Heaven doesn't seem far away.
Heaven doesn't seem far away anymore right now.
Heaven doesn't seem far away.

A drop in the ocean,
A change in the weather,
I was praying that you and me might end up together.
It's like wishing for rain as I stand in the desert,
But I'm holding you closer than most,
'Cause you are my heaven.
You are my heaven

Zakończyliśmy piosenkę, a ja cały czas ściskałam Fineasza, bojąc się chwili kiedy będę musiała go puścić…

- CDN
24.02.2012 o godz. 19:38
Rozdział III - Spotkanie.


- Fineasz…- to były jedyne słowa jakie byłam w stanie wypowiedzieć kiedy zobaczyłam kto przede mną stoi.
- Izabello… To naprawdę ty ?- spytał się mnie kiedy otworzył oczy (podczas piosenki obydwoje mieliśmy je zamknięte) W odpowiedzi tylko pokiwałam głową, ponieważ wciąż nie potrafiłam wydobyć z siebie głosu. Kiedy Fineasz to usłyszał, wziął mnie na ręce i zaczął kręcić się ze mną w kółko, cały czas mocno mnie do siebie przytulając. Po chwili postawił mnie na ziemi i powiedział:
- Izabello ! Nie mogę uwierzyć ,że cię spotkałem ! Nawet nie wiesz jak się cieszę ! Ja…
Tęskniłem za tobą…- kiedy to usłyszałam moje serce zabiło mocniej ,, Hura ! On naprawdę za mną tęsknił !''pomyślałam i od razu zdałam sobie sprawę ,że coś jest nie tak…
- Och Izabello… Tak się cieszę ! Przeprowadziłem się tu miesiąc temu i kiedy się dowiedziałem ,że tu mieszkasz zacząłem cię szukać ,ale tak wiele razy zmieniałaś adres zamieszkania…- mówił swój monolog Fineasz ,ale go nie słuchałam, byłam zajęta swoimi rozmyślaniami. ,,Jak to tęsknił ? Przecież to on zerwał ze mną kontakt !''pomyślałam ,,To wszystko jest takie nierealne. Spaceruje sobie po parku i nagle spotykam Fineasza który gdzieś przepadł siedem lat temu ! Zupełnie jakbym to sobie…''
- O nie…-powiedziałam na głos, a chłopak przerwał swoje opowiadanie.
- Coś się stało Izabello ?- spytał zaniepokojony, ale nie zwróciłam na to uwagi. W oczach zaczęły mi się zbierać łzy i w końcu wybuchłam płaczem.
- Izabello ! Co się stało ? Proszę, Nie płacz… O Boże ! Co ja zrobiłem… Izabello przepraszam… nie chciałem Cię urazić…. Proszę nie płacz… - uspokajał mnie Fineasz, ale ja nadal nie mogłam opanować łez.
- Wiedziałam… wiedziałam ,że w końcu coś takiego się stanie… – powiedziałam, a chłopak popatrzył na mnie zdziwiony.
- Nie rozumiem… Co takiego się stało ?- spytał Fineasz, a ja nadal płacząc odpowiedziałam:
- Nie rozumiesz ?
- Niestety nie… proszę… powiedz mi, dlaczego płaczesz ?
- Bo…- zaczęłam się jąkać
- Bo….
- Spokojnie Izabello… Nie denerwuj się… Jesteś bezpieczna- powiedział i wtedy znowu pękłam…
-Bo jesteś moim wymysłem !- powiedziałam i ponownie wybuchłam płaczem. Po chwili usłyszałam ,że chłopak się śmieje.
- Z czego się śmiejesz ?!- warknęłam, nie dość ,że nie jest prawdziwy to jeszcze się ze mnie śmieje ! Fineasz przestał się śmiać i odpowiedział:
- Z ciebie.
- Co ? Jak to ze mnie ?!- spytałam, a Fineasz uśmiechając się powiedział
- Izabello… ja jestem prawdziwy. Przecież mnie widzisz.
- To żaden dowód ! Wiele razy już tak miałam ! Wydawało mi się ,że cię widzę , a potem się okazywało ,że to nie ty.
- No dobrze… ,ale możesz mnie dotknąć - na dowód swoich słów chwycił mnie za rękę, ale mu ją wyrwałam.
- To też nie dowód. W śnie też mogłabym Cię dotknąć.-odpowiedziałam, a Fineasz zrobił zrezygnowaną minę.
- A co w takim razie bym zrobił, gdybym był prawdziwy ?- spytał i skrzyżował ręce na ramionach. Po chwili namysłu odpowiedziałam
- Nic… gdybyś był prawdziwy, to by Cię tu nie było…- po moich słowach Fineasz podszedł do mnie i mnie przytulił.
- Jestem tu Izabello… I obiecuję ,że Cię nie zostawię…- powiedział, a mnie przypomniał się dzień kiedy się poznaliśmy…

(Danville 18 lat temu)

Byliśmy wtedy dziećmi, mieliśmy jakieś 4 lata. Razem z mamą dopiero co wprowadziłam się do Danville, po tym jak tato nas zostawił dla swojej nowej rodziny. Byłam smutna i przygnębiona tym wydarzeniem, poza tym mama dużo pracowała, a ja na całe dnie zostawałam zupełnie sama… Podczas jednego z takich dni wybrałam się na spacer po okolicy dla zabicia czasu i nudy. Kiedy wracałam ze spaceru zobaczyłam ,że na podwórku sąsiadów stoi ogromna budowla. Był to ogromny plac zabaw… Stałam oszołomiona, przecież tego nie było kiedy szłam na spacer ! Weszłam do ogródka przez drzwiczki ogrodowe i zobaczyłam dwóch chłopców ze śrubokrętami i spawarkami w dłoniach. Byli w moim wieku, jeden miał włosy czerwone jak ogień, a drugi zielone jak dopiero co wyrośnięte listki na drzewach.
- Co robicie ?- spytałam ich i wtedy czerwono włosy odwrócił się w moją stronę. Miał oczy koloru ciemnego granatu. Było w nich widać ogromną radość i entuzjazm, tak jakby zobaczył dawnego przyjaciela.
- Cześć, Ty pewnie jesteś Izabella ,nowa sąsiadka ?- w odpowiedzi pokiwałam głową
- Świetnie ! Ja jestem Fineasz a to mój brat Ferb - przedstawił się, i wtedy zobaczyłam jego brata. Miał oczy identyczne jak czerwono włosy tylko ciemniejsze, a na jego ustach gościł zagadkowy uśmiech.
- A co do twojego pytania, budujemy ogromny plac zabaw dla wszystkich dzieci z Danville, Chcesz się przyłączyć ? - spytał
- Chętnie !- powiedziałam i cały dzień świetnie się bawiłam z Fineaszem i Ferbem. Oprócz nich poznałam Bufora, Baljeeta, Django i cały zastęp ogników, do których później dołączyłam. Poznałam też ich przywódczynie, złośliwą blondynkę o imieniu Nicol… (ale to już zupełnie inna historia)
Po całym dniu, budowla moich nowych przyjaciół nagle zniknęła, ale oni się tym nie przejęli.
W końcu wszyscy poszli do domu. Zostałam tylko ja Fineasz i Ferb.
- No cóż… To ja już chyba pójdę…- powiedziałam smętnie, przez cały dzień byli dla mnie mili ,ale w końcu mój tato też mówił ,że mnie kocha…
Kiedy byłam przy furtce Fineasz zawołał
- Tylko nie zapomnij przyjść jutro !- gwałtownie się odwróciłam.
- Po co ?
- Jak to, po co ? Aby zbudować kolejną budowlę ! - powiedział ,a jego brat pokiwał głową
- To znaczy… naprawdę chcecie żebym przyszła ?
- Pewnie ! – powiedział, a ja zaczęłam płakać
- Co się stało ? – spytał chłopak zaniepokojony
- Nie… To nic. Po prostu… wielu ludzi już mnie zawiodło kiedy ich potrzebowałam, a potem opuściło mnie… Jedną z nich był mój tato. – odpowiedziałam i ponownie zaczęłam płakać. Nagle poczułam ,że ktoś mnie przytula.
-Nie martw się. Ja i Ferb wiemy co czujesz, ale jestem tu Iza i obiecuje ,że Cię nie zostawię…

Po tym wydarzeniu zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi na świecie. A ta przyjaźń zamieniła się w miłość… przynajmniej z mojej strony. Popatrzyłam w oczy 22 letniego Fineasza, były takie same jak oczy tego chłopca o czerwonych jak płomień włosach, którego poznałam jako czterolatka. Przytuliłam się do niego mocniej.
- Już mi to kiedyś obiecywałeś… a potem zostawiłeś zupełnie samą w parku… 7 lat temu- powiedziałam i zobaczyłam rodzący się w oczach chłopaka ból.
- Nigdy sobie tego nie wybaczę… Złamałem obietnicę i straciłem Cię… - odpowiedział ani na chwilę nie wypuszczając mnie z objęć.
- No cóż… skoro nie jesteś prawdziwy to nie musisz się martwić… - powiedziałam, a Fineasz wbrew mojej woli odsunął mnie od siebie i popatrzył głęboko w oczy.
- Iza, Ja jestem prawdziwy ! Co mam zrobić abyś mi uwierzyła ? - spytał
- Przykro mi, ale nie mam dla ciebie dobrych wiadomości. Dziś zachowałeś się przynajmniej cztery razy jak nie ty, tylko mój wymysł. Więc… raczej mnie nie przekonasz… - powiedziałam, a Fineasz niespodziewanie się uśmiechnął i zapaliły mu się iskierki w oczach.
- Jesteś pewna ,że Cię nie przekonam ?- spytał cały czas się uśmiechając
- Tak - odpowiedziałam
- Na sto procent ?
- Tak
- Ale jesteś pewna ?
- Tak ! O co ci…- nie dokończyłam, bo Fineasz ujął moją twarz w dłonie i pocałował w usta…

-CDN
20.02.2012 o godz. 18:58
link do piosenki http://www.youtube.com/watch?v=RiwKZUYMvaE


Rozdział II – Nieoczekiwany zwrot akcji


I tak właśnie wyglądał mój najgorszy dzień w życiu. Po tym wydarzeniu, 22 lipca stał się dla mnie takim dniem jak dla innych piątek 13. Zawsze w ten akurat dzień przytrafiało mi się jakieś nieszczęście, a jednym z tych nieszczęść było… [Trzask]
Z rozmyślań obudził mnie dźwięk zamykanych drzwi.
- Cześć kochanie ! Już jestem ! – to był Justin. To właśnie jego miałam na myśli mówiąc o nieszczęściach. W tej chwili wszedł do pokoju… A tak, zapomniałabym. Przecież wy nie wiecie kim on jest. A więc, Justin jest to wysoki i niebieskooki brunet. Ma okropny charakter, wydaje mu się ,że jest panem świata i wszystko mu wolno. Jest to też… mój mąż… Tak wiem, dopiero co mówiłam ,że to jeden z moich kłopotów i jaki to on jest okropny, a nagle oświadczam ,że to mój mąż. Od razu mówię, nie jestem hipokrytką ! To znaczy, tak myślę… Nieważne… więc, czemu za niego wyszłam ? To przez jego oczy… są identyczne jak u Fineasza… są duże, okrągłe i ciemnogranatowe, a w ich wnętrzu, czai się wieczny optymizm. Gdy poznałam Justina i zobaczyłam jego oczy, wiedziałam już ,że nie mogę bez nich żyć… chciałam mieć choć cząstkę mojego Fineasza. Po to, aby nigdy o nim nie zapomnieć…
- Hallo ? Izabello ! Usnęłaś czy co ? Nie widzisz ,że twój mąż wrócił i czeka aż się nim zajmiesz ? Gdzie obiad ? I dlaczego jesteś jeszcze nie ubrana, a mieszkanie
nie posprzątane ?!- spytał Justin jak zwykle niezadowolony.
- Witaj kochanie, Jak tam w pracy ? – odezwałam się moim nowym powiedzonkiem, aby go uspokoić.
- W pracy ? A w porządku, właśnie podpisałem nową korzystną umowę. Zarobimy na niej krocie ! Zaraz… nie zmieniaj tematu !
- Ja ? Ja nie zmieniam tematu, po prostu chcę wiedzieć co się dzieje w życiu mojego męża- odpowiedziałam i zrobiłam minę niewiniątka. Zawsze działała, wystarczyło zrobić słodkie oczy i uśmiechać się delikatnie. Kiedy tak patrzyłam na Justina, wyobrażałam sobie ,że to Fineasz…
- Och już dobrze… ale i tak jestem zły. Na tobie nie można polegać ! Skoro nie ma obiadu, to zjem na mieście SAM !- powiedział i wychodząc trzasnął drzwiami. No cóż… zazwyczaj moja mina działała lepiej… Oj tam, przejdzie mu, a skoro wyszedł to mam cały dzień dla siebie ! Popatrzyłam na zegarek było wpół do czwartej… ,aż tak późno ?! Ech… nie ważne, chwyciłam telefon i wykręciłam numer, po chwili odebrała moja przyjaciółka
- Cześć Adyson. Co dziś robisz ?

O godzinie szóstej wieczorem stawiłam się pod klubem ,,The light'' gdzie umówiłam się z Ady. Zobaczyłam ,że przyjaciółka już na mnie czeka.
- No nareszcie ! Myślałam już ,że nie przyjdziesz.
- Czemu miałabym nie przyjść ?- spytałam Ady, a ta popatrzyła się na mnie wymownie
- Jedno słowo: Jajowata głowa - takim określeniem moja przyjaciółka nazywała Justina, od czasu kiedy użądliła go osa. Justin ma uczulenie, więc cały spuchł, a jego głowa przypominała wielkie jajo.
- Nie nazywaj go tak. To w końcu mój mąż.- powiedziałam a Ady przewróciła oczami
- No dobrze, a teraz idziemy !- krzyknęła radośnie Adyson i pociągnęła mnie za ramie do klubu. Kiedy weszłyśmy zrozumiałam czemu klub nazywa się ,,The light'' Lampy stały dosłownie wszędzie ! Na ścianach na suficie na podłodze… WSZĘDZIE ! Dobrze ,że Ady mnie prowadziła ,bo kompletnie nic nie widziałam. Kiedy odzyskałam wzrok zobaczyłam ,że stoimy na ogromnym parkiecie, a moja przyjaciółka wiruje w tańcu z jakimś chłopakiem. Zrobiło mi się głupio, wszyscy wokół mnie tańczyli, a ja stałam na środku jak słup soli…
- Może zatańczymy ? – usłyszałam pytanie i odwróciłam się, przede mną stał szczupły blondyn i uśmiechał się. Ten uśmiech… był jak u…
- Zatańczymy ?- powtórzył pytanie chłopak
- Pewnie ! – zgodziłam się i już po chwili razem z chłopakiem wirowałam po parkiecie w jakimś szalonym nie zidentyfikowanym tańcu. Nie mam pojęcia ile tak tańczyliśmy, ale po pewnym czasie zachciało mi się pić.
- Chyba muszę znaleźć moją przyjaciółkę – odpowiedziałam i zaczęłam się rozglądać za Ady.
- Spoko- odpowiedział mi chłopak
- A może się kiedyś umówimy ? – spytał mnie, a ja zdziwiona popatrzyłam na niego
- Wybacz, ale mam już męża- odpowiedziałam i na dowód pokazałam obrączkę na palcu
- Och… szkoda… To cześć.- powiedział chłopak i odszedł zawiedziony, ale nie miałam czasu się nim przejmować, bo wypatrzyłam w tłumie Ady. Siedziała przy barze i flirtowała z barmanem (Adyson uwielbiała poznawać nowych chłopaków) Natychmiast ruszyłam w jej kierunku.
- Cześć Iza ! I jak tam ?- spytała się mnie, kiedy mnie zauważyła
- A co ma być ?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie
- No… ten blondyn… chyba się mu spodobałaś - powiedziała, a ja w odpowiedzi pokazałam jej obrączkę.
- No nie ! Ty do klubu przychodzisz z obrączką na palcu ?!
- Tak, dlaczego nie ? - w odpowiedzi przewróciła oczami
- Bo w ten sposób nie poderwiesz żadnego faceta !
- A czemu miałabym kogoś podrywać ?
- Żeby uwolnić się od jajowatej głowy ! - krzyknęła Ady
- Co ? A czemu mam się od niego uwalniać ?
- Jak to czemu ?! Terroryzuje cię ! Nie pozwala nigdzie wychodzić bez pozwolenia !
I traktuje cię jak służącą ! - krzyczała zdenerwowana Adyson.
- Nie przesadzaj…- zaczęłam, ale mi przerwała
- Co, nie przesadzaj ?! Ja nie przesadzam ! Przyznaj, wasze małżeństwo to iluzja !
- Nie prawda !- zaprzeczyłam, ale Ady nie ustępowała
- Prawda ! Przyznaj, nie macie nic wspólnego ! Tak właściwie to dlaczego za
niego wyszłaś ?
- Bo…- zaczęłam się jąkać
- No ? Czekam ?!
- Bo…
- Odpowiadaj !-
- Bo ma oczy jak Fineasz ! – krzyknęłam w odpowiedzi, a Ady zrobiła zdziwioną mińę
- Co ? - spytała zdezorientowana
- Chciałaś wiedzieć, zadowolona ?!
-No nie… ty żyjesz przeszłością. Dziewczyno… Obudź się ! Fineasza tu nie ma ! Wyjechał lata temu i nie zostawił po sobie nawet adresu ! Przez siedem lat nie wysłał nawet pocztówki z wakacji ! Co chcesz sobie udowodnić ? Że potrafisz być mu wierna nawet kiedy go tu nie ma ?! – krzyczała zdenerwowana Ady, a ja jak trusia siedziałam i słuchałam jej. Nie mogłam nic zrobić…
- Nie mogę w to uwierzyć… Ty oszalałaś ! Przecież nawet nie wiesz czy on cię kiedykolwiek kochał !- krzyknęła Adyson i wtedy coś we mnie pękło…
- A ty to taka święta jesteś ? Niby czemu podrywasz każdego faceta jakiego spotkasz ?Wiesz dlaczego ? To ci powiem ! Bo Django dał ci kosza i zwiał zanim doszło do ślubu !- wykrzyczałam i wtedy zrozumiałam ,że popełniłam błąd. Ady zrobiła się cała czerwona, a potem złapała kurtkę i wybiegła z klubu.

Wybiegłam za nią. Stała na parkingu dla taksówek i płakała. Podeszłam do niej.
- Ady przepraszam ja… - zaczęłam ,ale mi przerwała
- Nie musisz, masz rację.
- Ady…
- Ale wiesz czym się różnimy ? Że ja pogodziłam się z przeszłością, a ty nie… I wiesz co ?
Mam nadzieję ,że ty i twój wyimaginowany Fineasz będziecie szczęśliwi. Kiedy się już obudzisz to zadzwoń do mnie. Wtedy pogadamy, może…- powiedziała i wsiadła do taksówki, po czym odjechała. Patrzyłam za nią, a potem wybuchłam płaczem i pobiegłam przed siebie byle dalej z tąd…

Biegłam przed siebie nawet nie patrząc dokąd biegnę. Po pewnym czasie postanowiłam się zatrzymać, kiedy to zrobiłam rozejrzałam się i zauważyłam ,że jestem w parku.
Dobrze znam ten park, jest ogromny i ma kształt prostokąta, podzielony jest na kilka ,,sekcji'' tak ,że może w nim być wiele osób, a park każdej z nich będzie wydawał się pusty.
Postanowiłam usiąść na jednej z ławek. Kiedy już usiadłam zaczęłam rozmyślać o mojej rozmowie z Adyson i musiałam przyznać ,że miała rację. Po tym jak 7 lat temu Fineasz zostawił mnie samą w parku ,nie dał ani jednego znaku ,że żyje. Czekałam na choć jeden list tygodniami, które przemieniły się w miesiące, a te w lata. Próbowałam do niego zadzwonić, ale zmienił numer telefonu, podobnie jak Ferb. ,,Dlaczego Fineasz ? Dlaczego się nie odzywasz ?! Dlaczego nie dajesz znaku życia ?! Przecież ja cię kocham…'' pomyślałam i zaczęłam płakać. Minęło tyle lat ,a ja wciąż go kocham i nie potrafię o nim zapomnieć…
,,Błagam… Błagam Fineasz. Odezwij się ! Proszę !...''

Hello, hello
Anybody out there
cause I don't hear a sound

Kiedy to usłyszałam zerwałam się na równe nogi i rozejrzałam dookoła, ale obok mnie nikogo nie było.

alone, alone
I don't really know where the world is
but I miss it now

To jakiś chłopak śpiewał piosenkę w innej części parku. Miał czysty piękny głos, był on tak piękny ,że postanowiłam zamknąć oczy, aby nic mnie nie rozpraszało i słuchać jego śpiewu

I'm out on the edge and
I'm screaming my name like a fool at the top of my lungs
Sometimes when I close my eyes
I pretend I'm all right but it's never enough.
Cause my echo, echo is the only voice coming back.
Shadow, shadow is the only friend that I have.


Dobrze znałam tę piosenkę, była piękna. Czekałam chwilę ,ale chłopak nie odezwał się, więc postanowiłam się przyłączyć.

Listen, listen
I will take a whisper if
that's all You had to give
but it isn't, isn't you
could come and save me .
And try to chase the crazy right out of my head.
(Kiedy śpiewałam zaczęłam iść w stronę głosu nieznajomego)


I'm out on the edge and
I'm screaming my name like a fool at the top of my lungs
Sometimes when I close my eyes
I pretend I'm all right but it's never enough.
Cause my echo, echo is the only voice coming back.

.(Zaśpiewał chłopak, a ja zawtórowałam mu.)
Shadow, shadow is the only friend that I have

(Potem zaśpiewaliśmy razem)

I don't wanna be down and I Just wanna feel alive and
get to see your face again
I don't wanna be down and I Just wanna feel alive and
get to see your face again
Once again

(Nie znajomy)
just my echo , my shadow, you're my only friend that I have

(Razem)

I'm out on the edge and
I'm screaming my name like a fool at the top of my lungs
Sometimes when I close my eyes
I pretend I'm all right but it's never enough.
(byliśmy jużblisko i złapaliśmy się za ręce)

(Nieznajomy)

Cause my echo, echo
Oh, my shadow, shadow

(Ja)

Hello, hello
anybody out there..

Tymi słowami zakończyłam piosenkę I otworzyłam oczy…

-CDN
16.02.2012 o godz. 20:25
Rozdział I – Wspomnienia


W Californi nastał piękny słoneczny dzień. Wielu ludzi wybrało się dziś na spacer dla relaksu, rozkoszując się tą piękną pogodą. Jednak była pewna osoba, która została dziś w domu. Osoba dla której ten dzień wcale nie był piękny. Co więcej, po tym dniu spodziewała się wszystkiego najgorszego. Tą osobą byłam ja. W sumie, powinnam się przedstawić, a więc… Cześć, jestem Izabella Garcia-Shapiro, mam 22 lata i opowiem wam o mojej wielkiej przygodzie, która zaczęła się dość niewinnie. A więc, był to jeden z tych zwyczajnych dni, gdy człowiek po prostu wstaje, idzie do pracy, wraca, je obiad i idzie spać. I właśnie tak zaczęłam ten dzień. Wstałam, ubrałam się i już miałam iść do łazienki się umyć, gdy mój wzrok padł na kalendarz. Był 22 lipca, zszokowana usiadłam na łóżku. Dlaczego ? Ponieważ
był to mój najgorszy dzień, dzień kiedy zawsze przydarzały mi się jakieś katastrofy. A pierwsza z nich wydarzyła się 7 lat temu…

(22 lipca 7 lat temu)

Był piękny słoneczny dzień (tak co roku 22 lipca właśnie taka była pogoda) Trwały wakacje, dlatego postanowiłam jak co dzień wybrać się do Fineasza i Ferba by zobaczyć co dziś mają w planach (właściwie to interesowało mnie to co Fineasz ma w planach) Tak czy siak, wędrowałam przez przedmieścia kierując się do domu mojego ukocha… to znaczy najlepszego przyjaciela, a w głowie wciąż szumiała mi tylko jedną myśl. ,,To dziś, dziś powiem Fineaszowi co do niego czuję !!!'' W końcu moim oczom ukazał się mały śliczny domek, cel mojej podróży. Mimo ,że kiedy tu szłam byłam zdecydowana, wyznać swoje uczucia to teraz naszły mnie wątpliwości. ,,A co jeśli mnie wyśmieje ?", ,,Albo powie ,że nic z tego ?". Rozmyślałam, stając przed drzwiami, jednak w końcu wzięłam głęboki wdech i zapukałam w drzwi. Otworzyła mi mama Fineasza.
- Dzień dobry, czy zastałam Fineasza ?- spytałam
- Witaj kochanie, niestety go niema. Pojechał dziś do miasta. Chyba umówił się z kolegami, będzie wieczorem, coś mu przekazać ?- spytała Linda
- Hm… Nie, nie trzeba. To dowidzenia.
- Do widzenia – pożegnała się Linda i wróciła do domu, a ja zawiedziona również poszłam do domu.
Wieczorem zadzwonił telefon. Odebrała moja mama. Po krótkiej wymianie zdań, zawołała mnie.
- Izabello ! Fineasz dzwoni do ciebie !- kiedy to usłyszałam, ruszyłam biegiem w kierunku telefonu i o mały włos, a połamałabym sobie na schodach wszystkie kości. W końcu dobiegłam do słuchawki.
- Cześć !- krzyknęłam na powitanie
- Cześć Izabella. Mama mówiła ,że byłaś dzisiaj u nas. Coś się stało ?- odezwał się chłopak, a na dźwięk jego głosu, ugięły się pode mną kolana.
- Co ? A, nie to nic takiego. Chciałam po prostu pogadać, wiesz…
- Acha… A mogłabyś się ze mną teraz spotkać ?
- Tak ! to znaczy… pewnie, a gdzie ?
-W parku za 10 minut, Ok. ?
- Dobrze, do zobaczenia – pożegnałam się i nawet nie przebierając butów popędziłam do parku.

Kiedy dotarłam, na miejsce zobaczyłam ,że Fineasz już na mnie czeka. Poprawiłam włosy, wygładziłam sukienkę i ruszyłam w jego kierunku. Kiedy mnie zobaczył, uśmiechnął się, ale jego oczy pozostały smutne. Coś było nie tak.
- Cześć Fineasz. Co dziś robisz ? – zaczęłam rozmowę, swoim zwyczajowym powiedzonkiem.
- Cześć Izabella. Widzisz… rozmyślam nad tym, co chcę ci powiedzieć - odezwał się, a moje serce zabiło szybciej.
- Chciałem ci to powiedzieć wcześniej, ale nie miałem dość odwagi…- kontynuował, a ja czułam ,że serce wali mi jak młot. ,,Czy to sen ? Jeśli tak to, nie chcę się budzić !"
- Bałem się ,że jeśli powiem to wcześniej, to tego nie zrozumiesz i będziesz smutna…-
,, No dalej ! Powiedz to ! Proszę !" myślałam podekscytowana.
- Izabello ?
- Tak Fineasz ?
- Ja… wyjeżdżam.
- Co ?!- krzyknęłam i poczułam ,że krew odpływa mi z twarzy.
- Niestety tak. Przeprowadzam się z rodziną do Wielkiej Brytanii – powiedział smutno, a ja poczułam w sercu wielki ból. Byłabym się od tego bólu przewróciła i zemdlała, ale nie chciałam go tracić z oczu nawet na sekundę.
- Nie ! Nie możesz ! Proszę !- Błagałam go, a łzy spływały mi po twarzy.
- Przykro mi. Ja też nie chcę wyjeżdżać, ale to już postanowione. Tato dostał nową pracę. Czekają na niego.
- Kiedy ? Kiedy wyjeżdżacie ?- spytałam, drżąc na całym ciele, bo znałam już odpowiedź.
- Za godzinę. Dlatego chciałem się teraz spotkać. - przerwał na chwilę, wziął głębszy wdech i powiedział.
-Wybacz mi Izabello. Chciałem ci powiedzieć wcześniej, ale nie mogłem… nie miałem serca ranić cię na kilka tygodni przed moim wyjazdem. No cóż… pora się pożegnać, przeżyliśmy wiele pięknych chwil, prawda ?- powiedział i nagle mnie przytulił. Tuliliśmy się do siebie przez chwilę, po czym puścił mnie i powiedział.
-A teraz… muszę już iść- powiedział i odwrócił się.
- Poczekaj !- Krzyknęłam za nim i chwyciłam go za rękę ,,Teraz albo nigdy" pomyślałam i już chciałam się odezwać, ale wtedy spojrzałam mu w oczy. ,,Nie, nie mogę mu tego zrobić. Wtedy jeszcze trudniej będzie nam się rozstać" pomyślałam i wybuchłam płaczem.
- Błagam ! Nie odchodź ! - ale Fineasz odsunął mnie delikatnie i odszedł, by nigdy nie wrócić.
Po chwili zostałam zupełnie sama. Nie miałam sił by dalej stać ,więc upadłam na kolana i ponownie zaczęłam płakać. Bez Fineasza mój świat przestał istnieć, poczułam się tak jakby życie straciło sens…

- CDN
11.02.2012 o godz. 23:37
Prolog

Od początku ten dzień był jakiś inny niż poprzednie. Od samego rana czułam ,że coś się zmieniło.
Z pozoru wszystko wyglądało tak jak co dzień. Słońce mocno świeciło, niebo było bez jednej chmurki, a ptaki słodko śpiewały wokoło, obwieszczając nadejście kolejnego dnia. Tak jak co dzień spacerowałam wzdłuż drogi i powoli zbliżałam się do celu mojej podróży. Był to dla mnie bardzo ważny dzień. Najważniejszy w moim życiu, ponieważ dziś…
i nagle w tej chwili oślepił mnie jasny błysk, światło było tak silne ,że nie mogłam otworzyć oczu przez jakieś 2 minuty. Gdy w końcu odzyskałam wzrok, doznałam szoku…
Przede mną stał ogromny portal… Po chwili z portalu wyłoniła się najpiękniejsza kobieta jaką w życiu widziałam. Kobieta rozglądnęła się, a potem zwróciła na mnie swoje duże piękne oczy. Wpatrywała się we mnie przez chwilę jakby coś analizując i przemówiła do mnie.
- Wiem kim jesteś i wiem dokąd idziesz…- Powiedziała, a ja oniemiała stałam i wpatrywałam się w nią.
-Pamiętaj, bez względu na wszystko, musisz mu powiedzieć…- Odezwała się ponownie i zaczęła znikać.
- Zaczekaj ! Co powiedzieć ?! - zawołałam za nią lecz ona już była ledwie widoczna.
- Powiedz mu ! – krzyknęła po raz ostatni i zniknęła…
08.02.2012 o godz. 21:36
Przedstawiam ostatnie rozdziały mojego opowiadania. Mam nadzieję ,że i tym razem was nie zawiodłam i wam się spodobają. Już niedługo dodam pierwszy rozdział mojego najnowszego opowiadania. A teraz możecie się dowiedzieć jak zakończyła się historia Izabelli i Fineasza.
Enjoy :)



17 czerwca 2011 (noc)

Ferb wrócił o godzinie 18.30. Fineasz czekał na niego z niecierpliwością bo chciał z nim porozmawiać o Izabelli. Już miał biec go szukać kiedy brat stanął w drzwiach, był lekko zaróżowiony a na policzkach miał ślady szminki. Na ten widok Fineasz zagotował się z wściekłości, bo wyobraził sobie jak Izabella i Ferb siedzą u niej w pokoju przytuleni, i całują się ,ale zaraz się opanował. ,,To nie moja sprawa’’- pomyślał ,,Uspokój się to twój brat, a ona jest twoją najlepszą przyjaciółką, przecież chcesz aby byli szczęśliwi prawda ?’’- powiedział w myślach z ironią. Podczas gdy tak rozmyślał Ferb zdążył zdjąć kurtkę i buty, a następnie poszedł do ich pokoju. Fineasz podążył za nim.
-Ej Ferb, gdzie byłeś ?- zapytał a ponieważ brat milczał kontynuował.
-Bo wiesz… ja już wiem o tobie i Izabelli- powiedział i zobaczył wyraz zaskoczenia na twarzy brata.
-Nie chciałem was podsłuchiwać, ale tak wyszło ,że raz zobaczyłem was w parku a potem słyszałem jak pytałeś się Izabelli czy nie zostanie twoją dziewczyną- mówił dalej i zauważył ,że brat zaczyna się śmiać ,,O co mu chodzi ?’’
-Więc postanowiłem ,że nie będę się wtrącać do waszego związku- kontynuował gdy tymczasem Ferb dławił się ze śmiechu.
- O co ci chodzi ?!- nie wytrzymał Fineasz.
Chłopak opanował się i powiedział.
- A czemu to cię tak interesuje z kim się spotyka Izabella ?
- Co ?! Nie obchodzi mnie to, po prostu jesteśmy wszyscy przyjaciółmi i chciałem żebyś wiedział ,że nie mam nic przeciwko- powiedział zmieszany chłopak.
- A to dobrze, bo widzisz moja dziewczyna tak słodko całuje i…
- Przestań- warknął Fineasz
- I jest taka piękna…
- Ostrzegam- gotował się chłopak
- I mógłbym ją przytulać cały dzień i…
- Zamknij się ja ją kocham !- wrzasnął Fineasz
- I ma na imię Anastazja- dokończył Ferb i wybuchł śmiechem na widok miny brata.
- Anastazja ?! Ale jak to myślałem…
- Fineasz posłuchaj…- I tak Ferb zaczął wszystko objaśniać bratu a gdy skończył.
- Byłem taki głupi !- krzyknął Fineasz
- Jak mogłem się nie zorientować ! Ale czekaj, a co robiłeś u niej w domu ?
- A to, chciałem się pożegnać bo Izabella wyjeżdża do Meksyku…
- Ej ?! Dokąd tak pędzisz ?!
Ale chłopak go już nie słyszał, gdy tylko usłyszał ,że Izabella wyjeżdża wybiegł z pokoju i pognał do jej domu.

17 czerwca 2011 (dom Garcia-Shapiro)

Izabella skończyła się pakować i teraz siedziała w ciemnościach przy oknie, patrząc jak małe krople spływają po szybie. ,,Chciałabym żeby Fineasz tu był, podszedł do mnie i przytulił’’ pomyślała, w tej chwili zobaczyła na niebie błyskawicę która rozświetliła pokój i wydała okrzyk strachu, bo zobaczyła ,że ktoś za nią stoi.
- Cicho, cicho to tylko ja.
- Fineasz ? Co ty tu robisz ?
- Proszę nie wyjeżdżaj- powiedział błagalnie
- Co ? Dlaczego ? Przecież to tylko tydzień u taty- odpowiedziała i zobaczyła wyraz radości i ulgi na jego twarzy, a potem wziął ją w ramiona i z całej siły przytulił. Gdy ją postawił spojrzeli sobie głęboko w oczy. Magiczna nić znowu ich oplotła, i wtedy to zrozumiał. Zawsze była dla niego wyjątkowa, od początku była tą jedyną dla której oddałby wszystko. To uczucie narodziło się w nim, tego pierwszego dnia kiedy się poznali. To wtedy się w niej zakochał. W jej pięknych szafirowych oczach, jedwabistych czarnych włosach, ale to co go najbardziej urzekło to jej osobowość. Jej odwaga, siła i chart ducha.
- Nie darowałbym sobie gdybym cię stracił, kocham cię.- powiedział i przeraził się, wcale nie chciał tego powiedzieć na głos. Co teraz będzie ? Wyjawił jej swe najskrytsze uczucia, może teraz nim wzgardzić i wyśmiać go ! Już miał przepraszać, mówić ,że to nie tak, jednak ona tylko popatrzyła na niego swoimi dużymi niebieskimi oczami. Chwyciła jego twarz w dłonie i pocałowała, zabierając mu serce na zawsze.

KONIEC

16.10.2011 o godz. 19:33
Przedstawiam wam 3 przedostatnie rozdziały mojego opowiadania.
Mam nadzieję ,że się spodobają :)


17 czerwca 2011 (rano)

Było jeszcze bardzo wcześnie dochodziła piąta. Mimo to Fineasz wciąż nie spał ,,Ferb i Izabella ? Ale jak to możliwe ,że nic nie zauważyłem !’’ rozmyślał leżąc na łóżku i przypatrywał się bratu który spał na sąsiednim tapczanie. Kiedy wczoraj wrócił do domu wpadł w furię ,był tak wściekły ,że najchętniej rozszarpałby Ferba ale teraz nie czuł do niego żalu ,,Przecież to nie jego wina ,że Izabella mnie nie kocha’’ pomyślał ,,Skoro jest z nim szczęśliwa to nie powinienem się wtrącać’’ Następnie obrócił się na drugi bok i zasnął.

17 czerwca 2011 (popołudnie)

Izabella obudziła się dzisiaj o 8.00 i najchętniej robiłaby to co wczoraj ale mama weszła uczesała jej włosy i kazała natychmiast iść na śniadanie. Dziewczyna nie chciała się kłócić więc od razu posłuchała mamy.
- Izabello…- zaczęła mama
- Pamiętasz naszą wczorajszą rozmowę ?
- Tak mamo pamiętam.
- No to spakuj się zaraz ,jutro rano wyjeżdżasz do taty do Meksyku
- Tak mamo – odpowiedziała smutno i poszła wykonać polecenie.

17 czerwca 2011 (dom Flynn-Fletcher)

Fineasz czuł ,że nie jest dziś sobą ,zazwyczaj o tej godzinie budowla jego i Ferba już dawno stała a oni z przyjaciółmi kończyli się na niej bawić. Nawet Fretka była zdziwiona kiedy weszła do ogródka.
- Co to ? Nic nie robicie ?- powiedziała
- A tak właściwie gdzie jest Ferb ?
Fineasz rozejrzał się ,,Przecież jeszcze przed chwilą tu był ?’’ Ponieważ milczał Fretka postanowiła się nie wtrącać i poszła do Stefy. Fineasz poczuł się bardzo samotny, nawet Pepe nie mógł mu dotrzymać towarzystwa bo jak zwykle gdzieś znikł. ,,Ferb pewnie jest u Izabelli’’ pomyślał. Do tej pory nie wiedział jak bardzo może mu brakować jej codziennego pytania ,,Co robicie ?’’ Znali się od czasów przedszkola ,ona on i Ferb ,nigdy by nie pomyślał ,że przyjdzie czas kiedy zostanie zupełnie sam. Na niebie zaczęły gromadzić się burzowe chmury ,w oddali było słychać huk pioruna. Nawet pogoda nie była taka jak zwykle. Fineasz postanowił wrócić do domu ,,W końcu nikt mnie tu nie potrzebuje’’



Tagi: Phinabella
12.10.2011 o godz. 15:44
Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze. A oto kolejne 2 rozdziały mojego opowiadania :)


16 czerwca 2011 (dom Garcia-Shapiro godzina 13.30)

Mimo swoich planów Izabella nie przeleżała całego dnia w łóżku. Zaraz po jej nie miłej odzywce mama przyszła aby zbadać czy nie ma gorączki upewniwszy się ,że jest zdrowa kazała jej się natychmiast ubrać i biegiem na śniadanie. Dziewczyna nie miała wyjścia jednak po śniadaniu poszła i znowu zamknęła się w pokoju. Siedziała już tak kilka godzin gdy nagle usłyszała
- Izabello zejdź na dół twój kolega przyszedł do ciebie.
- Co ?! – krzyknęła i zaczęła najszybciej jak się da przebierać w swoją najładniejszą sukienkę po czym spięła włosy kokardką. Gdy skończyła pobiegła na dół, niestety czekało ja rozczarowanie na dole nie czekał Fineasz tylko Ferb.
-Łał… Izabella rozumiem ,że chciałabyś być moją dziewczyną ale…
- Przestań się wygłupiać – warknęła nie skora dziś do żartów dziewczyna – Myślałam ,że to Fineasz ,a tak właściwie co tu robisz ?
- Ja… ej słyszałaś to ? – Powiedział Ferb
- Tak to brzmiało jak tłuczone szkło- odpowiedziała i oboje wyszli na zewnątrz. Przed drzwiami pod oknem leżała stłuczona porcelanowa figurka z bukietem kwiatów.

16 czerwca (godzina 13.00)

,,To nie możliwe. Przecież Ferb był zakochany w Vanessie a teraz w Anastazji’’- myślał Fineasz który właśnie wybierał się do Izabelli.
- Tak na pewno, to nie mógł być Ferb- powiedział i wyszedł z domu.
- Nie obchodzi mnie to czy Izabella ma chłopaka czy nie ,pójdę do niej i powiem co czuję ,ale nie mogę iść z pustymi rękami .- Powiedział i udał się do miasta. Po drodze przypomniał sobie jak pewnego razu Izabella zachwycała się porcelanową figurką jednorożca ,dlatego taką właśnie kupił. Był już dość blisko domu Izabelli kiedy zobaczył Ferba, miał go zawołać ale ten skręcił i wszedł do domu Garcia-Shapiro ,, To dziwne, co Ferb robi u Izabelli ? – pomyślał Fineasz i podążył za nim ,,Może chciał się zapytać jak się czuję ? W końcu nie przyszła dzisiaj do nas’’- rozmyślał dalej i już miał pukać kiedy usłyszał brata.
-Chcesz być moją dziewczyną ? - Te słowa tak wstrząsnęły Fineaszem ,że nawet nie usłyszał odpowiedzi dziewczyny, dopiero gdy usłyszał jak jego prezent roztrzaskuje się w drobny mak otrząsną się i uciekł.








06.10.2011 o godz. 16:50